Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Stanisława Korytowskiego


foto

     Jest nas coraz więcej. Idą Polacy, Czesi, Słowacy, Francuzi, Ukraińcy, Włosi i Rosjanie. Kierunek południowy, na Luckenwalde. Każda grupa narodowościowa ma przyszyte do ubrań wstążeczki o barwach narodowych. Gdzieniegdzie na wózkach powiewają chorągiewki i proporczyki.
     Nastrój radości, ale i obawa. Czy bliscy żyją? Czy dom stoi? Czy jest do czego wracać?
     Granica przesunięta na Zachód! Co z domem rodzinnym? Warszawiacy nie mają dylematów granic. Niektórzy wiedzą na pewno, że ich dom został zburzony, a rodzina wymordowana, ale idą do Warszawy, do ich Ojczystego domu. Śpimy w opuszczonych budynkach i stodołach. Szukamy żywności. Znajdujemy tylko ziemniaki, które gotujemy.
     Po drodze widzimy tragiczne skutki gwałtów. Od Luckenwalde kolumny rozchodzą się w różnych kierunkach.
     My idziemy w kierunku na Cottbus, Forst. Następnie przez Lubsko, Żary, Żagań i Głogów (Glogau). Idziemy wzdłuż Odry, omijając śródmieście, które jeszcze się pali. Przekraczamy Odrę po prowizorycznie naprawionym moście.
     Od Luckenwalde przez frontową regulację ruchu, zawsze kierowani byliśmy na drogi mniej ważne dla wojska.
     Główne trasy były przeznaczone na kolumny wojskowe. Dlatego też i teraz z Głogowa udaliśmy się na północ do Wschowy, gdzie wreszcie wsiedliśmy do wagonu 3 klasy. Wózek czterokołowy, nasz towarzysz 400 km pieszej wędrówki, został na placu przed dworcem we Wschowie. Daleko nie pojechaliśmy pociągiem, bo tylko do Leszna. Musimy wysiadać.
     Koczujemy na dworcu, czekając na okazję. Na bocznicę wjeżdża pociąg z szynami dla Związku Radzieckiego. Załadowane na platformy całe torowiska z podkładami. Ładujemy się na wagony. Po kilku godzinach pociąg rusza oblepiony ludźmi. Trzeba uważać szczególnie na zakrętach. Na jednym z wagonów kobiecie szyny ścisnęły nogę. Krzyk bólu! Na najbliższej stacji pociąg staje. Wynoszą poszkodowaną do budynków stacyjnych. Pociąg często staje pod semaforem. W nocy stajemy na stacji Zduńska Wola. Pociąg zmienia kierunek jazdy. SOK-ci spędzają nas z lor. Nadal koczujemy na stacji.
     Korzystamy z każdej okazji, z każdej nawet najkrótszej trasy, aby zbliżyć się do celu. Wreszcie jedziemy! Mówią, że pociąg dojeżdża tylko do Warszawy Zachodniej. To już dla nas drobiazg, ale zatrzymuje się we Włochach. Wysiadamy i udajemy się do dobrych znajomych przy ul. Chrobrego.
     U państwa Owczarków uzyskaliśmy pomoc i serdeczną opiekę.
     Nazajutrz idę do Warszawy. Zniszczenia większe niż w październiku 1944 r. To wynik podpalaczy niemieckich. Widać patrole saperskie Wojska Polskiego i Armii Czerwonej, które sprawdzają teren i usuwają miny. Idę na ulicę Chopina. Cały ciąg budynków, po stronie parzystej, jest w gruzach z wyjątkiem pałacyku na rogu alei Ujazdowskich. A więc, Niemcy wysadzili tak jak mówili 3 X 1944 r. Ostały się jedynie bramy kamienic (sklepienia łukowe) zawalone gruzem. Fragmenty murów i bramy oblepione są kartkami informującymi o losie bliskich.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten