Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Elżbiety Żakowicz-Prejzner


foto

     Mamusia nas szybko stamtąd zabrała. I ruszyłyśmy do Warszawy oczywiście. Było jeszcze zimno, to była wczesna wiosna, ale mroźna. Częściowo szłyśmy, częściowo podwozili nas, i wróciłyśmy. Jak Warszawa wyglądała - wszyscy wiedzą. Ja nie pamiętam przemarszu przez gruzowisko, jak się przez Wisłę przedostawałyśmy, czy się przedostawałyśmy... Pamiętam, że byłyśmy w tym miejscu, gdzie był nasz dom, nasze mieszkanie, na Marszałkowskiej 25. Prawie wszystko było spalone.
I ten moment pani pamięta?
    
To już tak. Przecież umiałam już czytać, pisać, byłam sporą dziewczynką. Jakoś zatarło się dużo w mojej pamięci, teraz sobie to uświadamiam.
     I jesteśmy tam, wszystko spalone, mieszkanie spalone. U sąsiadki mieszkanie ocalało - i ona nam daje kąt jakiś, w pokoiku. I tam biedujemy. Mamusia wyrusza na Ziemie Zachodnie.
Czy w ogóle udało się coś znaleźć na tym gruzowisku?
    
Zdjęcia. Nadpalone, zniszczone zdjęcia, które właśnie panu pokazuję. Z tego okresu szczęśliwości, tego letniska w czasie okupacji, tatuś, my, mamusia... z tego Parku Ujazdowskiego...
Czyli to, co ocalało, to właśnie te fotografie rodzinne.
    
Tak. I zdjęcie tatusia. Jedyne wyraźne zdjęcie tatusia. Tatusia, za którym strasznie tęskniłam. Pamiętam, że były takie megafony i wymieniano nazwiska osób, które wracają. I ciągle czekałam, że będzie tam nazwisko tatusia. Czekałyśmy w tym miejscu, gdzie z tatusiem razem mieszkałyśmy.
No właśnie, bo mama i pani miałyście nadzieję, że ojciec przeżył i że wróci?
    
I czekałyśmy. A mamusia - tak, jak chyba wielu warszawiaków - jeździła na zachód, do Wrocławia, żeby - nie wiem - coś kupić, sprzedać. Po prostu się rzuciła w interesy, żebyśmy jakoś przetrwały. Niemcy w tych płonących domach i gruzowiskach Wrocławia, sprzedawali też jakieś cenne rzeczy. Mamusia kupiła tam wazę, którą do dzisiaj mamy i hołubimy. Przywiozła - to takie niepraktyczne - wazę! I handlowała mamusia na Dworcu Zachodnim, jak jechały transporty z żołnierzami z Armii Czerwonej. A być może wywozili też naszych akowców, bo mamusia mówiła, że nieraz przemykały transporty zapieczętowane i nie zatrzymywały się. Natomiast Rosjanie wieźli wszystko - drzwi, klamki... Jeden chciał mamusi sprzedać worek marek. I tutaj znowu moja mamusia popełniła błąd, bo za butelkę wódki mogła się w minutę stać bogata. Tak, jak w minutę wszystko straciła i stała się biedna całkowicie, tak w minutę z tym workiem marek mogła być bardzo bogata, bo kiedy się znalazłyśmy na Ziemiach Zachodnich, w Bystrzycy Kłodzkiej, to za te marki mogłaby kupić od Niemców wszystko, to znaczy złoto i różne cenne rzeczy.
No właśnie - a kiedy pani pojechała z mamą do Bystrzycy Kłodzkiej? Bo najpierw był ten powrót do Warszawy i zatrzymała się pani u sąsiadki...
     
Byłyśmy u tej sąsiadki, mamusia zdobywała jakieś grosze - ciocia miała sklep przy Dworcu Zachodnim i namówiła mamusię na sprzedawanie, dawała jej w komis jakieś tam bułki, wódkę - prawdopodobnie - dla tych żołnierzy. Tam kwitł taki handel obnośny. Moja ciocia to przypłaciła życiem, bo przyszedł zaprzyjaźniony z nią pułkownik NKWD i - ponieważ się postawiła (to rodzinne było, to stawianie się) - strzelił jej w brzuch. I nie wyszła z tego. Przeżyła Powstanie - na Woli, gdzie wszystkich prawie rozstrzeliwano, a ona ocalała - a nie przeżyła wyzwolenia. I to jeszcze z rąk zaprzyjaźnionego pułkownika. On podobno został osądzony i wywieziony. Tak, że zapłacił za to; tak się mówi, ja nie wiem, bo przy tym nie byłam. W każdym razie mamusia postanowiła wyjechać. Ja zaczęłam chodzić do szkoły na ulicy Narbutta, kilka miesięcy, ale taki głód cierpiałyśmy w Warszawie...

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten