Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Elżbiety Żakowicz-Prejzner


foto

I udałyśmy się do kolumny, już ustawionej, sztandary były takie białe z czerwonym krzyżem. I podążyłyśmy przez Warszawę.
Bo pani wychodziła w momencie, kiedy Powstanie jeszcze trwało i było zawieszenie broni - i korzystając z tego zawieszenia broni wychodziła pani razem z mamą i siostrami, i z częścią ludności cywilnej?
    
Tylko ja o tym wszystkim nie wiedziałam. Ale ludności cywilnej było tam dużo. Głównie kobiety z dziećmi. Kiedy oglądam teraz kroniki z Powstania Warszawskiego i widzę te kolumny, to wypatruję czy nie widać tam mojej mamy z tobołem i nas trzech. Ale nie dostrzegłam do tej pory.
I co było dalej? Jest wyjście z Warszawy...
    
Znaleźliśmy się koło Filtrów. Mijaliśmy palące się domy, moją uwagę oczywiście zwróciły te ściany, jakby ucięte, i w środku całe umeblowane mieszkania. I jeszcze taka nowa inscenizacja - podobna, jak ta z powstańcem i z wózkiem z trupami, tam w alei Szucha - sznur i na tym sznurze rozwieszone lalki. To było wstrząsające. Było to takie perfidne oddziaływanie na psychikę, ale to wiem dzisiaj. A wtedy po prostu zarejestrowałam to: tam - ten wózek z trupami i tutaj - ten sznur z pokiereszowanymi lalkami.
     Wsadzono nas do EKD i przyjechaliśmy do Pruszkowa, gdzie nas popędzono przez tę dzielnicę kolejarską. To też mi się utrwaliło w pamięci - te domki, ci ludzie gdzieś tam pochowani, tak jakoś było pusto. I znaleźliśmy się w tym piekle Pruszkowa, co tu opisywać.
Na terenie obozu.
    
I gdzieś jakiś skraweczek miejsca w tej hali mamusia znalazła. Tam nie było nic - ani pryczy, ani niczego. Strasznie tam było.
Czyli goła, betonowa podłoga.
    
Tak. I tam myśmy gdzieś po prostu przycupnęły, natomiast na zewnątrz ludzie już jakoś byli pourządzani, mieli takie pałatki, gotowali na jakichś prymusach. I ta straszna scena wylewania na głowę z dzikim wrzaskiem wrzącej kaszy, jedna kobieta drugiej, w kłótni, i śmiejący się żołnierz. Utrwalony na całe życie obrazek w pamięci dziecka. I to, że nie było w ogóle nic do jedzenia, do picia. Mamusia dała 100 złotych -  to były takie czerwone banknoty w tym czasie, [tak] mi się zdaje - dała komuś, żeby przyniósł kawałek chleba. 100 złotych zniknęło, chleb się nie pojawił. Jak myśmy tam przetrwały to ja nie wiem...

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten