Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Wypędzenie z domu


 Wstecz...


foto
 
Relacja Jerzego Pawlaka

[...]  Wychodziliśmy pomału z piwnicy w szpalerze szkopów. Stali na rozstawionych nogach, trzymając w rękach rozpylacze gotowe do strzału. Popędzali wołaniem, "alles raus hund" ["alle raus hunde"]. Byłem zadowolony, że nareszcie na powietrzu, niech się dzieje co chce.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Stępień

[...]  Nazywam się Halina Stępień, urodziłam się 19 kwietnia 1934 roku w Warszawie. Powstanie zastało mnie wraz z rodzicami Julianną Wandą Bogdańską - matką i ojczymem Henrykiem Bogdańskim na Rynku Starego Miasta 10. 26 sierpnia 1944 roku podczas kolejnego nalotu bombowego został zburzony nasz dom. Spod zwałów gruzów wydobyto wielu rannych i zabitych.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wiktorii Adamus

[...]  (...) Pewnego dnia usłyszałam łomot do bramy - Niemcy dobijali się - otworzył bramę dozorca. Niemcy zapewniali wszystkich, że schron nie jest podlany benzyną i chcieli nas wpakować z powrotem, ale nikt nie chciał tam wejść, więc wygnali nas na Krakowskie Przedmieście bliżej kościoła Wizytek. Tam stał już tłum - nie wiem, ilu ludzi, pamiętam, że zajmował chyba całe Krakowskie Przedmieście od Wizytek do kościoła Świętego Krzyża.(...) Pamiętam jeszcze czołgi od strony Wizytek i z odwrotnej. Ten od Wizytek został podpalony przez powstańców. Powstało wielkie zamieszanie. Niemcy byli zdezorientowani. Matka ujęła mnie i [dziewięcioletniego brata] Zenka za rękę i poczęła uciekać. Skręciliśmy w Królewską. Niemcy spod numeru pierwszego zaczęli strzelać do nas z trzeciego piętra, ale udało nam się wbiec w ruiny. Potem - nie wiem nawet, kiedy - dołączyła do nas grupa ludzi dość liczna, około 20 - 30 osób. Udaliśmy się w stronę obecnego Placu Zwycięstwa, potem do Ogrodu Saskiego.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Janusza Waldemara Wilczyńskiego

[...]  Około 10 września po zbombardowaniu naszego domu, całą rodziną uciekliśmy do ciotki do Śródmieścia na ulicy Górskiego 1. W Śródmieściu przeżyliśmy ogromne bombardowanie i zburzenie budynku Gimnazjum Górskiego, gdzie w piwnicy znajdował się szpital powstańczy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jana Ryszarda Mleczka

[...]  Niemcy wypędzali ludność z bloków na Kole. Nie wiem, co stało się z moimi kolegami, gdyż na skutek przeczesywania lasku ["], każdy z nas wiał, gdzie mógł. Ja na ulicy Bolecha zmieszałem się z ludnością cywilną gnaną w kierunku ulicy Księcia Janusza.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Romana Rechnio

[...]  Nastały niedobre wieści, Powiśle upadło, hitlerowcy zdobyli elektrownię Powiśle, powstańcy wycofali się do Śródmieścia, a nas rano 4 września 1944 r. wypędzono z domów i nie dano nic zabrać.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Czajkowskiego

[...]  Byłem łącznikiem Harcerskiej Poczty Polowej przy ulicy Wilczej 41 od 2.08.1944 r. do 14.09.1944 r., pseudonim "Niszczyciel". 2.10.1944 r. opuszczamy Warszawę ulicami Kruczą, Piusa, Śniadeckich przy Politechnice, Filtrową do placu Narutowicza. Tu pierwszy odpoczynek. Bagaży mamy niewiele, bo prawie wszystko legło w gruzach. Mimo wszystko iść jest ciężko, jesteśmy niedożywieni, niewyspani i wymęczeni.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Marii Kapuścińskiej

[...]  Miałam trzynaście lat, gdy wybuchło Powstanie Warszawskie. Zastało nas ono, to jest moich rodziców, babcię i mnie w mieszkaniu przy ulicy Marszałkowskiej 22 m. 11 (dom leżał w tak zwanej "dzielnicy niemieckiej"). Drugiego sierpnia zostaliśmy usunięci przez Niemców z mieszkania do oficyny, a następnie do piwnic domów przy ulicy Marszałkowskiej 20 i 18, gdzie oprócz nas przebywało wielu ludzi, których Powstanie zastało na ulicy lub przystanku tramwajowym.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Paszkowskiej

[...]  W domu naszym przebywaliśmy do 13 sierpnia (niedziela), a następnie podczas pacyfikacji mojej ulicy schroniłam się z rodzicami do fabryki izolacji korkowych, znajdującej się na przeciwko naszej posesji. W trakcie pacyfikacji Woli w dniu 20 sierpnia formacje SS wypędziły nas do Pruszkowa, cudem uniknęliśmy rozstrzelania w drodze do peryferii miasta.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wacławy Połomskiej

[...]  Drugiego sierpnia rano na podwórzu nadal leżały trupy nie pogrzebanych Cyganów. Padał bardzo silny deszcz. Około południa na naszym podwórzu znów pojawili się Niemcy i rozkazali wszystkim mieszkańcom natychmiast opuścić budynek i zgromadzić się pod murem "Dywizjonu" po przeciwnej stronie ulicy Zagłoby. Mieszkańcy domu wyszli ubrani w to, co mieli na sobie. Mama oraz ja z siostrą byłyśmy tylko w sukienkach, a ojciec w spodniach i koszuli.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Włodzimierza Antosiewicza

[...]  7 września oddziały walczące wycofały się do Śródmieścia. Ojciec prosił mnie bym już został z nim, a do godz. 10.00 ludność z Powiśla wyszła szlakiem określonym w ulotkach przez Niemców. Wyszedłem z ojcem. Na ulicy Wolskiej zostałem wybrany przez Niemców z kolumny i zabrany na teren kościoła św. Wojciecha.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Mieczysława Rajmunda Gorzelniaka

[...]  Na drugi dzień na podwórzu przy Ogrodowej 5 wpadli Ukraińcy, zaczęli strzelać po oknach i krzyczeć, żeby ludzie wychodzili z mieszkań. Gdy wszyscy mieszkańcy byli na podwórku, to kobiety i dzieci z wrzaskiem wypędzili na ulicę. Nas mężczyzn ustawili w kącie podwórza i zaczęli odbierać zegarki złoto i pieniądze, a część załogi ukraińskiej strzelała do okien rakietnic, skąd w niedługim czasie wydobywał się dym.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wandy Felicji Lurie

[...]  Podeszłam więc w ostatniej czwórce razem z trojgiem dzieci do miejsca egzekucji trzymając prawą ręką dwie rączki młodszych dzieci, lewą - rączkę starszego synka. Dzieci szły płacząc i modląc się. Starszy widząc zabitych wołał, że i nas zabiją. W pewnym momencie Ukrainiec stojący za nami strzelił najstarszemu synkowi w tył głowy, następne strzały ugodziły młodsze dzieci i mnie. Przewróciłam się na prawy bok. Strzał oddany do mnie nie był śmiertelny.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jacka Fedorowicza

[...]  Dobytek został spakowany tak, żeby każdy mógł nieść swój węzełek samotnie, dziadek niósł plecak najcięższy. Przed opuszczeniem domu, w skrytce wydłubanej w ścianie naszej prywatnej części piwnicy (to było coś w rodzaju sporego pokoju z oknem na podwórze) ukryto główne kosztowności rodzinne, których zresztą rodzina już nigdy więcej nie zobaczyła. Ja też niosłem jakiś nieduży bagaż i wypchanego pluszowego pieska-zabawkę. W zamyśle producenta miał to być terier szorstkowłosy. Szczegół nieistotny, ale pieska akurat świetnie pamiętam, choć obawiam się, że pamiętam dzięki temu, że zachowało się zdjęcie.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Małgorzaty Stępińskiej-Winckler

[...]  Rodzice zabrali mnie ze szpitalika koło 8-go września. Warszawę opuściliśmy po kapitulacji 4-go października. Byłam już prawie zdrowa, tylko na całym ciele łuszczył się naskórek. Wychodziliśmy z miasta ulicami Lwowską, 6-go Sierpnia, Filtrową, przez plac Narutowicza na Dworzec Zachodni. Poprowadzono nas na jeden z peronów. Ludzie między sobą mówili, że w obozie w Pruszkowie mężczyzn oddzielają i wywożą do Niemiec, a kobiety i dzieci wypuszczają na wolność.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Ryszarda Zabłotniaka

[...]  W ostatnich dniach sierpnia 1944 zostałem zagarnięty wraz z dużą grupą ludności cywilnej ze Starego Miasta przez wojsko niemieckie i skierowany do kościoła na Woli.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Konrada Zienkiewicza

[...]  W sierpniu 1944 roku miałem 13 lat i mieszkałem wraz z matką i starszym o 5 lat bratem przy ulicy Ojcowskiej wówczas 89. Niemcy zdobyli Sadybę 2 września koncentrycznym atakiem z Siekierek, Ursynowa i Wilanowa. Ten ostatni był wsparty czołgami. (...) Od strony Wilanowa atakowały oddziały Wehrmachtu. Natychmiast po zdobyciu kolejnych domów osoby cywilne wyrzucano, nie pozwalając zabierać niczego i kazano iść w kierunku Wilanowa. Wyrzucano pospiesznie jeszcze w czasie trwającej strzelaniny i walki o inne pobliskie domy. Brat i sąsiad (młodzi mężczyźni) pozostali w kryjówce zrobionej sprytnie według projektu matki, pod składem koksu w piwnicy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Aleksandry Wróblewskiej

[...]  Po wybuchu wojny (...) żona z dziećmi czas jakiś mieszkała w Międzylesiu (...) lecz (...) ze względów bezpieczeństwa musiała przenieść się do Warszawy, żeby Niemcy nie zainteresowali się raptownym zniknięciem męża [internowanego w obozie jenieckim w Szwajcarii]. Po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej w 1941 bratowa zmarła w wieku 33 lat. Dzieci zostały pod opieką babki - Wandy Szczawińskiej.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Zbigniewskiego

[...]  W ciągu pierwszych 10 dni Powstania przebywałem wraz z rodziną w rejonie zamieszkania. Następnie ewakuowano ludność cywilną z tego rejonu, gdyż rozgorzały tu walki uliczne. I zaczęła się tułaczka. Wraz z rodziną zatrzymałem się u znajomych mieszkających przy ulicy Pańskiej róg ulicy Mariańskiej, gdzie w tym okresie było jeszcze względnie spokojnie.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Stanisława Korytowskiego

[...]  Powstanie w Warszawie zbliża się do tragicznego końca. Od 1 X godz. 5.00 obowiązuje zawieszenie broni, a 2 X zaprzestanie walk. Wszyscy muszą opuścić miasto. Dnia 3 X w południe, na podwórzu kamienicy przy ulicy Chopina, pojawiają się żandarmi rozkazując opuszczenie domu w ciągu 2-ch godzin. Budynek ma być natychmiast wysadzony w powietrze. Tak mówi żandarm. W tym wypadku wierzymy Niemcom. Wychodzę z ludnością cywilną.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Idalii Olszewskiej-Klemińskiej

[...]  Niemcy przyszli i powiedzieli, że mamy się wynosić. Nie interesuje ich gdzie. Oczywiście nie w tą stronę, gdzie są wojska radzieckie, tylko trzeba iść razem z Niemcami, do przodu. W stronę Pragi. A potem już była Wisła. Więc myśmy szły, z jakimiś znajomymi, bo my nikogo tutaj w pobliżu nie miałyśmy, do kogo mogłybyśmy pójść...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kołodziejskiej-Jedynak

[...]  Brat wyruszył na zgrupowanie - o którym nie umiem dokładnie powiedzieć, ale z całą pewnością to była jakaś grupa z AK - i jego już nie było. Ostatnio go widziałam trzy albo cztery dni przed Powstaniem. Tak że byliśmy tylko w czwórkę. I kazano nam wychodzić na zewnątrz. Rodzice byli przygotowani na wysiedlenie, ale nie przypuszczali, że tak szybko nastąpi. Nie wiedzieliśmy, że to jest po prostu pacyfikacja Ochoty. Zresztą w punkcie docelowym na Ochocie - czyli na tak zwanym Zieleniaku, o którym opowiem za chwilę - wygłoszono do nas taką tyradę: że tylu i tylu Niemców zginęło na Ochocie i tyle i tyle Polaków tutaj zgromadzonych musi zginąć. No krótko mówiąc wyrzucili nas...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ludmiły Niedbalskiej

[...]  Rano usłyszeliśmy z bramy dawno nie słyszane, niemieckie szczekanie. Na podwórku wlazł szkop. Oświadczył, że mamy iść rozbierać barykady. Odpowiedziało mu milczenie i spokojne, wrogie spojrzenie stojących nieruchomo kobiet. Mężczyźni na wszelki wypadek nie wyszli. Niemiec patrzył na nas uważnie, zauważył rudego kota, podniósł karabin, strzelił. Kot uciekł. Niemiec opuścił karabin, odwrócił się i wyszedł na ulicę do kumpli.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Żakowicz-Prejzner

[...]  1 sierpnia wyszłyśmy przed piątą po południu przed dom - i natychmiast musiałyśmy wracać, bo się rozległa strzelanina, na ulicy były czołgi. I zamieszkałyśmy w piwnicy. Mamusia miała przygotowaną spiżarnię pełną jedzenia, tak, że mogłyśmy trwać przez długie miesiące tak zaopatrzone. Niestety, 3 sierpnia zostałyśmy z tego domu, z piwnicy, przepędzone przez Ukraińców chyba - żołnierzy w takich czarnych mundurach, z miotaczami ognia, z których do okien mieszkań strzelali czy też miotali ogniem. Nie mogłyśmy się już dostać do swojego mieszkania, tak, że zostało nam tylko to, co było przy nas w tej piwnicy. Przepadła ta spiżarnia z cudownym zaopatrzeniem, a myśmy poszły w głód i poniewierkę. Mamusia miała na sobie futro, chociaż było upalne lato, i tobół jakiś, może kołdra tam była, może poduszka. Jedzenia nie było, zostało w tej spiżarni.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Eugeniusza Spiechowicza

[...]  30 września po zajęciu Żoliborza przez Niemców, wyszedłem wraz z ludnością cywilną mieszkającą w piwnicach domu, w którym leżałem oraz z moją matką, która po otrzymaniu wieści o moim zranieniu dołączyła do mieszkańców tego domu i opiekowała się mną w czasie choroby. Na prośbę mieszkańców, jeszcze przed wkroczeniem nieprzyjaciela, wraz z kolegą, z którym leżałam w jednym pokoju, schowaliśmy orzełki i opaskę. Była obawa, że Niemcy mogą zastrzelić nas i pozostałe w piwnicach osoby.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Marii Jolanty Auleytner

[...]  [...] Chciałam zaraz wracać do domu, ale matka Hani zatrzymała mnie i powiedziała, że to zbyt niebezpieczne. Okazało się, że w tym czasie Ratusz jest bastionem powstańców, a dookoła są Niemcy i już rozpętała się strzelanina.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Włodzimierza Szurmaka

[...]  W roku 1944 mieszkałem na ulicy Płockiej 49. Posesja ta znajdowała się mniej więcej pośrodku między ulicą Górczewską a Gostyńską. Zamieszkiwana była przez sześć rodzin z branży taksówkarskiej i dorożkarskiej. Za chwilę obok bramy naszego domu biegli ludzie uzbrojeni z opaskami biało-czerwonymi. Byli to powstańcy. Tak dla mnie zaczęło się Powstanie. Odcinek naszej ulicy co chwila przechodził z rąk do rąk. Trzy razy dziennie byli u nas powstańcy i raz dziennie Niemcy. Gdy przychodzili powstańcy, wychodziliśmy z ziemi, gdy przychodzili Niemcy, chowaliśmy się do schronu. Tak było przez sześć dni.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Leszka Kazanowskiego

[...]  Palące się trupy. I zapach! Ten zapach ulatniający się stamtąd, zapach właśnie - coś niesamowitego! Byłem tak wystraszony, że już później, dokąd żeśmy nie wyszli z Warszawy, to, jak widziałem palące się domy...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Garlickiego

[...]  Myśmy wychodzili w momencie trwania walk. Przypuszczam, że walki się już kończyły - bo te wszystkie strzały się już skończyły - jak doszliśmy mniej więcej do rejonu sióstr Zmartwychwstanek, trochę dalej, czyli Krasińskiego, przy tych ogródkach działkowych. Tam też zresztą nastąpiła chyba zmiana tych, którzy nas prowadzili, z oddziałów frontowych na oddziały bardziej policyjne. I pamiętam, że tam byli - dzisiaj wiem, że z brygady Kamińskiego - ronowcy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Dankowskiej-Walas

[...]  W tym kościele to był jeden wielki jęk - tam było mnóstwo rannych, na noszach. Okropny jęk, przygnębiające wrażenie, ludzie po prostu umierali. Pamiętam, że chciało mi się siusiu i mama wzięła mnie za rękę i zaprowadziła za ołtarz - tam było mnóstwo fekaliów, bo ludzie nie mieli sumienia załatwiać się na środku...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Wiesława Kępińskiego

[...]  zastanawiające jest dla mnie, że pamiętam doskonale prawie wszystkie te kroki, te zdarzenia, ale nie słyszę głosu - a przecież wiem, że matka, w takim jakby szale, rozpaczy powtarzała tak: "Zabiją nas, zabiją nas, zabiją nas". Ja tam się nawet starałem Niemca, który nas prowadził, prosić, żeby nas nie zabijał... Oczywiście nic może nie rozumiał, ale to nie miało żadnego znaczenia... Nawet go złapałem za rękaw...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Eknera

[...]  Dom był zbudowany w technologii ceglano-drewnianej - było bardzo dużo drewna, tynk na ściany był kładziony na matę z trzciny, stropy były izolowane warstwą drewnianych trocin... I to gruzowisko zaczęło się palić. I wtedy ktoś wyjrzał, mówi: "Tak, to już się pali, musimy stąd uciekać". Zabraliśmy to, co akurat mieliśmy na sobie, czyli płaszcze zimowe, sweter, spodnie, babunia i ciocia zimowe okrycia... Cały dobytek - woreczek z sucharami, pudełko kostek cukru i kawałek (mały kawałek, może 70 deko) wędzonego boczku. I z tym wyszliśmy na podwórze. I tylko słychać wystrzały, wybuchy... Piękne słońce było, upalne słońce. I tak poszliśmy za ludźmi, skręciliśmy w lewo, na pogorzelisko środkowego budynku, przez okno weszliśmy na to pogorzelisko, które już było wystudzone, przez to pogorzelisko przeszliśmy do ogrodu pałacu arcybiskupiego i moje pierwsze wrażenie: gdzie zniknął ogród - nie ma krzewów, nie ma drzew, nie ma trawników... W drugim czy trzecim dniu Powstania uczestniczyłem w pogrzebie, właśnie w tym ogrodzie, ale tych grobów nagle się pojawiło kilkanaście... Nie było trawników, gałęzie ścięte przez odłamki... I w tym ciągłym huku weszliśmy do tego ogrodu. I nadleciała eskadra "Stukasów". I znowu instynktownie rzuciliśmy się pod mur. Lecieli tak nisko, że przez kabinę widziałem głowę pilota w skórzanej czapce i w okularach.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Janowskiego

[...]  Dookoła - przez teren hali na Koszykach i posesji Noakowskiego 14, która wtedy była niezabudowana - wyszliśmy na ulicę Noakowskiego, i na obecny plac Politechniki.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Grażyny Doroty Duchniak

[...]  Pamiętam, że w pewnym momencie była wywieszona biała flaga na Philipsie, ale momentu zejścia wszystkich lokatorów do piwnicy nie pamiętam. Pamiętam tylko, że już w tej piwnicy siedziałam. I kiedy przyszli Ukraińcy i zaczęli nas wyrzucać, moja mama akurat była w mieszkaniu na górze; po coś tam poszła. A nasze składane łóżko było na końcu piwnicy. I jak mieszkańcy kamienicy wołali mnie, żebym wyszła razem z nimi, to nie chciałam - siedziałam na tym łóżku i czekałam na mamę. To była dla mnie dramatyczna sytuacja.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Haliny Wiśniewskiej

[...]  Wiadomo było, że nas nie wywiozą do Niemiec, tylko gdzieś tutaj, pod Warszawę. Musieliśmy przejść całą drogę do Dworca Zachodniego. Po drodze mijaliśmy pola, pełne pomidorów, różnych owoców i warzyw, których się nie widziało przez dwa miesiące. Więc mój tata dorwał się do tych pomidorów, zebrał parę i przyniósł - a ja się bałam to jeść.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Elżbiety Massalskiej

[...]  W dniu 2 września 1944 r. zostałyśmy wyprowadzone z ulicy Kapucyńskiej, z domu pod nr 15/17, gdzie mieszkałyśmy, i w którego piwnicach przebyłyśmy Powstanie. Miałam wtedy 14 lat. Zabrałyśmy ze sobą podręczny bagaż i ukochanego psa, suczkę rasy szkocki terier. Wyjść kazali nam "własowcy". Ponieważ krążyły pogłoski o tym, że zabijają oni psy, naszą "Bombkę" niosłam na rękach. "Własowcy" nie zainteresowali się psem, jedynie moim pierścionkiem i zegarkiem, które oczywiście zabrali. Poprowadzono nas ulicą Daniłowiczowską (z Kapucyńskiej było przejście przez bramę jednego z domów, wprost na ulicę Daniłowiczowską), koło spalonych ruin pałacu Blanka na plac Teatralny. Zgromadzony był już tam tłum ludzi, koczujący przy swoich tobołkach. Ze ściśniętym sercem patrzyliśmy na spalone i zburzone budynki kościoła Sakramentek, Ratusza, oraz Teatru Wielkiego. Nad Warszawą unosiła się chmura dymu.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Anny Teofilak-Maliszewskiej

[...]  Przez kilka dni mieszkałyśmy jeszcze w Instytucie, który wydawał się teraz dziwnie pusty. Około 21-go sierpnia przed Instytut zajechał przyzwoity autokar, którym bezpiecznie przewieziono pracowników oraz nas, z dozorcówki, na dworzec Warszawa Zachodnia i polecono jechać do Pruszkowa. Był to nieoczekiwany efekt opieki dyrektora Instytutu, Niemca, który obiecał swoim pracownikom, że nie pozwoli zrobić im krzywdy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ewy Kirszenstein-Skrzypczak

[...]  My, na Smolnej, z tą przyjaciółką mojej mamy, Manią, nie pakowaliśmy nic - właściwie nie mieliśmy rzeczy i jakoś nie przyszło nam [to] na myśl. Pamiętam, że miałam na sobie tylko jakiś płaszcz, zwany później prochowcem, taki lekki płaszcz - zresztą ciepło wtedy było. I wygnali nas przez ogrody Szpitala Czerwonego Krzyża, pognali najpierw na ulicę Czerwonego Krzyża, gdzie przytrzymali nas w bramie. Krążył tam Ukrainiec - mówiło się o nich Kałmucy, a Ukraińcy - który zabawiał się tym, że straszył, że wszystkich powystrzela, a potem mówił: "A teraz idę się napić, ale tu wrócę i was wszystkich powystrzelam". Zresztą nie wrócił i nie wystrzelał.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jerzego Uldanowicza

[...]  W ciągu pierwszych 2-3 dni po kapitulacji ludność przebywająca w rejonie ulicy Grzybowskiej została poinformowana (nie pamiętam, w jaki sposób), że po obowiązkowym opuszczeniu Warszawy będzie skierowana na tereny wiejskie w Generalnym Gubernatorstwie. Informacja ta, której większość z nas dawała wiarę, nie tylko uśpiła naszą czujność i w zasadzie wyeliminowała próby ucieczek przed dotarciem do Pruszkowa, lecz także w istotnym stopniu wpłynęła na sposób naszego wyekwipowania się na wędrówkę, w szczególności spowodowała, że zamiast odzieży odpowiedniej do ciężkiej pracy fizycznej na otwartym terenie, co - jak się okazało później - było wyjątkowo potrzebne, wzięliśmy ze sobą różne przedmioty, które według naszej oceny mogłyby posłużyć na wsi do wymiany na żywność, zapłacenia za kwatery itp., pieniądz bowiem coraz bardziej tracił wartość.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Nizińskiej-Grzegrzółki

[...]  W dniu 6 sierpnia, a była to niedziela (Przemienienie Pańskie) usłyszeliśmy walenie do bramy. Dozorca otworzył ją i Niemcy wpadli na podwórko z karabinami do strzału, powiedzieli, że dają nam 5 minut i musimy opuścić budynki. Wzięliśmy tylko poduszkę, kawałek słoniny i coś tam jeszcze i stanęliśmy w kolumnie na ulicy. Popędzili nas do placu Unii Lubelskiej. Obejrzałam się na nasz dom, ale już się wydobywały kłęby dymu. Szliśmy Aleją Szucha do Alei Ujazdowskich. Na rogu stał drewniany budynek, do którego wpakowali nas i trzymali całą noc. Rano po oddzieleniu mężczyzn popędzili nas ulicą Litewską do Marszałkowskiej i dalej do placu Zbawiciela. Na każdym rogu był ustawiony wielki karabin maszynowy, a przy nim Niemcy w czarnych mundurach. Przechodząc przez plac Zbawiciela oglądaliśmy ludzkie trupy leżące obok walizek, które były tak zapakowane, że aż wieka się odrywały. Ten widok pamiętam bardzo dobrze.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Kasprzaka

[...]  Byłem w drużynie Władka Ślesickiego - to jest znany reżyser filmowy, ten, który nakręcił pierwsze "W Pustyni i w Puszczy" w latach siedemdziesiątych, pierwszy pełnometrażowy film. Był z nim również jego młodszy brat - Zygmunt. Byłem w tej samej drużynie przez cały wrzesień, na ulicy Koszykowej. Większość chłopców z tej drużyny pochodziła z Grochowa. Wychodziliśmy jako cała drużyna, po cywilnemu razem z ludnością cywilną, ale tak szliśmy, że mieliśmy się wszyscy na oku.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Dariusza Karolaka

[...]  Dzień kapitulacji Żoliborza utkwił także mocno w mej pamięci. Rankiem 1 października 1944 r. przyszli Niemcy. Musieliśmy opuścić schron i udać się wraz z innymi mieszkańcami w kierunku zachodnim.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Tadeusza Ziomka

[...]  Warszawa była moim miastem rodzinnym od 1936 roku. Tutaj mieszkałem wraz z matka i młodszym o dwa lata bratem w pamiętne dni Powstania Warszawskiego. O ojcu nie mieliśmy wiadomości od 1939 roku, kiedy został zmobilizowany i poszedł walczyć z okupantem. Mieszkaliśmy w czynszowej kamieniczce przy ulicy Grzybowskiej 76 pomiędzy ulicami Towarową a Wronią w jednym niewielkim pomieszczeniu mieszkalnym na parterze, bez elektryczności i innych wygód. (...) Kiedy Powstanie przyjęło poważniejsze rozmiary, a pobyt w mieszkaniu stwarzał zagrożenie dla życia, przenieśliśmy się na stałe do piwnicy. (...)  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Barbary Rybeczko-Tarnowieckiej

[...]  Szóstego września już przez nasz schron nie przebiegli powstańcy. Zrobiło się dziwnie pusto i cicho, wyczekiwanie było męczące. Po pewnym czasie usłyszeliśmy: "Alle raus"! U wejścia do piwnicy stali niemieccy żołnierze. Jednak nie byli to Niemcy, lecz własowcy, którzy popędzili nas przez płonące miasto. Na Wybrzeżu Kościuszkowskim, w pobliżu pomnika Syreny, siedziała grupa żołnierzy przy parującym kotle. Jeden z nich wyciągnął rękę z menażką w moim kierunku. Może to był ludzki odruch? Chociaż byłam bardzo głodna, szybko cofnęłam się mocno przestraszona.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Izabelli Wciślińskiej

[...]  Niemcy doszli przez dziurę w murze wielkości drzwi wejściowych do klatek schodowych i piwnic i kazali wychodzić, wołając "raus". Przed wyjściem z piwnicy, po porozumieniu się z mężem, włożyłam do pościeli łóżka mój pierścionek z olbrzymim brylantem, a mężowi dałam córeczkę w beciku, gdyż myślałam, że może będą stosować jakieś represje w stosunku do mężczyzn. Kiedy już wszystkich nas zgromadzili przed pałacykiem królowej Marysieńki, wtedy zobaczyliśmy, że lufę czołgu kierują w naszą stronę, a 2 Niemców z karabinami kładzie się po obu stronach czołgu.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Mariana Grzegorza Bergandera

[...]  Na podwórze wpadli Niemcy. Zdążyłem tylko wetknąć w szparę między deskami opaskę, którą już w tym dniu nosiłem i orzełka z czapki - narciarki. Na ulicy, przed domem popędzając nas kolbami Niemcy sformowali z ludności znajdującej się w tym czasie, w tym budynku, na dwie grupy i pognali nas ulicą Wronią do ulicy Chłodnej i dalej ulicą Wolską.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Witolda Jerzego Niewiadomskiego

[...]  Piątego czy szóstego października zebraliśmy przy Politechnice, potem ulicą Filtrową, przez plac Narutowicza na dworzec Zachodni.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Bogdana Lewandowskiego

[...]  Kiedy po sześćdziesięciu trzech dniach nastąpiła kapitulacja, sądziliśmy, że najgorsze już minęło. Dom i nasze mieszkanie na razie uniknęły skutków wojny. Okazało się, że jeszcze gdzieś były ukryte zapasy żywności. Dostaliśmy nieco mąki, oleju i miodu. Nigdy nie zapomnę smaku tych świeżych placków z miodem.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Tadeusza Klemińskiego

[...]  Kiedy wyrzucili was stamtąd Niemcy i jak to wyglądało? Niemcy wyrzucili nas na przełomie lipca i sierpnia. 27 lipca czołgi rosyjskie podeszły pod Wawer. Po tym jak te czołgi podeszły i wróciły się do Miłosnej, to nas wtedy wysiedlili. Na początku poszliśmy do mojego chrzestnego. Mieszkał on z żoną na Grochowie.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krystyny Zbyszewskiej

[...]  Byłam przerażona tym, co będzie z Warszawą. Widziałam, że Niemcy nas nienawidzą, chcą zniszczyć całą Warszawę. Nie wiedziałam, co się dzieję z moją mamą. Nie wiedziałam, gdzie mam pójść, czy do jakichś krewnych, którzy byli w Olkuszu, we Włoszczowej. Poszłam do "Gozdala" (Przemysława Góreckiego) na Wilczą 41 i zapytałam, co mam zrobić. "Gozdal" był harcmistrzem, który się nami opiekował. Jedni mówili, żebym poszła jako cywil, a drudzy, żebym poszła z oddziałem.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Napiórkowskiej-Jarzębowskiej

[...]  Piwnica była przepełniona do granic możliwości, ale byliśmy wszyscy razem. W kilka minut po tej przeprowadzce dom zaczął się trząść. W piwnicy zapanowała cisza. Była godzina 12.00 - samo południe. Nagle przerażający "świst", straszny huk i kurz. To nalot. Bomba trafiła w część budynku, z której właśnie się przenieśliśmy. Przebiła wszystkie stropy i dokładnie zrujnowała nasz dawny schron. Dozorca, który tam pozostał, zginął. Po chwili kolejny nie do opisania świst, znów straszny huk i... cisza. Druga bomba w ten dom trafiła w przyległą do naszej piwnicy kotłownię, wpadła w miał węglowy i nie wybuchła. Ocaleliśmy chyba tylko cudem.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Eulalii Matusiak-Rudak

[...]  Jeszcze jedną noc przespaliśmy w piwnicy, bo do mieszkań nie wolno było wchodzić. Ja się raz przedostałam przez Niemców, żeby coś z ubrania czy do jedzenia choćby przynieść. Wyszłam trochę po kryjomu przed ojcem i ciotką, wyszłam z tej piwnicy, bo w piwnicy ciemno, kto mnie tam mógł zauważyć? Ja wyszłam, tak się skradałam, Niemcy siedzieli na parterze, przeszłam koło nich, a oni mi nic nie powiedzieli. Fakt, drzemali, ale nic mi nie powiedzieli. Poszłam na pierwsze piętro i w naszym korytarzu siedzieli Niemcy. Przeszłam koło nich i weszłam do mieszkania. Otworzyłam drzwi z klucza, bo jeszcze zdążyłyśmy z ciotką zamknąć, otworzyłam, weszłam i wzięłam coś do jedzenia. Tam był chleb, kawałek słoniny i jakiś garnek, chyba z zupą, tego nie pamiętam. Idę z powrotem, Niemiec zabrał mi chleb i spytał (ja nie znałam niemieckiego), co ja mam, a drugi mówi: "speck", czyli słonina i oddał mi chleb a zabrał słoninę. Zabrali mi też klucz od mieszkania, także już klucza nie pozwolił mi zabrać, a ten garnek i chleb zabrałam do piwnicy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krzysztofa Radlicza

[...]  27 września Mokotów skapitulował. Jak się potoczyły pana losy od tego momentu? Był duży ostrzał, a my byliśmy na otwartej przestrzeni. "Społem" było już w rękach niemieckich. Przesunęliśmy się tym przejściem do narożnego domu, na ulicy Bałuckiego 34, tam zastaliśmy kapitulacje Mokotowa. Zanim wyszliśmy, to przez budynek na Różanej 15, przechodził taki fajny podporucznik, uroczy człowiek, pełen humoru. Niemcy podsunęli działo na gąsienicach i prawie w momencie kapitulacji wystrzelili w bramę.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Rozwadowskiej, matki ośmioletniego Marka

[...]  Pociąg, mający nas odwieźć do Pruszkowa, składał się z otwartych lor. Wepchnięta do jednej z nich nie szukałam oparcia o jej krawędź, jak to robili inni. Stałam tak, jak mnie wepchnięto. Zaczął kropić deszcz, którego tak wyglądaliśmy w spieczonej słońcem i pożarem Warszawie, potem padał już gęsto, zacinał z ukosa, aż zamienił się w ulewę. (...) Zwykle niesforne dziecko było teraz dziwnie milczące i poważne.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Leokadii Ciekanowskiej

[...]  A może i mojej nieznajomej uda się odłączyć od kolumny? Poradziłam kobiecie, ażeby z dziećmi pozostała nad rowem przy drodze, a ja jednocześnie zwolniłam kroku, starając się iść na końcu kolumny. Pomyślałam sobie, że jeśli Niemcy każą kobiecie iść dalej w kolumnie, to znów pomogę jej nieść rannego Tadzia..  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Gracjana Flaszczyńskiego

[...]  Po kapitulacji miasta staraliśmy się wyjść jak najpóźniej. Wyszedłem z rodziną prawdopodobnie 5 października, kiedy weszli Niemcy. Pamiętam, że na barykadzie, w poprzek ulicy Poznańskiej ustawili karabin maszynowy i z okrzykiem: "Alle raus!" wyrzucali nas z domów.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Henryka Piotrowskiego

[...]  Przechodziłem już podwórze przy ulicy Fabrycznej 14, skąd przez otwór w murze, przechodziło się na nasze podwórze przy ulicy Fabrycznej 16. I tu w samym otworze zamurowało mnie, słyszę okrzyk: "Hände hoch", i widzę duży grupę SS-manów z bronią gotową do strzału. Nim zrozumiałem, co się stało, i słowa, które były skierowane do mnie, dostałem pod żebra lufą automatu od najbliższego Niemca. Następnie na ich polecenie dołączono mnie do mężczyzn. Niemcy biegali jak opętani, wypędzali ludzi z piwnic, nie pozwalali prawie nic brać z sobą i wypędzali na podwórze. W niektórych mieszkaniach dało się słyszeć strzały, widocznie, jeśli kogoś znaleźli w jakimś ukryciu, to rozstrzeliwali. Wypędzali nas na ulicę i pędzili w kierunku ulicy Rozbrat.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Henryka Bana

[...]  1 sierpnia 1944 r. na kilka minut przed Powstaniem Warszawskim poszedłem do sklepu, który mieścił się na rogu ulic Rakowieckiej i Sandomierskiej. Naprzeciw ulicy Sandomierskiej przy bramie koszar był bunkier niemiecki obsadzony cekaemami. Sklepowa Pani Kwiatkowska zatrzasnęła żaluzję sklepową, w momencie, gdy mnie obsługiwała wybuchła strzelanina z niemieckiego bunkra serie z karabinów maszynowych, które szły w ulicę Sandomierską i po ulicy Rakowieckiej. Sklepowa nie wypuściła mnie przez zaplecze. W tym rejonie wyjść na ulicę równało się wyrokowi śmierci.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Anieli Libionki

[...]  Po kapitulacji Powstania Warszawskiego zorganizowały władze RGO celem niesienia pomocy wysiedleńcom Warszawy - dotarłyśmy i my do nich i zaopatrzyły się w odpowiednie dokumenty (zakład dziecięcy RGO) i w 4-ty dzień po kapitulacji opuściły Warszawę razem z dziećmi - na furmankach, pod konwojem niemieckim - do obozu w Pruszkowie.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Leszka Mieczysława Muszla

[...]  11 sierpnia 1944 r. w godzinach rannych Niemcy opanowali nasz budynek i natychmiast zostaliśmy wyprowadzeni i wypędzeni całą kolumną w kierunku Woli ulicą Długą, Rymarską, Placem Bankowym, Elektoralną do Chłodnej, a następnie zapędzeni do kościoła św. Karola Boromeusza. W kościele wypełnionym po brzegi ludźmi, w upale, przebywaliśmy bez wody. Niemcy trzymali nas kilkanaście godzin, po czym ponownie wypędzili nas w uformowanych kolumnach. Całą drogę szliśmy wśród ruin i zgliszczy pełnych trupów, widok był przerażający.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Mirosławy Grabowskiej (Gelber-Olszowej)

[...]  Wraz z innymi dołączyliśmy do pochodu, idącego środkiem jezdni - kolumny ludzkiej bez początku i bez końca. Z boku, wzdłuż szeregu cywilów, co kilka kroków, szli Niemcy z wycelowanymi w ludzi karabinami. Pędzono nas Wolską w kierunku zachodnim. Po krótkim czasie weszliśmy w tunel ognia. Płakały dzieci, jęczeli podtrzymywani w marszu chorzy i ranni, pękało szkło i z brzękiem upadało na bruk, spadały z pięter rozbite sprzęty i płonące deski, gardłowo wrzeszczeli Niemcy. Serca ściskał lęk.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Badowskiego

[...]  Wkrótce dowiedzieliśmy się o kapitulacji. Strzały umilkły. Zapadła cisza, tak niezwykła w tym miejscu; tak, że zdawało się, że czegoś brakuje. Tylko swąd z palących się domów i nocne łuny pożarów przypominały nam te straszne chwile. Mieszkańcy naszego domu i przebywający w nim uciekinierzy, po ogłoszeniu komunikatów o przymusowej ewakuacji, zaczęli powoli opuszczać zniszczone miasto. My byliśmy w domu na Siennej 82 do 8 października, bo Mama i Babcia bały się iść ,,w nieznane". Lecz tego dnia przed południem wpadli na podwórze na czarno ubrani ,,własowcy" i zaczęli wrzeszczeć: ,,Piat' minut, wsie won! Uchadzi! Won! Won!" Było jeszcze, prócz nas, kilka osób, które też obawiały się tułaczki. Wybiegły one na podwórze, błagając o przedłużenie czasu, pokazując małe dzieci itp. Nie odniosło to żadnego skutku, Ukraińcy zaczęli podpalać dom, strzelając po oknach wyższych pięter miotaczem ognia. W popłochu nieliczni mieszkańcy opuszczali podwórze, łapiąc, co było pod ręką.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wandy Łabuzińskiej

[...]  O tej porze do kamienicy wkroczyli żołnierze Wehrmachtu i wypędzili całą ludność zamieszkałą w kamienicy, jak również z sąsiednich budynków pod Kasyno Gry przy al. Szucha. Tam nas trzymali pod karabinami maszynowymi na stojakach. Następnie wszystkich popędzili al. Szucha na dziedziniec gestapo i nastąpiła pierwsza selekcja wypędzonych mieszkańców z ul. Koszykowej na dwie grupy - mężczyzn i kobiety z dziećmi. Po selekcji, mężczyzn pozostawiono na gestapo przy al. Szucha, natomiast kobiety i dzieci popędzili do Straży Pożarnej na pl. Unii Lubelskiej.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kowejszy

[...]  Minęło kilka dni. Tego ranka obydwoje rodzice byli z nami w domu, brakowało dziadków. Byliśmy ubrani i chyba już po śniadaniu, bo nie odczuwałam głodu. Nagle ktoś załomotał do drzwi krzycząc, że mamy natychmiast opuścić dom. Rodzice chwycili nas na ręce, zdążyli tylko zabrać trochę odzieży, nie wzięli żadnego naczynia i popędzani przez żołnierzy w ciemnoszarych mundurach zeszli do bramy, gdzie ich zrewidowano.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bohdana Kapicy

[...]  Bardzo szybko sformowano kolumnę i popędzono nas ulicą Dworską w kierunku Gazowni. Ruszyliśmy w nieznane, chociaż dobrze znanymi ulicami. Eskorta składająca się z żołnierzy SS i "własowców" prowadziła nas szybkim krokiem ul. Dworską, a następnie skręciliśmy w Płocką. Mieszkańcy, którzy zdążyli zabrać jakąś walizkę, musieli ją rzucić. Osoba niosąca jakikolwiek bagaż w ręku, była szczególnie poganiana kolbami karabinów konwojującej nas eskorty.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Cecylii Krajewskiej

[...]  Warunki nasze stawały się coraz cięższe, wieści coraz groźniejsze, Stare Miasto zburzone i spalone. Kiedy zawalił się dom w podwórku i zasypał nam główne wyjście z piwnicy, zdaliśmy sobie sprawę, że długo nie uda nam się tu pozostać. Niemcy przez głośniki nawoływali Polaków do opuszczenia domów, grożąc całkowitym wyniszczeniem. Chorym obiecywali pomoc lekarską, zdrowym pracę. Po krótkiej naradzie część mieszkańców zdecydowała opuścić piwnicę nazajutrz. Wprawdzie nikt nie wierzył obietnicom, pragnęliśmy jednak jak najszybciej wydostać się spod bomb.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Angeliki Józefowicz

[...]  Pierwsze dni października (2-gi, 3-ci a może 4-ty). Pochmurny dzień. Idziemy z mamą przez ruiny miasta. Idziemy długo, w coraz bardziej gęstniejącym tłumie ludzi z walizkami i tobołami. Dochodzimy do jakiegoś miejsca, gdzie stoją uzbrojeni po zęby Niemcy. Strasznie krzyczą i dzielą podchodzących do nich ludzi. Wymachują łapami - w lewo, w prawo, na wprost - i w tych kierunkach popychają dorosłych lub dzieci.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Teresy Różyckiej

[...]  Do naszego domu żołnierze Kamińskiego (Ukraińcy czy Rosjanie w służbie Wehrmachtu, zwani Własowcami) wpadli 10 sierpnia. Drzwi otworzyła im moja mama, inni się bali. Wyprowadzili nas wszystkich na sąsiednie ulice. Jednemu z żołnierzy wpadła w oko moja prawie piętnastoletnia siostra i zaczął ją głaskać i czule przemawiać.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Stefana Wojciecha Niesłuchowskiego

[...]  4 lub 5 dnia Powstania ojciec zdecydował o przejściu na stronę powstańczą. Wyszliśmy na ulicę Mokotowską, piwnicami o różnym poziomie. Przypominam sobie, jak schodziliśmy w dół, przechodziliśmy na różnej głębokości, tam przygotowano przejścia powybijane, zasłonięte cegłami. Wówczas z naszego poziomu zeszło dużo ludzi i tam czekaliśmy do zmroku, żeby przejść na drugą stronę ulicy Mokotowskiej. W pewnym momencie pokazał się Niemiec i kazał wszystkim cofnąć się i wyjść, miał zawinięte rękawy. Trudno mi powiedzieć o wrażeniach mojego ojca. Zaczęliśmy się wycofywać i doszliśmy do naszej bramy od strony ulicy Marszałkowskiej, cały czas pilotowani przez Niemców. W bramie kazano mężczyznom oddzielić się od kobiet. Ojciec myślał, że to uratuje go i że będzie razem z nami cały czas. Miał najmłodszego mojego brata na rękach. Niemiec kazał mojego brata oddać.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Andrzeja Korgola

[...]  Wkrótce nastąpił nowy cios - władze niemieckie rozkazały wszystkim mieszkańcom opuścić miasto i iść w nieznane na tułaczkę. Rozpoczynałem wówczas 13 rok życia, mając już za sobą lata spędzone pod hitlerowską okupacją i przeżyty w Warszawie wrzesień 1939 roku. Wraz z najbliższą rodziną, matką i dziadkiem, przygotowywaliśmy się do opuszczenia domu przy ul. Żurawiej 25 m. 9, gdzie mieszkaliśmy po spaleniu w 1939 roku mieszkania przy ul. Nowy Świat 64. Najcenniejsze rzeczy z domowego dobytku, dokumenty, fotografie i inne pamiątki pakowaliśmy do walizek, które wraz z rzeczami innych sąsiadów, zostały zamurowane w jednej z piwnic naszej kamienicy. Najpotrzebniejsze rzeczy wzięliśmy z sobą w nieznaną drogę.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Olk Wieczorek

      Niemcy wyprowadzili nas przez Cmentarz Powązkowski do ulicy Tatarskiej, obozową do kościoła Św. Wojciecha na Wolskiej. Gdy wprowadzali nas do Kościoła, nad Warszawą była jedna wielka czerwona łuna od palącego się miasta. Do środka wprowadzili tylko kobiety i dzieci, a mężczyzn zaprowadzili pod Kościół. W kościele było dużo ludzi. Na podłodze leżeli ranni, ludzie starsi [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ewy Osieckiej

[...]  Nie poznajemy ulic- dymy, pożary, jęki. Wpędzają nas na wysepkę w Forcie Czerniakowskim. Niesamowite wrażenie, jeszcze dziś widzę obrazy: oświetlone wnętrza fortu, gdzie Niemcy piją, bawią się, tańczą - przy muzyce grającego na pianinie Niemca w czapce; a obok tłum przerażonych ludzi, głównie kobiety i dzieci, i coraz wyraźniejsze w zapadającym zmierzchu groźne, czerwone od pożarów niebo nad Warszawą.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Alicji Rzaczykiewicz

[...]  W dniu 5 sierpnia 1944 roku stało się najgorsze. Niemcy wpadli do naszej kamienicy przy ul. Wolskiej 151, strzelając i rzucając granaty do mieszkań i do schronów. To była rzeź. Zabijali wszystkich nie wyłączając dzieci. Kule leciały koło mnie, jedna zadrasnęła mnie w nogę koło kolana, ale nie naruszyła kości. Uciekałam, schowałam się, przeżyłam. Podobno diabeł strzela, a Pan Bóg kule nosi. Zabili mojego tatę, mamę, siostrę i brata. Z całego domu dwie kamienice, ocalało parę osób. Ja ocalałam cudem. Wieczorem, kiedy wszystko ucichło, uciekłam do drugiego domu, przestraszona po trupach, na granicy obłędu. Tam trafiłam do schronu, między kobiety i dzieci.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Sylwestra Rzaczykiewicza

[...]  Nagle zajechało kilka samochodów wyładowanych Niemcami. Dali oni kategoryczny rozkaz, aby wszyscy w określonym czasie wynieśli się z domów i zebrali na pobliskiej polanie, gdyż Jelonki będą spalone ze względów strategicznych. Moja rodzina w składzie: ojciec, matka, siostra (24 lata) i ja (12 lat), złapaliśmy co się dało i poszliśmy na to pole, które było naprzeciw naszej ulicy. W tym czasie już jedna strona naszej ulicy stała w ogniu.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bohdana Lewartowskiego

[...]  Dziesiątego sierpnia, w dziesiątym dniu Powstania, wrzeszczący SS-mani wyrzucają mieszkańców naszego domu na ulicę. SS-man każe mi otworzyć plecak. Spostrzega harcerską finkę i wyciąga pistolet. Wartka niemczyzna mojej matki jakoś powstrzymuje go od jego użycia. Finka ląduje za ogrodzeniem ogródka, a my wraz z mieszkańcami sąsiednich domów ruszamy przez ulicę Filtrową, park, do Wawelskiej i Grójeckiej.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Uszyńskiej

[...]  Przed opuszczeniem Warszawy 4 października, wracamy na kilka godzin do domu przy ul. Grzybowskiej. W pośpiechu gromadzimy niezbędne rzeczy, które zabierzemy ze sobą. Część dobytku rodzice zamurowują w piwnicy. Może coś ocaleje?  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Wierzbowskiej-Pawlik

        W dniu 17.09.1944 r. wszyscy mieszkańcy Bielan otrzymali rozkaz zebrania się w oznaczonym miejscu. Tam osoby stare zostały oddzielone i nie wiem co się z nimi stało.  Pozostali zostali otoczeni przez pilnujących Niemców i Ukraińców i około południa popędzeni naprzód. Każdy bez względu na wiek miał ze sobą tobołek z najważniejszymi rzeczami. Były to głównie dokumenty, [...]

  Więcej ...


 
Relacja Antoniny Irminy Osińskiej (Głąb)

[...]  W pierwszych dniach Powstania Warszawskiego wpadli do mieszkania Niemcy - żołnierze, nie wiem, jakiej formacji, byli w zielonych mundurach i kazali nam wychodzić, gdyż wypędzali ludność z tej dzielnicy. Moja prawna opiekunka - ciocia Zofia Dąbrowska chciała przy wyjściu pomóc mojej babci Józefie Dąbrowskiej i za to jeden z dwóch żołnierzy zastrzelił ciocię jeszcze w mieszkaniu. Pozostali wyszli. Na schodach, my mieszkaliśmy na III piętrze, zrobiło się zamieszanie i wiem, że zastrzelono jeszcze jakąś kobietę, nazwiska jej nie znałam.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bohdana Stanisława Dąbrowskiego

[...]  W dniu 10 sierpnia 1944 roku pojawili się na naszej ulicy żołnierze niemieccy i ukraińscy. Wypędzali nas z piwnic na ulicę. Myśmy znaleźli się na ulicy Sękocińskiej, a następnie na ulicy Szczęśliwickiej. Tą ostatnią ulicą i Grójecką doszliśmy do Opaczewskiej, gdzie znajdował się "Zieleniak". W późniejszym czasie, gdy powróciliśmy z Niemiec, nasz dom był wypalony, z czego wnioskuję, że zniszczono go celowo.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jolanty Małgorzaty Dąbrowskiej (Markiewicz)

[...]  Po kilku dniach Powstania moja ciotka Zofia wraz z siostrą Maksowej, której imienia i nazwiska nie znam wyszły z naszego mieszkania do sąsiedniego i wyglądały przez okno w kierunku mostu kolejowego i Dworca Głównego. Widocznie snajper niemiecki zauważył je i wystrzelił. Trafił obie. Jeden pocisk przebił zarówno głowę mojej ciotki jak i siostry Maksowej. Nadmieniam, iż obie one tyły równego wzrostu i stanęły w oknie przytulone do siebie. Miały rany na skroniach. Zginęły na miejscu. Zwłoki pochowano w podwórku na ogrodzie. Dalsze dnie Powstania spędzaliśmy w piwnicach naszego budynku. W dniu 10 sierpnia 1944 roku pojawili się Niemcy. Krzycząc "raus" wypędzili nas z piwnic na ulicę Sękocińską, a następnie na szosę prowadzącą do "Zieleniaka". Jednocześnie podpalili nasz dom wrzucając granaty zapalające do piwnic lub dokonując podpalenia w inny sposób.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Hanny Marii Żarskiej (Szczepańskiej)

[...]  Dnia 2 sierpnia w godzinach popołudniowych nastąpił wybuch pocisku z "tygrysa" w budynku obok przy Grójeckiej 40. Niemcy wpadli do piwnicy strzelając i kazali nam opuścić budynek. Chowałam się ze strachu za matkę. Przeprowadzono Polaków z okolicznych domów na dziedziniec Domu Akademickiego przy pl. Narutowicza. Na dziedziniec ten przyprowadzono mnóstwo wysiedlonych wcześniej osób. Niemcy kazali nam klęczeć na ziemi pod groźbą pistoletów przygotowanych do strzału. Zgromadzono tam około 300 osób i na dziedzińcu przebywaliśmy aż do zmroku. Potem przepędzono nas do sali balowej. Selekcjonowano ranne osoby, których gdzieś odprowadzono. W tej sali balowej leżeliśmy pokotem bez wody i jedzenia. Raz na dobę wyprowadzano nas do ubikacji. Każdy miał przy sobie trochę jedzenia, ale nie mieliśmy nic do picia. W tej sali przebywaliśmy aż do 9 sierpnia. Stamtąd zabierali niektórych ludzi mówiąc, że mają iść do pracy. Tych ludzi, którzy zostali zabrani rzekomo do pracy popędzono przed czołgami na pozycje powstańców, którzy służyli za tarcze.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Janusza Koska

[...]  Wychodziłem z matką i z rodziną ojca, to znaczy: babką, ciotką, żoną oraz jej córką jednego z braci mego ojca. Brat ten, jak już wiedzieliśmy wcześniej, zginął w Katyniu. Razem z nami wychodził najstarszy brat mojego ojca Aleksander z żoną i teściową. Udało im się przedostać do nas z Woli w pierwszej połowie sierpnia. Pamiętam, że w tym okresie było już bardzo mało osób w Warszawie. Widzieliśmy pojedynczych ludzi na Marszałkowskiej. Kierowaliśmy się na ulicę Śniadeckich, dalej 6 Sierpnia do Alei Niepodległości, Wawelską, Kopińską i do Dworca Zachodniego. Stamtąd przewieziono nas pociągiem do Ursusa. Znaleźliśmy się tam wieczorem.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Szczęścik-Peruckiej

[...]  miałam pełną świadomość, bo powiedzieli mi, żebym nie wstawała, bo mnie zabiją. Ja się schowałam pod tym swoim dziadziusiem i pod siostrą, bo leżeli bardzo blisko. Pamiętam, że siostra leżała na boku i była cała zakrwawiona, a dziadek wyglądał tak, jakby spał, ja się w niego wtuliłam. Pamiętam, że to była noc, był duży księżyc. Pamiętam, że byli tam AK-owcy, zobaczyłam takich ludzi z karabinami, którzy mieli biało-czerwone opaski.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Zbigniewa Rajmunda Gnassa

[...]  W dniu 4 X 1944 roku otrzymaliśmy polecenie opuszczenia domu. Około południa w grupie innych mieszkańców zaczęliśmy iść w kierunku placu przed Politechniką, lecz do wieczora dotarliśmy zaledwie do ul. Śniadeckich, gdzie dostaliśmy nocleg w budynku w pobliżu placu.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Kowalskiej matki miesięcznego Pawła

[...]  Gdy Niemcy zrzucili ulotki nawołujące ludność do opuszczenia miasta, które, jak zapowiedzieli, miało być zrównane z ziemią, po krótkiej naradzie rodzinnej, postanowiliśmy wyjść. Nie była to łatwa decyzja. Nikt nie miał zaufania do Niemców, baliśmy się podstępu. Braliśmy pod uwagę i to, że możemy być rozstrzelani, ale pozostając, skazywaliśmy dziecko na pewną śmierć.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Zmarzlika

[...]  Koniec Powstania, kapitulacja. Wyszliśmy 7 października. Szliśmy w kierunku Alej Jerozolimskich na Zachód. Po drodze minęliśmy narożny sklep Wedla, w którym w witrynie zauważyłem jakieś zwłoki. Kolumna ludzi gęstniała. Wszyscy byli obładowani, nieśli tobołki i pchali wózki.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Władysława Sali

[...]  Wywołałem chłopców i personel z suteryn, ustawiłem wszystkich w szereg i tak jak mi wskazywała ręka żandarma poprowadziłem ku ulicy, wzdłuż mogił, które jeszcze tak niedawno sami tu wznosiliśmy. Najmniejsza z nich należała do 10-letniego Józia Błaszczyka, którego rozerwał granat w chwili, gdy wchodził po wodę do naszej studni na podwórzu. Szedłem pierwszy prowadząc pod rękę dwie nasze córki - 10-letnią Danusię i 6-letnią Marysię, za nimi parami szli chłopcy i personel. Pochód zamykała żona Janina, niosąc na rękach ciężko chorego syna. Żandarmi prowadzili nas środkiem ulicy Puławskiej w stronę południową, pokrzykując według swego zwyczaju, na co nasi chłopcy zupełnie nie zwracali uwagi, a nawet pomrukiwali sobie dosyć głośno: „Myśmy przyszłością narodu".  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Krystyny Krasuskiej (Góreckiej)

[...]  Wraz z innymi przechodniami schroniłam się w klasztorze przy zbiegu ulic Żytniej z Żelazną. Z dnia na dzień ludzi w piwnicach zaczęło przybywać, gdyż w skutek bombardowania oraz pożogi pochłaniającej dom za domem ludzie nie mieli się gdzie podziać. Jednej nocy ksiądz udzielił wszystkim ogólną absolucję. Dnia 8 sierpnia 1944 roku Niemcy rozwalając bramę pociskiem z czołgu, wypędzili wszystkich na dziedziniec, a następnie wśród płonących domów i zwęglonych ludzkich ciał, pognali wszystkich do kościoła św. Wojciecha.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Marty Gadomskiej-Juskowiak

[...]  Piwnica na Lesznie 45 była pusta, tam widać było, że nie wiem - ktoś przechowywał Żydów, bo była taka lepiej zagospodarowana, pierzyny, nie pierzyny, roje pcheł. Hodowali tam świnie, byliśmy już strasznie głodni. Ta piwnica ze świniami była zamknięta na jakieś ciężkie skoble. Trudno się było włamywać, bo byłby hałas. Za każdym razem, kiedy ruszyliśmy drzwi, to te świnie kwiczały i to sprowadziło Niemców. I znowu wrzask: „Raus! Raus!" Wyszliśmy. To był traf, że ta klatka schodowa, z której wychodziliśmy, ocalała. To jest taki skrawek ruiny przylegający do gmachu Sądu, z tym sklepem zoologicznym, między pocztą, księgarnią... Ja zobaczyłam to będąc kiedyś w Sądach, spojrzałam w dół i to był ten skraweczek tego podwórka. Gnali nas Lesznem, Wolską.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zygmunta Waltera

[...]  Potem przewieźli nas na Wolę. Matka próbowała za resztkę jakichś tam uratowanych przez siebie walorów majątkowych wywieźć mnie ze szpitala na Płockiej, do Żyrardowa, do szpitala, w którym ordynatorem był przyjaciel wuja Janusza Warneckiego. Niestety, nie udało się to.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Danuty Podruckiej (Pastuszyńskiej-Szpądrowskiej)

Na drugi dzień o świcie przyjechali Niemcy z karabinami, otoczono dom. Wyprowadzono nas na środek jezdni i popędzono prosto ul Lubelską. Mieliśmy ze sobą tylko małe tobołki Zostaliśmy wpędzeni na wał kolejowy, a następnie do świńskich wagonów towarowych z maleńkimi okienkami. Stojąc w dusznocie, na zwierzęcych odchodach dotarliśmy do Pruszkowa, do jakiejś zajezdni, albo hal remontowych [...]

  Więcej ...


 
Relacja Leszka Łachety

[...]  6 września od świtu biły w Tamkę artyleria i moździerze, falami nadlatywały i zrzucały bomby stukasy. Po kolejnym nalocie chwila ciszy i wybuchały w piwnicach granaty. Krzyki rannych i pożar - nad nami Niemcy. Na głos jednego ze starszych mężczyzn, marynarza z żeglugi wiślanej, że w piwnicy były tylko kobiety, dzieci i starzy mężczyźni, Niemcy kazali wychodzić. Przy wyjściu stał ten marynarz z rękami podniesionymi do góry. Szwab wcisnął mu w brzuch lufę rozpylacza, drugi liczył nas lufą parabelki. Ja byłem „achtundzwanzig". Niemcy podpalali granatami parter.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Blandyny Surmiak (Lewińskiej)

[...]  2 września dotarli do nas Niemcy. Nie jestem w stanie opisywać tych makabrycznych scen, które wówczas się rozgrywały. Wkrótce znalazłam się wśród ludzi pędzonych w kierunku Dworca Zachodniego. Wycieńczenie, głód, pragnienie, skwar oraz rana na nodze sprawiły, że droga ta była dla mnie jedną wielką męką.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bolesława Oleksiaka

[...]  Przez kilka dni po ich odejściu żyliśmy w piwnicy przez nikogo nie niepokojeni. Pewnego dnia matka przystąpiła do wypieku chleba. Unoszący się przez nieuszkodzone przewody kominowe dym, zdradził naszą obecność w wypalonym domu esesmanom z gmachu „Stauferkaserne" przy ulicy Rakowieckiej. Gromada ponurych, uzbrojonych po zęby żołdaków wyprowadziła nas na ulicę. Jeden z nich gestem ręki kazał nam ustawić się pod ścianą budynku po przeciwnej stronie ulicy. Po kilku minutach uformowali z nas i dołączonych do nas jeszcze kilku, wyprowadzonych z innych domów osób - grupę, którą zaprowadzili pod „Stauferkaserne". W pobliżu tego ogromnego budynku Niemcy zgromadzili 200 - 300 wypędzonych z okolicznych domów osób. Trzymali nas tam przez kilka godzin.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jadwigi Sawczuk

[...]  Dzieci była różna ilość. Najwyższa liczba dochodziła do siedemdziesięciu. Pod koniec Powstania po kapitulacji, kiedy wszyscy mieszkańcy miasta musieli je opuścić, po nasze dzieci nagle poczęli się zjawiać rodzice i krewni. Bowiem, jak się okazało, kobieta wychodząca z miasta z dzieckiem, nie podlegała przymusowemu wywozowi w głąb Niemiec, mogła zatrzymać się w Generalnym Gubernatorstwie. W ten sposób od dnia kapitulacji po dzień naszego wyjścia z miasta liczba dzieci w naszym ośrodku spadła do 22. Z tą gromadką mieliśmy wyjść z miasta.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kazimierskiej (Litwin)

[...]  Ostatni dzień Powstania tak jak i pierwszy przeżyłam w silnym stresie. Obraz ostatniego dnia pozostał w moich oczach bardzo wyraźny. Po wyjściu ze schronu na ulicę, trzymana mocno przez mamę za rękę, zobaczyłam przerażający obraz. Jak daleko mogłam sięgnąć wzrokiem, widziałam tłum ludzi, szybkim krokiem idących jezdnią po bruku, a po obu stronach jezdni na chodnikach, stojących szpalerem żołnierzy niemieckich trzymających wymierzone w nas karabiny maszynowe.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wiesława Zorgiera

[...]  Za nami kłębiły się dymy świeżo wznieconych pożarów. Przez całą noc widzieliśmy wielką łunę. „Germańskich Neronów" pewnie cieszył ten widok, ale my popłakiwaliśmy, bo to płonęły nasze domy, podpalone ze zbrodniczą premedytacją, podpalone bez walki.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Stefana Marczaka

[...]  W czasie Powstania Warszawskiego miejscowość, w której zamieszkiwałem, stanowiła - z wojskowego punktu widzenia - teren położony na przedpolach Pragi. Sytuacja w tym rejonie, szczególnie w końcowych dniach lipca 1944 roku była bardzo napięta i zapalna, a to ze względu na toczącą się tu bitwę pancerną. Ruchy wojsk niemieckich i brygady RONA, zabranie z domów mężczyzn i wywiezienie ich do Niemiec, bliskość linii frontu dzielącego wojska 9 Armii Niemieckiej i wojska I Frontu Białoruskiego - napawały nas uzasadnioną niepewnością co do dalszych naszych losów w tym przyfrontowym rejonie. Rano 15 sierpnia 1944 roku rozkazano nam niezwłocznie opuścić swoje domy, zezwalając na zabranie ze sobą tylko ręcznego bagażu i udać się do szosy prowadzącej w kierunku Warszawy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jadwigi Szmidt

[...]  Rankiem 1 X 1944 roku zostaliśmy wyciągnięci z piwnic przez oddziały żołnierzy niemieckich. Wyszliśmy z podniesionymi rękami bez możliwości zabrania nawet najpotrzebniejszych rzeczy osobistych. Wśród płaczu dzieci, jęków ludzi chorych i niedołężnych zebrano nas pod bramą. Do ciasno zbitej gromady Niemcy dołączyli coraz to nowych ludzi potrącanych i popędzanych kolbami. Nasz dom był jedną z kolonii Warszawskiej Spółdzielni Mieszkaniowej, w której mieszkało 250 osób. Po dwóch miesiącach pobytu w piwnicy, po nieustającym, narastającym uczuciu strachu i niepewności, głodni, niektórzy ranni, opuszczaliśmy nasz dom, będąc przekonani, że nigdy już do niego nie wrócimy. Wychodziliśmy z myślą, że uda się uratować życie najbliższych i własne. Uformowani w szeregi przeszliśmy ulicą Krasińskiego do Klasztoru Sióstr Zmartwychwstanek, otoczonego zwartym szeregiem czołgów. Byliśmy przez Niemców popychani kolbami karabinów. Nie starczyło czasu, aby obejrzeć się za siebie i rzucić ostatnie spojrzenie na opuszczony dom rodzinny.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Teresy Wizy

[...]  Nastała nagle cisza, ucichł ostrzał i usłyszeliśmy jak w sąsiedniej piwnicy pani Niemczykowa, znająca język niemiecki, zawołała, że tu są ludzie. Następnie donośne, od dwóch miesięcy nie słyszane, gardłowe wrzaski niemieckie. Po pewnej chwili zrozumieliśmy, że obok już wszyscy opuścili piwnice, a Niemcy nie orientowali się, że dalej istniały schrony. Lęk nas ogarnął, że mogą się wściec za swoją pomyłkę i rzucić miotacze ognia. Jeden z sąsiadów zawołał, że tu jest dużo ludzi. Niemcy zaczęli krzyczeć: „schnell, schnell" i wszyscy pospiesznie opuszczaliśmy piwnicę. Moja najmłodsza Ewa tak się rozpłakała, że przez całą drogę krzyczała: „mama-miemiec, mama-miemiec". Wzięłam walizeczkę i torebkę, dziewczynki trzymały się moich rękawów, Krzyś szedł przede mną, a moi rodzice za nami. Na dziedzińcu zobaczyłam, że „zaopiekował się" nami Wehrmacht, a nie Ukraińcy. Wokół stały małe i duże czołgi. Ziemia była śliska po nocnym deszczu. Wyszliśmy na ulicę Tyniecką.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Pawła Ambrożewicza

[...]  Wychodzenie ludności z Warszawy miało kilka terminów. Niemcy zachęcali do opuszczenia stolicy już w początku września 1944 roku. Tę szansę wykorzystały osoby ze zburzonych domów. Pamiętam, jak mówiło się wówczas, że ci ludzie spotkali się z niezbyt przychylnym przyjęciem przez Niemców. Jednym z punktów wyjścia był zbieg ulic Śniadeckich i Lwowskiej. Tam można było zauważyć grupy ludzi zmierzających ulicą Lwowską do wylotu na plac przed Politechniką. Po 2 października w pierwszym rzędzie miasto opuszczało wojsko, potem w kolejności przewidziano ludność cywilną. Pamiętam, że podawano pogłoskę, iż ludzie, którym mieszkania ocalały, mogli w mieście pozostać do 5 października. W tym samym czasie nieznana nam wcześniej wielopokoleniowa rodzina Choińskich, zamieszkała przy ul. Wilczej, trafiła do nas, ponieważ zdecydowała się nie czekać do ostatniej chwili i wyjść wyprzedzając końcowy termin opuszczenia miasta. Rodzina ta składała się z matki, starszego żonatego syna wraz z będącą w ciąży żoną i młodszego brata. Kobieta w ciąży, wychodząc z domu, poczuła bóle porodowe i urodziła dziecko w zrujnowanym lokalu sklepowym w narożnym domu u zbiegu ulic Poznańskiej i Piusa XI. Rodzina ta przebywała z nami do wyjścia w dniu 6 października 1944 roku. Do ostatniej chwili spodziewaliśmy się pozostać w domu. Moja mama nieświadoma odgórnych decyzji pertraktowała w tej sprawie z oficerem niemieckim. Jednak kwestia ta została przesądzona, mieliśmy opuścić mieszkanie.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Kusińskiej (Śpiewak)

[...]  Tego ranka - kilka dni po święcie Przemienienia Pańskiego (6 sierpnia 1944 roku) byłam bardzo marudna. Ubrałam się w jesienne paltko, którego nie chciałam zdjąć, pomimo panującego upału. Wtedy usłyszeliśmy krzyki: „Otkrywać! Wychodić!\". Ludzie zaczęli krzyczeć: „To Ukraińcy! Matko Boska! Miej nas w swojej opiece!\". Byli to Rosjanie w mundurach SS. Jeden z nich trzymał w ręku granat, krzyczał, że jeżeli nie opuścimy piwnicy, wysadzą dom. Wyganiali nas kolejno na zewnątrz. Ojciec zdążył zabrać ze sobą, wcześniej spakowane torby z jedzeniem. Mama wyszła, nie zabierając dokumentów (zostały w torebce w piwnicy), w letniej sukience bez rękawów. Ja miałam na sobie paltko. Ustawili nas pod murem budynku, reszta z nich zajęła się wyrzucaniem ludzi z okolicznych domów. Spędzali ich na nasze podwórko. Bardzo się bałam. Trzymałam mamę za rękę i cały czas miałam dreszcze. Po jakimś czasie pognali nas w stronę domu, przy ul. Grójeckiej 104. Od południowej strony tego budynku znajdowały się działki uprawne. Tam Ukraińcy zatrzymali naszą kolumnę. Kazali nam uklęknąć. Skierowali w naszą stronę karabiny maszynowe umieszczone na stojakach. Mama kazała mi uklęknąć przed sobą. Powiedziała mi dopiero po wojnie, że jedyną rzeczą, którą mogła mi wtedy podarować była szybka i pewna śmierć.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Michaliny Walter-Horst

[...]  6 września padło Powiśle i zjawili się Niemcy. Proszę pana, to ustawili nas w czwórki, no i pognali. Ja pamiętam, że byłam kretyńsko ubrana w jakiś kożuszek, a tu pali się... jak nigdy w Polsce w lecie takiego upału nie było. Co chwilę nas zatrzymywali, szczególnie już tu, przy Wolskiej.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Janiny Loth-Borkowskiej

        Potem było już coraz mniej ludzi, z jedzeniem też było gorzej. Było powiedziane, że te dziewczyny, które mają kontakt z rodzinami, mogą wrócić (dostawały urlop). Moja koleżanka - ta, której brat zginął 1 sierpnia, powiedziała mi, że chyba wróci do domu, bo jej rodzice przeżywali prawdziwą tragedię po śmierci syna. Powiedziałam, że ja też wrócę. Mama się wtedy [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wojciecha Prośniewskiego

[...]  Kierują nas na Dworzec Zachodni. Po drodze mijamy przedstawicieli herrenvolku, rasy panów, uzbrojonych po zęby, niosących nowy ład w Europie. To ci nadludzie, rzeźnicy, którzy mordowali bezbronną ludność cywilną, bez względu na wiek i płeć, gwałcili i palili żywcem. Teraz widzimy ich z bliska. Na ulicach okupowanej Warszawy wzbudzali strach i nienawiść. Teraz tylko nienawiść. Poganiają nas jak bydło. Wokół gruzy, pogorzeliska.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krystyny Łopatek z d. Gieysztor

[...]  Na Elektoralnej była brama, w której stał wartownik. Przeszliśmy tę bramę. Tam było takie podwórko i tam zastałam taką sytuację, że stała gromada ludzi, co najmniej 20-30 osób, cywilów z tobołami na wyjście z Warszawy, a oddzielnie stała jakaś grupka chyba powstańców, bo młodych mężczyzn. Mnie pchnęli do tych ludzi. Ten kałmuk wszedł do kamienicy, w której mieściła się ta komendantura. W końcu wyszło kilku Niemców w mundurach, z karabinem maszynowym na stojakach. Postawili ten karabin i ustawili tych chłopców i mnie w szeregu, a ci ludzie, cywile stali obok. Ja patrzę, że od razu nas zastrzelą, więc nie będą mnie bili i tylko trzeba do końca zachować jakąś postawę, nie można się rozryczeć, czy okazać strachu, bo teraz to już tylko to było mało ważne.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Bożeny Myślińskiej

[...]  Wróćmy do Powstania Warszawskiego, jak Pani pamięta 20 sierpnia 1944 roku, ten moment wypędzenia z domu? Z Wszystkich domów po tamtej stronie Czerniakowskiej i tutaj od koszar do Nazaretanek Niemcy kazali ludziom wyjść na ulicę. Staliśmy na ulicy 29 listopada. Czy dali wam czas, żeby zabrać jakieś najpotrzebniejsze rzeczy? Jak to wyglądało? Trwało to 10 minut i już: „wychodzić! wychodzić!". To się właściwie nic nie zabrało. Zdążyłyśmy się ubrać. Niemcy głośno krzyczeli i poganiali. Ciotka wzięła tylko zsiadłe mleko. Wyszłyśmy, tak jak stałyśmy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Julii Tazbir z d. Ehrenfeucht

[...]  Myśmy przesiedzieli do końca sierpnia u wuja, z tym, że 31 sierpnia Niemcy uznali, że nas trzeba wyrzucić z Warszawy. Wszystkich już wtedy pognali łącznie z mężczyznami.  [...]

  Więcej ...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten