Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jana Ryszarda Mleczka


ARCHIWUM STOWARZYSZENIA SZARYCH SZEREGÓW

Jan Ryszard Mleczek ps. "Janek"
Ur. 3.04.1929 r.
Syn: Jana i Aleksandry z d. Michniewskiej
Adres w okresie okupacji: ul. Obozowa 102 Warszawa

     Urodziłem się w Skierniewicach w dniu 3 kwietnia 1929 r. Ojciec Jan Zygmunt był oficerem Wojska Polskiego, matka Aleksandra Maria pochodziła z rodziny ziemiańskiej ze Skierniewic. Wychowywałem się w domu rodzinnym w Warszawie na Żoliborzu, potem na Kole przy ul. Obozowej 102, który to dom wybudowali moi rodzice. Szkołę rozpocząłem w 1936 r. We wrześniu 1939 r. po kapitulacji, ojciec po ucieczce z transportu do niewoli zmuszony był ukrywać się, co trwało przez całą okupację. Wojnę 1939, jak i całą okupację, przebywałem z matką w Warszawie, kończąc w tym czasie 7 klas szkoły powszechnej im. Mikołaja Reja. Od 1937 r. należałem do Harcerstwa. Od 1943 r. uczęszczałem na komplety tajnego nauczania w zakresie gimnazjum prowadzone przez pedagogów tejże szkoły M. Reja i jednocześnie dla ochrony przed wywózką do Niemiec chodziłem do zawodowej szkoły chemicznej na ul. Chmielnej oraz przymusowo na bezpłatną praktykę do niemieckiej fabryki Feliksa Agatera ["] na ul. Okopowej (przy murze Kirkutu). Tam przez trzy dni w tygodniu myłem szkło laboratoryjne po różnych chemikaliach, co parzyło mi ręce, a za potłuczenie czegoś byłem bity. [...] 
     Niemcy wypędzali ludność z bloków na Kole. Nie wiem, co stało się z moimi kolegami, gdyż na skutek przeczesywania lasku ["], każdy z nas wiał, gdzie mógł. Ja na ulicy Bolecha zmieszałem się z ludnością cywilną gnaną w kierunku ul. Ks. Janusza. Tam przy pętli tramwajowej rozdzielono uciekinierów. Ja wyglądając drobno razem z kobietami, dziećmi i starcami popędzony zostałem w kierunku wsi Górce i Boernerowo. We wsi Górce w nocy z kilkoma mężczyznami udało nam się uciec w stronę wsi Klaudyn z zamiarem przedostania się do Kampinosu. Był wśród nas człowiek, do którego zwracano się "Maryś", sprawiał wrażenie partyzanta, był uzbrojony.
     W Klaudynie grasowali Własowcy strzelając do wszystkiego, co się ruszało, grupa nasza rozpadła się. Ja nocami przez wsie Blizne, Babice kierowałem się w stronę Brwinowa. Tam od razu trafiłem na obławę na ludzi z Warszawy i zapędzono mnie do Pruszkowa, skąd wywieziono transportem w kierunku Żyrardowa. W okolicy Jaktorowa podczas postoju w nocy udało mi się uciec, po czym powróciłem do Brwinowa. 
     W grudniu 1944 r. zetknąłem się w Milanówku z kolegą z Warszawy Andrzejem Czajewiczem, obserwując odwrót wojsk niemieckich w styczniu 1945 i posiadając materiał wybuchowy postanowiliśmy wysadzić słup, na którym poprzedniego dnia Niemcy ciągnęli linię telefoniczną. W czasie nieumiejętnego zakładania lontu zakończonego spłonką do ładunku umieszczonego na słupie, nastąpiła eksplozja spłonki, którą ja jeszcze trzymałem w ręku, w wyniku czego nie nastąpiła eksplozja ładunku, ale ja miałem urwane połowy trzech palców prawej ręki (kciuk, wskazujący i środkowy). Pomimo to słup został wysadzony za pomocą następnego lontu. Fakt ten unieruchomił mnie na kilka tygodni, w którym to czasie wkroczyły wojska rosyjskie. W lecie, a raczej późną wiosną 1945 r. zostałem aresztowany przez UB za posiadanie broni (pistolet), jednakże po kilkudniowym przesłuchiwaniu mnie przy pomocy wlewania we mnie bimbru zostałem zwolniony. Zacząłem się uczyć, zamieszkałem w Opaczu u swojej rodziny i we wrześniu 1945 r. zdałem jako ekstern do 4-ej klasy gimnazjum, którą to ukończyłem w roku 1946. Jednocześnie zacząłem działać w ZHP. Od 1946 r. zamieszkałem w Piotrkowie Trybunalskim, gdzie w 1949 r. zrobiłem maturę w I Liceum im. Bolesława Chrobrego. Tam też byłem drużynowym XIX Drużyny Harcerskiej, aż do momentu rozwiązania harcerstwa w 1948 r.
     Za działalność tą byłem szykanowany przez tamtejsze UB zastraszony i wyciągany po nocach z domu, po to, aby po rewizji i pokazaniu mi celi w piwnicy zwolnić mnie. Miało to także miejsce w nocy przed dniem egzaminu maturalnego. 
     W 1949 r. nie mając szans dostania się na studia, o czym mówiono mi przy każdym kontakcie z UB. Zgłosiłem się na ochotnika na kurs instruktorów Służby Polsce w Lublińcu, dzięki czemu oraz życzliwości mojego zwierzchnik, frontowego oficera Ludowego Wojska Polskiego, dostałem tak mocne poparcie, że po zdaniu egzaminu wstępnego, zostałem dzięki, jak mi oświadczono, łasce Ludowego Państwa przyjęty na Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego, którego nie ukończyłem. W trakcie przebywania w Piotrkowie i uczenia się, zmuszony warunkami roznosiłem codziennie rano od godz. 6.00 do 7.30 ciastka z piekarni cukierniczej do sklepów, nosząc je na dużej tacy na głowie, co powodowało wyszydzanie mnie przez kolegów.
     W okresie studiów, nie mając ani akademika ani stypendium podjąłem pracę jako aplikant w Prokuraturze m. st. Warszawy, gdzie w 1953 r. po zakończeniu aplikantury dostałem stopień asesora. W międzyczasie w styczniu 1951 r. ożeniłem się, a we wrześniu 1952 r. urodził nam się syn Tomasz. W roku 1954 rozpocząłem działania starając się o uprawnienia rzemieślnicze i w roku 1957 otworzyłem własny zakład rzemieślniczy. W roku 1959 urodził się nam drugi syn Piotr. W roku 1964 rozwiodłem się, a w roku 1971 ożeniłem się po raz drugi, usynawiając jednocześnie 4 dzieci swojej drugiej żony. Od 1972 r. mieszkam w Zielonej Górze, gdzie aż do roku 1991 do końca prowadziłem własny sklep z artykułami upominkowo-pamiątkarskimi. W lutym 1988 r. straciłem syna Piotra, który uległ śmiertelnemu wypadkowi samochodowemu, co spowodowało u mnie chorobę serca, w wyniku której musiałem w styczniu 1992 r. przejść na rentę inwalidzką, na której obecnie jestem.  

   

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten