Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Wacławy Połomskiej


     W Pruszkowie przebywałyśmy kilka dni. Pod koniec tygodnia Niemcy załadowali masę ludzi do towarowych wagonów i powieźli nas do obozu do Stutthofu.
     Z czasu przejazdu pociągiem pamiętam taki obraz - na jednej ze stacji jakiś chłopiec wyszedł z wagonu, aby nabrać wody. Niemcy zbili go do krwi. Patrzyłam na tego chłopca i na stojące obok stacji niemieckie dzieci, ładnie ubrane i odżywione. Widok ten utkwił mi na zawsze w pamięci.
     W Stuthofie rozmieszczono nas w barakach, w których na podłodze rozsypanych było trochę trocin. Na nich spaliśmy. W pobliżu baraków leżały całe sterty butów i włosów. Sądziłam wówczas, że i z nas chyba tylko to pozostanie.
     Nie pamiętam, jak długo byliśmy w obozie w Stuthofie, w każdym razie we wrześniu część ludzi. między innymi i nas załadowano do wagonów (najpierw chyba do wagonów kolejki wąskotorowej, a potem do normalnych, dużych wagonów i przewieziono do obozu pracy pod Grudziądzem. Miejscowość, w której mieścił się obóz, nazywała się po niemiecku Alt Vorwerk.
     Obóz rozmieszczony był na podmokłej łące. Znajdowały się tam okrągłe baraki obite dyktą, z przegrodami jak dla koni. W każdej przegrodzie znajdowało się miejsce na cztery osoby. W baraku takim mieściło się 40 osób. Mamę ze mną i siostrą skierowano do baraku nr 18.
     Każdego ranka Niemcy organizowali w obozie apele, w czasie których osoby dorosłe kierowali do prac przy kopaniu okopów, a starsze dzieci okoliczni gospodarze niemieccy zabierali do pracy w polu. Często zatrudniana byłam przy zbieraniu ziemniaków i kopaniu buraków.
     Warunki życia w obozie wraz ze zbliżającą się zimą były bardzo trudne. Spałyśmy na ziemi, na którą rzucone było trochę słomy. Dopiero później udało się nam zrobić z kawałków desek łóżko. W obozie panowała epidemia tyfusu, brak było mydła, bardzo złe było odżywianie. Ze wspólnej kuchni otrzymywaliśmy niskokaloryczne obiady. Dlatego też często chodziłyśmy z siostrą na pola i z kopców wybierały ziemniaki. Bałyśmy się Niemców, ale głód był silniejszy. (...)
     Razem z nami w obozie Alt Vorwerk były również pani Kłosiewicz, pani Jankowska, pani Mossakowska z synem Kazimierzem,, moja koleżanka Czesia Paradowska oraz inne osoby z obozu w Pruszkowie i potem w Stuthofie.
     20 stycznia 1945 roku Niemcy ewakuowali mieszkańców obozu w Alt Vorwerk. Pognano nas w kierunku Wisły, którą przeszłyśmy po lodzie i skierowano do obozu w Grupie. Byli tam jeńcy włoscy oraz innych narodowości. Umieszczono nas w barakach, w których znajdowały się piętrowe prycze.        
     Na przełomie stycznia i lutego były dni, w których Niemcy nie panowali już nad sytuacją, widoczne było rozprężenie, mieszkańcy obozu pozostawieni byli samym sobie. Dochodziły nas odgłosy zbliżającego się frontu. W tym czasie jeńcy rozbili magazyn z żywnością. Ludzie zaopatrzyli się wówczas w konserwy, cukier.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten