Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Wiktorii Adamus


     Za kilka dni zgłosiła się po nas moja siostra cioteczna. Matka nasza rozesłała listy po całej Polsce i tu właśnie odnalazła nas. Widok Warszawy bardzo mnie rozczarował - gruzy, zgliszcza, trupy na ulicach (...) Swojego domu nie poznałam... Stukanie do drzwi. Otwieramy - na łóżku usiadła moja matka, nie miała jeszcze siły podnieść się. Brat skoczył, rzucił się matce na szyję i całował. Ja stanęłam w progu i wahałam się - wejść, czy uciec? Pamiętałam matkę ładną, umalowaną, uczesaną, a to, co zobaczyłam, to tak jak Warszawa - ruina. Blada, sucha, z drżącymi rękami, a przecież miała dopiero 43 lata... Wreszcie brat pchnął mnie w ramiona matki rzucając słowa: "Do mamusi, do Warszawy, a teraz stoisz i nawet się nie przywitasz". (...)
     Nocami matka trzymała kij w ręku i gdy szczury grasowały, to straszyła je nim, by któryś do nas nie dotarł. W dzień prała, sprzątała, czasami śpiewała i była wesoła, ale tylko w te dni, w których brała zastrzyk z morfiny... Po tragedii rozłączenia z nami matka dostała szoku nerwowego. Była w obozowym szpitalu w Berlinie i tam przywykła do morfiny. Brakowało ojca, który był w obozie koło Buchenwaldu. Wreszcie w marcu nadeszła wiadomość, że ojciec żyje i wróci następnym transportem, na początku maja 1945 roku. Niestety, matka w kwietniu umarła z powodu braku morfiny. Po prostu nocą usnęła i więcej już się nie przebudziła. Powrót ojca nastąpił w zapowiedzianym terminie. Rozpacz za matką.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten