Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Małgorzaty Stępińskiej-Winckler


foto

     Następnego dnia wypędzono nas na plac między halami i Niemcy przeprowadzili selekcję. Bałyśmy się, żeby nas nie rozdzielono. I udało się. Skierowano nas do dużej grupy, którą po kilku godzinach załadowano do podstawionego pociągu towarowego. Nie przypominam sobie, żeby wydano nam jakąś żywność. W wagonie część osób siadła na podłodze z podkurczonymi nogami. Inni stali, bo było mało miejsca. Co pewien czas zmienialiśmy się. Jechaliśmy przez Częstochowę. Tam, na stacji pociąg zatrzymał się. Kolejarze, którzy na pewno nie pierwszy raz mieli do czynienia z takimi transportami, rzucali nam przez małe okienka jabłka i pomidory. Przybili również duży hak (na "zawietrznej"), zawieszając na nim duże, blaszane wiaderko przywiązane do grubego sznura. Było to bardzo przydatne urządzenie, które co kilka godzin wciągane było do wagonu i służyło jako zbiorowa ubikacja. Zawartość wylewało się na zewnątrz i wiaderko z powrotem wieszało na haku. Z Częstochowy pociąg skierował się w stronę Śląska. Ludzie martwili się, że pewnie wiozą nas do Oświęcimia. Ale nie. Pociąg zatrzymał się na dużym rozjeździe w Gliwicach. Tam kolejno otwierano wagony i wydawano nam zupę.
     Potem jechaliśmy na północny-zachód. Znów martwiliśmy się, że wiozą nas do Berlina, a słyszało się, że tam są ciężkie naloty. 
     W październiku 1944 r. Niemcy chyba już sami nie wiedzieli, gdzie lokować przyszłych "robotników III-ej Rzeszy".

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten