Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jerzego Czajkowskiego


foto

Jerzy Paweł Czajkowski
Ur. 25.01.1932 r. Warszawa
Syn: Józefa i Wandy
Adres w okresie okupacji: ul. Wspólna 26 m. 31 

     Byłem łącznikiem Harcerskiej Poczty Polowej Wilcza 41 od 2.08.1944 r. do 14.09.1944 r. pseudonim "Niszczyciel". 2.10.1944 r. opuszczamy Warszawę Kruczą, Piusa, Śniadeckich przy Politechnice, Filtrową do pl. Narutowicza. Tu pierwszy odpoczynek. Bagaży mamy niewiele, bo prawie wszystko legło w gruzach. Mimo wszystko iść jest ciężko, jesteśmy niedożywieni, niewyspani i wymęczeni. Przed Okęciem można zobaczyć, że niektórzy ludzie zostawiają część swoich bagaży - przeliczyli się ze swoimi siłami. Do Włoch docieramy o zmierzchu. Znajomy ojca, u którego przebywaliśmy po utracie mieszkania urywa się z ciągnącej kolumny ma tu rodzinę, ucieczka jest udana. Gdy docieramy do Ursusa jest już prawie ciemno. Spoglądam na Warszawę, widok niesamowity, całe niebo w czerwieni.
     Niemcy ulokowali nas w halach fabrycznych, z których uprzednio wywieźli maszyny. Trochę słomy na posadce, wyczerpani zasypiamy. Co będzie jutro?
     Rano jakaś czarna zbożówka około 12.00, kotły z zupą, ale czy starczy dla wszystkich? Zaczyna się selekcja, wyprowadzają nas na plac, przechodzimy przed grupą Niemców, którzy kierują jednych na prawą stronę, drugich na lewą. Szybko zorientowaliśmy się, gdzie lepiej iść, bo ranni i starsi kierowani byli w inną stronę niż młodzi i zdrowi. Moja młodsza siostra Barbara wzięła pod ramię starszą siostrę Krystynę ranną w nogę (poparzoną przy wybuchu "Berty"), prowadząc utykającą. Mnie mama wzięła za rękę, byłem niedużego wzrostu, miałem niecałe 13 lat. Tato prowadził utykającego, a rannego na początku Powstania p. Piórkowskiego ps. "Siekierzyński", a za nami moja ciocia Maria. Tak dostaliśmy się trzeciego dnia po przybyciu do Ursusa do odkrytych wagonów węglarek, które około godz. 14.00 odjechały, wioząc nas w nieznane. Kres tej podróży nastąpił dnia następnego około godz. 16.00 na stacji Charsznica - Miechów, tu przygotowane podwody chłopskie zabrały nas do pobliskich wiosek. Moja rodzina oraz pan "Siekierzyński" trafiliśmy do wsi Wysocice, mnie wybrał sobie młody gospodarz p. Czekaj lat około 27, gospodarujący ze swą matką oraz młodszą siostrą. Ludzie ci bardzo poczciwi, chociaż trochę bojaźliwi. We wsi przyjęto nas różnie, nie wiem, ile osób trafiło do tej wsi, ale gospodarze niektórzy nie byli zbyt zadowoleni z naszego przyjazdu. Pan "Siekierzyński" nawiązał kontakt z partyzantką kielecką i niezadowolenie ucichło. Pierwsza noc po przeszło dwóch miesiącach pod wiejską pierzyną bez huku bomb. Wszyscy tutaj pomagamy gospodarzom w obrządku lub pracach polowych. Nauczyłem się nawet młócić zboże cepami we dwójkę.
     Po wyzwoleniu Krakowa, ojciec wyrusza do Warszawy, w tym czasie to wielka wyprawa, nie wiadomo, kiedy dotrze i kiedy wróci. W Warszawie kieruje się na ul. Bagno, gdzie zamieszkiwała przed Powstaniem moja babcia wyrzucona przez Niemców w czasie okupacji z ul. Nowy Świat 8/10 (po Powstaniu wywieziona ze swą córka i zięciem do Ulasek koło Warszawy). Tam ich już zastaje, zabezpiecza jedno z mieszkań i wraca.
     Do Warszawy wracamy na początku marca 1945 r., jedziemy przez Częstochowę, podróż trwa dwa dni w ciasnocie niewyobrażalnej. Przyjeżdżamy pod wieczór na Dworzec Gdański. Po dojściu na ul. Bagno, widok czteropiętrowej kamienicy jest niezachęcający, brak dachu, jeden bok kamienicy od trzeciego piętra do parteru zawalony, okna bez szyb. Zajmujemy trzy pokojowe mieszkanie, z których jeden wisi w powietrzu, nad nami tylko sufit - co będzie, gdy przyjdą deszcze? Po wodę trzeba chodzić na ul. Zgoda ok. 1 km, są już pierwsze sklepy i bazar w okolicy ul. Poznańskiej, ale żeby coś kupić, trzeba mieć pieniądze, których my nie mamy. Zauważyłem, że ludzie handlują tu wszystkim, ja mam "żyłkę" do handlu na ruinach, wyszukuję włączniki do światła, przewody, naczynia kuchenne, młynek do kawy itp., każdy coś potrzebuje. Zaczynam utrzymywać rodzinę, tym bardziej, że ojciec pojechał na zachód z p. Piórkowskim szukać lepszego mieszkania i pracy.
     Spotykam Henia Furmana ps. "Komar", on też pomaga rodzinie, ze zburzonych domów wydobywa węgiel z piwnic, który sprzedaje handlującym węglem. Nawet raz namawia mnie, bym z nim poszedł, ale ja w tym czasie już z innym kolegą czyścimy cegły, ustawiamy w kozły - chętnych do kupna jest wielu.
     W naszym domu mieszka murarz, ludzie się porozumieli i za niewielkie pieniądze podciągnął winkiel do czwartego piętra, cegieł na razie nie brakuje.
     Pod koniec lipca 1945 r. nad Warszawą przeszedł straszliwy huragan, zawaliło się wiele domów, pozrywało dachy. W naszym domu nie było co zerwać, ale ocaleliśmy pewnie dlatego, że dom był już wzmocniony.
     Henio mówi, że spotkał Janka H. naszego wspólnego kolegę, którego kilka razy odwiedziłem, roznosząc listy i prasę powstańczą, mieszkał na ul. Kruczej 3/5, nie brał udział w Powstaniu. Wyszli z Warszawy na drugie wezwanie Niemców, by ludność opuściła miasto. Wywieźli ich do Niemiec. Po spotkaniu z nim postanowiliśmy (ponieważ ma wózek), że będziemy jeździli na dworzec południowy, kupowali owoce w hurcie i sprzedawali na mieście.
     Ojciec wraca z zachodu, w Kwidzyniu dostał przydział ładnej willi, zarobił trochę pieniędzy przy remoncie mebli. Możemy jechać. Jednak mama postanawia, że zostajemy w Warszawie.
     We wrześniu 1945 r. z Heniem zapisujemy się do szkoły wieczorowej dla dorosłych, musimy skończyć siódmą klasę. Postanawiamy, że nie ujawnimy swej działalności z Powstania i do odradzającego się harcerstwa nie wstąpimy. 
     Ojcu udaje się wynająć lokal na Saskiej Kępie przy ul. Walecznych, zakłada warsztat tapicerski, chyba będzie lepiej. W 1946 r. dostaję się do gimnazjum im. Michała Konarskiego, które kończę w roku 1949, otrzymując małą maturę i zawód mechanika samochodowego. Niestety mimo zdanego egzaminu do liceum radiowego, (ponieważ również interesował mnie zawód radiowca), nie zostałem przyjęty - pewnie z powodu, że ojciec był "prywatna inicjatywa".
     By nie tracić roku uczęszczam do wieczorowego gimnazjum ogólnokształcącego, w dzień pomagam wujkowi w warsztacie motocyklowym.
     W 1950 r. po zdaniu egzaminu, zostaję przyjęty do liceum mechaniczno-samochodowego przy ul. Hożej 88. W tym czasie zaczynam działalność w klubie motorowym K.M. Okęcie, później "Skra" Budowlani. W roku 1951 zdobywam licencję rajdową III kategorii, a w 1952 r. II kategorii, która umożliwia mi starty w rajdowych mistrzostwach Polski, a jednocześnie możliwość poznania kraju od gór aż do morza i satysfakcję zdobycia tytułu Rajdowego Mistrza Okręgu Warszawskiego za rok 52 i wice - za 53. 
     Maturę zdaję z wynikiem dobrym w 1953 r., otrzymując "nakaz pracy" do Centralnego Urzędu Sprzętu Samochodowego na stanowisko inspektora planowania. 
     15 listopada 1953 r. zostaję powołany do wojska najpierw do podoficerskiej szkoły samochodowej, później przeniesiony do Legionowa i Beniaminowa. Na przeniesienie mnie do CWKS-u, o które to wystąpił tenże klub, dowódca się nie zgadza. W 1955 r. służba zostaje przedłużona w mojej jednostce do trzech lat. W czerwcu 1956 r. dostaję pozwolenie od dowódcy na zdawanie egzaminu na Politechnikę Warszawską. Egzamin zdałem, ale było 7 osób na jedno miejsce, a ja z prywatnej inicjatywy, bezpartyjny, (a w wojsku po raz pierwszy zaproponowano mi), poza tym warszawiak - niepewny ideowo.
     Z wojska wychodzę w październiku 1956 r., pracę otrzymuję w Fabryce Regeneracji Łożysk (dawna tzw. "blaszanka" na ul. Gwiaździstej), w biurze na stanowisku technologa, z której zwalniam się z końcem roku 1957 z powodu choroby mego ojca. Muszę zająć się warsztatem. W maju 1958 r. umiera mój ojciec, przejmuję po nim warsztat - teraz mam mamę na utrzymaniu i pracuję nie w swoim zawodzie. Zrywam całkowicie ze sportem, a w sierpniu znów mnie chcą wziąć na 3 miesiące do wojska, po 3 latach służby nie minęło jeszcze dwa lata i znowu do wojska, ale udaje mi się odwołać. 
     W roku 1959 zmieniam stan cywilny, a w 1960 r. postanawiam wrócić do swego zawodu. Najpierw podejmuję pracę w Warszawskiej Fabryce Motocykli, a od 1962 r. w Przedstawicielstwie Wojskowym przy Fabryce Samochodów Osobowych, jako specjalista jakości kontroli sprzętu samochodowego. Tak trwam do roku 1992, mając jeszcze dwukrotnie propozycję wstąpienia do wiadomej partii - wstępuję w 1991 r. ale do Stowarzyszenia Szarych Szeregów.      

             

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten