Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Zbigniewa Zbigniewskiego


foto

Zbigniew Zbigniewski, ur. 1929                                                                  
E 438

Relacja na temat "Exodus Warszawiaków"

     Jestem mieszkańcem Warszawy od urodzenia. W 1944 roku miałem 15 lat i mieszkałem razem z rodziną - ojcem, macochą, siedmioletnią siostrą i roczną siostrą przyrodnią przy ulicy Grzybowskiej 32. (...)
     Powstanie Warszawskie zastało mnie przy pracy w piekarni znajdującej się przy ulicy Ciepłej róg Grzybowskiej. W ciągu pierwszych 10 dni Powstania przebywałem wraz z rodziną w rejonie zamieszkania. Następnie ewakuowano ludność cywilną z tego rejonu, gdyż rozgorzały tu walki uliczne. I zaczęła się tułaczka. Wraz z rodziną zatrzymałem się u znajomych mieszkających przy ulicy Pańskiej róg ulicy Mariańskiej, gdzie w tym okresie było jeszcze względnie spokojnie. (...)
     Gdy usiłowaliśmy opuścić [magazyn] z zafasowaną żywnością wdarli się tam Niemcy. Wyprowadzono nas z tego terenu ulicą Grzybowską do ulicy Towarowej i na plac Kercelego. Pozostałych przy życiu dołączono do większej grupy ludzi, a dalej poprowadzono wszystkich ulicą Wolską do kościoła świętego Wojciecha. Było to wtedy miejsce segregacji warszawiakówprzed dalszymi nieznanymi losami. Trafiłem do względnie niedużej grupy samych mężczyzn stanowiących uzupełnienie - jak się później okazało - siły roboczej istniejącego na ulicy Sokołowskiej obozu przymusowej pracy. Obóz ten znajdował się na tyłach kościoła świętego Wojciecha w niewykończonych budynkach. (...) W obozie tym znajdowało się około 300 mężczyzn. Rano odbywał się apel, gdzie dzielono nas na grupy liczące od 10 do 30 osób i zabierali nas żołnierze niemieccy do przeróżnych robót - odgruzowywania ulic, przeładunku towarów, grzebania zmarłych i innych prac dla nich użytecznych. Ze względu na toczące się walki byliśmy także zmuszani do robót niebezpiecznych pod obstrzałem - budowania fortyfikacji, rozbierania barykad. Dlatego też, co jakiś czas uzupełniano stan ludzi nowymi grupami mężczyzn na miejsce rannych i poległych.
     Po upadku Powstania Warszawskiego utworzono nowy obóz pracy przymusowej na terenie wojskowym przy ulicy Puławskiej róg Rakowieckiej, gdzie i ja się znalazłem od listopada 1944 roku (dziś ulica Puławska 4). Było tu nas około dwustu mężczyzn i także byliśmy używani do różnych prac, głównie przeładunkowych na terenie Warszawy. (...)
     W dniu 15 stycznia 1945 roku zamiast - jak to codziennie bywało - do pracy, pod eskortą wojskową pospiesznie wyprowadzono z Warszawy szosą Wolską w kierunku miasta Błonia cały obóz. Była to już ucieczka Niemców z Warszawy. Maszerując dniem i nocą zdołali nas pod konwojem doprowadzić gdzieś w rejon Pawłowic. Tu pojawiły się nacierające wojska radzieckie i koniec z Niemcami. Było to 17 stycznia 1945 w mroźne południe. Pierwsze godziny w nowej sytuacji - już jako wolni ludzie - spędziliśmy we wsi ciesząc się razem z wieśniakami i żołnierzami radzieckimi fetowanymi w każdym domostwie kolacją.
     Po ochłonięciu z doznanych wrażeń zorganizowaliśmy powrót do Warszawy. Ja znalazłem się na furmance, zwanej podwodą i nocą jechaliśmy do Grodziska Mazowieckiego. Tam przenocowałem u dalekiej rodziny i dowiedziałem się, że bliscy żyją. Następnego dnia pieszo szedłem wzdłuż torów kolejowych do Warszawy. Zatrzymałem się u ciotki we Włochach i tu [miało miejsce] pierwsze spotkanie z ojcem, który myślał, że ja nie żyję, a więc radość z przetrwania. Ojciec przybył ze wsi spod Grójca, gdzie po wypędzeniu z Warszawy mieszkał u obcych wraz z ocalałą rodziną. Oczywiście zaraz na drugi dzień, a było to 20 stycznia 1945 roku poszliśmy z ojcem do miasta na zgliszcza ulicy Grzybowskiej. W tych dniach egzystować tam nie można było. Zorganizowaliśmy pokój na poddaszu na ulicy Serockiej w dzielnicy Grochów, gdzie tętniło już normalne życie. Ściągnęliśmy spod Grójca macochę z siostrami i zaczęliśmy nędzne lecz nowe życie. Gdzieś po Wielkanocy 1945 roku przenieśliśmy się do lewobrzeżnej Warszawy na Plac Wilsona, gdzie wyremontowaliśmy sobie mieszkanie, w którym rodzice mieszkali aż 28 lat. Ja - jako najstarszy - po czterech latach usamodzielniłem się pracując od pierwszych miesięcy po wyzwoleniu i jednocześnie ucząc się. Obecnie jestem magistrem inżynierem budownictwa lądowego. Nadal pracuję zawodowo. (...)

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten