Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jacka Fedorowicza


foto

     Reszta wypędzeń - w skrócie. Z tym, że wypędzającymi nie będą już Niemcy, ale ich następcy - komuniści. 
     Koniec wojny zastał nas w Kielcach. Mama jak na skrzydłach popędziłą ze mną do Gdyni, Dziadkowie nie mieli w Warszawie już nic, bo ich drugie mieszkanie, na Emilii Plater, też spłonęło, więc zamieszkali w Gliwicach, gdzie Dziadek objął stanowisko dyrektora oddziału Banku Handlowego. Miasto, podobnie jak Bytom i Wrocław, zasiedlane było wtedy głównie przez lwowiaków wypędzonych z rodzinnych stron przez Rosjan, ale pewien procent stanowili też warszawiacy, którzy rozrzuceni zostali po całym kraju. Ja zamieszkałem chwilowo u Dziadków, bo Mama miała zbyt wiele problemów z odzyskiwaniem naszego przedwojennego dobytku, willi stryja, w której zajmujący ją przez 5 lat Niemcy na szczęście byli uprzejmi docenić i zostawić przedwojenne polskie meble, które to meble uległy wyszabrowaniu, mama odkryła przez kogo, ale to już inna historia. Ojciec wrócił z oflagu i założył firmę ubezpieczeń morskich, chcąc kontynuować to, co Fedorowicze robili w Gdyni przed wojną. Wszyscy żywili nadzieję, że mimo wszystko, to będzie w miarę normalny kraj.
     Niestety na przełomie lat czterdziestych i pięćdziesiątych okazało się, że nic podobnego. Kiedy przedwojennych fachowców-bankowców zaczęto, jednego po drugim, wsadzać do więzienia, Dziadek (po przewędrowaniu Syberii w latach 1917 - 1921 dziadkowie wiedzieli już wiele o komunistach i nie mieli złudzeń) błyskawicznie zareagował, zrezygnował z dyrektorstwa, pięknego mieszkania przy głównej ulicy Gliwic i "uciekł" zmieniając się w szeregowego urzędnika w centrali. Nie miał niestety tego wyczucia młodszy brat babci, płk. Zygmunt Sokołowski, lotnik RAF-u, bohater II wojny, który nieopatrznie wrócił do kraju z Anglii i zaciągnął się do armii. Aresztowany w 1952 pod zarzutem "szpiegostwa" jak wielu innych w tym okresie, został zamordowany bez sądu gdzieś w więzieniu na Rakowieckiej. Bardzo go żałowałem. Nigdy nie zapomnę jego fascynujących wojennych opowieści.
     Żeby było do kompletu, w sensie wypędzeń, to moi rodzice wkrótce potem zostali wypędzeni z Wybrzeża. Najpierw firmę ojca przymusowo przejęło państwo, a potem okazało się, że to nie wystarczy, burżujów nam nad socjalistycznym morzem nie trzeba, zabroniono rodzicom nawet w Gdyni mieszkać. Przenieśli się do Warszawy. Ciekawostka przy okazji: mieszkać w Trójmieście ojciec nie mógł, ale ponieważ był potrzebny jako wykładowca  w Wyższej Szkole Ekonomicznej w Sopocie, (w jego dziedzinie nie mieli wówczas lepszego fachowca) wolno mu było przyjeżdżać do Trójmiasta by dawać wykłady...
     Potem przyszedł Polski Październik 1956 i wyganianie się na szczęście skończyło. Ale ani rodzice, ani dziadkowie, nie mieli już siły po raz n-ty zaczynać wszystkiego od nowa.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten