Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Wiktorii Adamus


     Tam otrzymaliśmy zezwolenie na kąpiel w łaźni, czystą pościel i łóżka na ogólnej dużej Sali. O ile pamiętam, była nas grupa około dwudziestu Polaków razem z dziećmi. Pani Czugalińska pracowała w fabryce bardzo ciężko, wracała powłócząc nogami, zmęczona padała raczej, niż kładła się. Marysia pomagała jej czasem, Zenek i Mundek pracowali za parobków u bauera we wsi, ja - cóż ja mogłam robić? Tylko obserwowałam to wszystko... Ale wpadłam w oko właścicielowi posiadłości i chyba tej fabryki, bowiem rozkazał kucharce - Marii, aby mi wyczyściła głowę i dwa razy tygodniowo myła mnie osobiście całą i pielęgnowała włosy. Jeść dostawałam cztery razy dziennie, w tym ciasto i mleko. Zresztą Zenek z Mundkiem też przynosili mi mleko i inne produkty ze wsi, które udało im się przemycić - owoce itp. Dodam, że na tej ogólnej Sali każdy miał swoje czyste łóżko i pościel. Po jakimś czasie przyszli jeńcy Anglicy i im odstąpiono tę salę, która była dla nas luksusem. Nam przydzielono [zakwaterowanie] w przyfabrycznej ciemnej klitce-norze i dano prycze piętrowe. Stan czystości był sprawdzany dwa razy w tygodniu. Najbardziej baliśmy się właściciela tej fabryki, który co jakiś czas wpadał na kontrolę - mówiono o nim "kat", ale nie wiem, dlaczego, bo gdy tak wszyscy drżeliśmy i już na pół dnia przedtem był płacz, że on będzie wizytował. Jednak, gdy przychodził zawsze starał się przemawiać i prosił, abyśmy my - Polacy nie bali się, bo żadna krzywda nam się tu nie stanie. Dla mnie załatwił nawet paczkę żywnościową... Rzecz w tym, że jego małżeństwo było bezdzietne i koniecznie chciał przysposobić sobie mnie i mojego brata Zenka. Po wielu debatach, kategorycznie zadecydowałam, że chcę wracać do Polski, do Mamy i do Warszawy - koniecznie. Wyjazd załatwił nam dla całej grupy Polaków. Skoro świt, chyba gdzieś około czwartej wyruszyliśmy samochodem. Podróży do Polski nie pamiętam, wiem tylko tyle, że ledwie minęliśmy most, chyba na Renie, został on wysadzony w powietrze... Potem to już był Kraków. Jeszcze opanowany przez Niemców. Pani Czugalińska oddała nasza trójkę - Zenka, Mundka i mnie do sióstr zakonnych, które prowadziły jakiś zakład, a sama z córką udała się do Warszawy. Trudno byłoby bowiem przedzierać się z nami przez granice ["] i kontrole na stacjach kolejowych. Nie byłam zbyt pokorna i często otrzymywałam kary od sióstr w postaci zamiatania schodów, czy podwórza, które najczęściej wykonywał za mnie mój brat. W związku z tym siostry chciały mnie oddać na wychowanie do obcych ludzi. (...) Kiedyś zobaczyłam, że mój brat strasznie płacze - wymusiłam, by powiedział mi, co jest przyczyna. Wtedy dowiedziałam się o całej sprawie i zrobiłam siostrom okropna awanturę, zaznaczając, że gdy ktoś obcy przyjedzie po mnie, to zbiję go na kwaśne jabłko. W rezultacie zostaliśmy przeniesieni do domu dziecka, którym kierowały przecudne i urocze panie: Halka - [później] oficer Ludowego Wojska Polskiego i pielęgniarka - pani Zofia. (...) Dom mieścił się w górskiej miejscowości Harbutowice. (...) Wiele nauczono nas tam piosenek, wierszyków, nawet przedstawienia się odbywały i zapraszaliśmy miejscowa ludność. (...)
     Kiedyś mieliśmy parę nocy ciężkich, tereny nasze zajmowali Rosjanie. Oficerowie złożyli wizytę i długo rozmawiali z naszymi paniami. (...) Wyszła do nas pani Wanda i prosiła o spokój, mówiąc, że przybliża się wyzwolenie. Nie wierzyliśmy. (...) A była nas tam prawie setka dzieci z całej Polski. Pani Halka, a to był nasz autorytet, uciszyła nas i powiedziała, że nic nam nie zagraża, że to nasi przyjaciele i, że gdy zajdzie potrzeba, będziemy ewakuowani. (...) To nas uspokoiło.        
     Za parę dni wiadomość - Warszawa wolna - przyniosła nam ją pani Halka oczywiście. Pamiętam tylko, że było to rankiem, i wszystkie poduszki z łóżek poszły w górę, okrzyki radości nie miały końca.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten