Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Wojciecha Prośniewskiego


     Wreszcie Pruszków. Durchgansglager 121. Znowu stajemy się  popędzanym bydłem. Schneller, polnische schweine, weite! Wganiają nasz transport do ogromnej hali. Na ścianach popisane nazwiska i informacje o tych, którzy już tu byli przed nami. Goły beton będzie naszym łóżkiem. Mama szykuje dla mnie legowisko. Po tym zapaleniu stawów beton byłby zabójczy, a nie wiemy, jak długo będziemy tu gościć. Mama wykombinowała dla mnie dwa koziołki służące do piłowania drewna, położyła na nie arkusz blachy, też nie wiem gdzie zdobyty. Będzie nieco lepiej. Wkrótce przepędzają nas do innej hali, następnego dnia do kolejnej. Każda z nich oznaczona jest numerem, a jak obozowa plotka niesie, każdemu numerowi przypisany jest cel dalszej podróży. Może być Auschwitz, do bauerów w Rzeszy, albo gdzieś w GG. Każda zmiana hali wywołuje strach przed Oświęcimiem. Gdzie trafimy? W tłumie napotkamy na wujka Bronka. To niesamowity przypadek. Na razie trzyma się naszej grupy składającej się z ludzi starszych, chorych i dzieci. Liczymy na to, że ta grupa przeznaczona będzie do rozrzucenia po GG.  Przyjeżdża RGO, lub PCK z kuchnią polową. Z kotłów leją nam gorącą, jarzynową zupę. Radość wielka.

 Wstecz...


foto
 
Relacja Jerzego Pawlaka

[...]  Ogłoszono komunikat: "Ranni, starcy i dzieci na rękach będą przewożeni samochodami". Gdzie, dokąd nikt tego nie wiedział? Bardzo doskwierała wszystkim ta niewiadoma. Ponieważ nie zaliczałem się do tamtej grupy uprzywilejowanej, poszedłem wraz ze wszystkimi, wychodząc z terenu wyścigowego za mury.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Stępień

[...]  W Pruszkowie czekałyśmy na dalszą drogę. Byłyśmy bez żadnych środków do życia. Matka miała w skórzanej teczce woreczek z mąką, kostki cukru, suchary, łyżkę i nóż. Zbliżała się jesień, a my nie miałyśmy ciepłego okrycia.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Leonarda Bura o Franciszku Kudławcu

[...]  Po upadku Powstania Warszawskiego, wykorzystano jego habit, zaopatrzono w pismo RGO (pisane w języku polskim i niemieckim) i powierzono wyprowadzenie z Warszawy pokaźnej grupy ponad 100 dzieci, w tym szereg sierot lub dzieci zagubionych, w tym także dwójkę dzieci pochodzenia żydowskiego.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Romana Rechnio

[...]  W Pruszkowie RGO (Rada Główna Opiekuńcza) rozdawała żywność i lekarstwa w obozie tym w Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego, odbywały się okropne sceny, szukano swoich bliskich, panował płacz oraz jęki rannych.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Czajkowskiego

[...]  Niemcy ulokowali nas w halach fabrycznych, z których uprzednio wywieźli maszyny. Trochę słomy na posadce, wyczerpani zasypiamy. Co będzie jutro? Rano jakaś czarna zbożówka około 12.00, kotły z zupą, ale czy starczy dla wszystkich?  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Marii Kapuścińskiej

[...]  Pamiętam, że za drutami znajdował się niewielki budynek i podwórko, na którym bawiły się niemieckie dzieci - widocznie obsługi obozu. Przebywaliśmy tu dobę lub nieco dłużej w niepewności, co dalej z nami będzie.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wacławy Połomskiej

[...]  Na drugi dzień rano Niemcy pozbierali wszystkich uciekinierów i pod eskortą przez Jelonki i Groty poprowadzili nas do Pruszkowa. Pamiętam, że noc w czasie tej wędrówki spędziłyśmy w dużej stercie siana w pobliżu Grot.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Mieczysława Rajmunda Gorzelniaka

[...]  Z Dworca Zachodniego przewieźli nas pociągiem do warsztatów kolejowych w Pruszkowie. Na drugi dzień ładowano nas do wagonów towarowych po 60 osób i zawieźli nas do Brzegu, gdzie w parku otrzymaliśmy pierwszy posiłek (grochówka z boczkiem i chleb) bez ograniczenia.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Heleny Balcer

[...]  Z Warszawy wyszliśmy w poniedziałek, to jest 7 sierpnia 1944. Od tej chwili zaczyna się nasza tragedia. Szliśmy przez morze płomieni i masy trupów, zabitych i spalonych. Po wyjściu z piwnic oddzielono nas od mężczyzn. Ostatni raz z Lionejkiem [mężem] widziałam się 7 sierpnia godzina 10 rano.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jacka Fedorowicza

[...]  Pamiętam za to dobrze sam Pruszków, straszliwy smród i jęki wymęczonych ludzi w jakiejś hali, chyba przykolejowej, leżeli jeden obok drugiego, my też, bardzo się pilnowałem, żeby nikogo nie nadepnąć i nie zgubić się w tłumie. Pamiętam też niebywałą zupełnie scenę następnego dnia rano.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Ryszarda Zabłotniaka

[...]  Po nocy spędzonej w pozycji siedzącej w kościele, przewieziono nas z Warszawy Zachodniej koleją elektryczną do obozu przejściowego w Pruszkowie. W czasie dojazdu do obozu oraz następnie podczas dalszej ewakuacji, spotykałem się nieprzerwanie ze spontaniczną akcją pomocy ze strony okolicznej ludności. Pociągi były wręcz bombardowane chlebem i owocami, mimo sprzeciwu pilnujących nas żołnierzy. Do spieszących z pomocą Niemcy strzelali.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Stanisława Korytowskiego

[...]  Obóz przejściowy w Pruszkowie (Dulag) znajduje się w parowozowni. Hale parowozowni są oznaczone numerami. Z kuchni polowej wydają zupę i w tłum rzucają ćwiartki chleba. Nie mamy naczyń. Pożyczamy kubek i rondelek.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kołodziejskiej-Jedynak

[...]  (...) i tak do tego nieszczęsnego Zieleniaka doszliśmy z tym wiaderkiem. I okazuje się, że ona postąpiła szalenie słusznie, bo te cukierki ratowały, od śmierci głodowej to za dużo powiedziane, bo to było kilka dni, myśmy tam byli około tygodnia, ale po prostu od głodu ratowały dzieci sąsiadów. Bo moja mama ustaliła przydział, po ile tych cukierków, i rozdawała dzieciom, które się gromadziły koło niej. To jest takie anegdotyczne, ale do śmiechu nie było.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ludmiły Niedbalskiej

[...]  Znów ruszyliśmy z żalem żegnając pole kapusty. Symbol życia, spokoju i czegoś stałego znikał za nami. Robiło się ciemno. Wjechaliśmy na jakiś peron. Przez drogę widać było chodzących spiesznie wzdłuż czerwonego muru ludzi i rozstawionych co parę metrów Niemców. I nagle znów wrzask, popychanie, wyrzucanie z wagonów na peron, na drogę i naprzód. Wzdłuż muru, przez bramę już za zakrętem. W ciemności majaczą jakieś budynki, kształty, ludzie. Po dłuższym czasie docieramy - już bez wrzasku i popychania - do hali fabrycznej, w której się świeci.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Żakowicz-Prejzner

[...]  I udałyśmy się do kolumny, już ustawionej, sztandary były takie białe z czerwonym krzyżem. I podążyłyśmy przez Warszawę. Bo pani wychodziła w momencie, kiedy Powstanie jeszcze trwało i było zawieszenie broni - i korzystając z tego zawieszenia broni wychodziła pani razem z mamą i siostrami, i z częścią ludności cywilnej? Tylko ja o tym wszystkim nie wiedziałam. Ale ludności cywilnej było tam dużo. Głównie kobiety z dziećmi. Kiedy oglądam teraz kroniki z Powstania Warszawskiego i widzę te kolumny, to wypatruję czy nie widać tam mojej mamy z tobołem i nas trzech. Ale nie dostrzegłam do tej pory.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Marii Jolanty Auleytner

[...]  Niemcy pędzili nas (całą niekończącą się rzeką ludzi), aż do obozu w Pruszkowie, gdzie przebywałam ok. 2-ch tygodni. W czasie selekcji przeprowadzanej przez Niemców, oddzielono mnie od państwa Sołłowij i przeznaczono do transportu do Reichu na roboty. Gdy dojechaliśmy do Łodzi, czekaliśmy koczując na peronie na dalszy transport do Niemiec. W południe PCK rozdawało zupę - kobieta nalewająca ją, spytała, ile mam lat i czy jestem z rodziną? Odpowiedziałam, że mam 13 lat i że jestem sama.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Włodzimierza Szurmaka

[...]  Następnego dnia rano uformowano nas w pochód i ulicami wśród zwalonych domów, leżących pojedynczo i grupami trupów, oraz na ulicy Wolskiej zwęglonych stosów trupów przeprowadzono nas do fortu Wisła, gdzie umieszczono nas w głębokim dole - prawdopodobnie dawnej strzelnicy. Ktoś puścił plotkę, że w tym dole obrzuceni zostaniemy granatami. Zrobił się straszny tumult, który trwał do wieczora. Wieczorem odprowadzono nas do Dworca Zachodniego skąd pociągiem elektrycznym zostaliśmy dowiezieni do Pruszkowa. Tu umieszczono nas w halach fabrycznych, w miejscach, gdzie dawniej stały maszyny, wówczas zdjęte z fundamentów.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Garlickiego

[...]  Trzymali nas tam jeszcze jeden czy dwa dni i potem doprowadzili nas do peronów kolejowych, na których dokonywana była selekcja. Bardzo zresztą powierzchowna - to znaczy wyciągali wszystkie osoby, które ich zdaniem nadawały się do pracy w Niemczech: młodych mężczyzn - tych było niewielu, bo na ogół wyszli z oddziałami akowskimi - i młode kobiety, bezdzietne.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Dankowskiej-Walas

[...]  Z Pruszkowa niewiele pamiętam, wiem, że spaliśmy na takich podwyższeniach i że rozdawali nam po kawałku chleba i pomidory; sanitariuszki, Służba z RGO, nie wiem, kto to był... Miały szare czy białe fartuchy. I dawały każdemu pomidora i kawałek chleba. Dzielili ludzi, mężczyzn, kobiety... Pamiętam, że jakiś mężczyzna ciągnął mnie za rękę, a moja mama ciągnęła z drugiej strony, nie chciała mu dać. On mówił: "Przecież pani ma dzieci, a ja? Mnie zabiorą, jeśli ja nie będę miał dziecka". Chciał mnie wziąć na ręce. Chciał mnie pożyczyć. Ale nie wiadomo, co by się stało później, bo przecież Niemcy pędzili, gnali. Tam była segregacja i prawdopodobnie mężczyźni, którzy mieli dzieci, a nie mieli żon, nie szli do obozu.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Eknera

[...]  Dojechaliśmy - teraz wiem, że to był Pruszków, wtedy po kilku minutach. Drzwi się otworzyły i znowu zobaczyłem żandarmów, stojących na polu - wysiadaliśmy na prawo od kierunku jazdy - stali tam półkolem. Trzeba było wysiadać z góry, zeskakiwać. Dla mnie to nie było trudne, dla cioci też, babuni trzeba było pomóc - miała wtedy już 75 lat, więc to dla niej było bardzo trudne. I poszliśmy. I tam, ku naszej radości, spotkaliśmy adwokata, tego z piwnicy. Miał na plecach worek - jak się okazało, przyjechał przed nami z tego kościoła Świętego Wojciecha i tam został zaopatrzony w bochenek chleba i coś tam jeszcze, dlatego, że był przeznaczony do robót w Niemczech; dostał wyposażenie na drogę. Robotnik musi jednak dojechać żywy i żeby mógł efektywnie pracować na rzecz zwycięstwa III Rzeszy... Dołączył do żony, do córek, ale przed bramą znowu była selekcja, znowu stali władcy życia i śmierci - Niemiec wypchnął go brutalnie z tej naszej kolumny w bok.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Janowskiego

[...]  I pamiętam w Pruszkowie latryny, bo musiałem często chodzić - były wykopane doły, a na tym położone były podkłady kolejowe i tak się korzystało, że się kucało na tych podkładach. Obóz to była hala, wielka hala - tam jakieś resztki słomy czy czegoś takiego, pełno ludzi... Ale w tej masie ludzi spotkaliśmy naszych sąsiadów z Noakowskiego i mojego rówieśnika, z którym przeżyłem całe Powstanie, i z którym zresztą po wojnie też mieszkaliśmy po sąsiedzku, drzwi w drzwi.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Grażyny Doroty Duchniak

[...]  Nie pamiętam czy nas podwozili, czy szliśmy cały czas na piechotę - ale pamiętam wielką, wysoką halę, na terenie Zakładów Taboru Kolejowego w Pruszkowie, w której były piętrowe prycze bez materacy... I myśmy jedną noc "przespali" na tych pryczach, na gołych sprężynach. I potem, następnego dnia, wygoniono nas. Wiem, że jadłam ukradkiem jakąś bułkę, żeby ktoś inny nie widział.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Haliny Wiśniewskiej

[...]  Potem przewieźli nas do Pruszkowa. Tam warunki takie, że leżały gazety i na tych gazetach ludzie siedzieli - i tak mieliśmy przenocować. W halach na betonowej podłodze.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Elżbiety Massalskiej

[...]  Niemcy zarządzili dłuższy odpoczynek na Woli przy kościele. Następnie popędzono nas na Dworzec Zachodni, skąd przewieziono nas do Pruszkowa, do obozu przejściowego. Zaraz na wstępie rozeszła się wiadomość, że Niemcy rozdzielają rodziny - dzieci zostawiają przy rodzicach tylko w wieku do lat 14. Wyrzuciłam w popłochu swoją szkolną legitymację i od tego momentu, przez cały czas pobytu w obozach, podawałam, że mam 13 lat. Byłam bardzo wysoka jak na swój wiek i nie mogłam bardziej obniżyć swojego wieku.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ewy Kirszenstein-Skrzypczak

[...]  Byłyśmy w takiej hali, gdzie podobno, czego ja nie zauważyłam, ruszały się od wszy takie pilśniowe maty. Mama powiedziała: "Aby najprędzej stąd wyjechać". I nie było wiadomo, dokąd: czy do Oświęcimia, czy na rozwałkę, czy gdzieś indziej. I tu znów się przydał list mojego ojca.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jerzego Uldanowicza

[...]  Posuwając się szlakiem, który wyznaczały posterunki niemieckie, to jest ulicami Chłodną i Wolską, dotarliśmy wraz ze stopniowo rosnącą kolumną wygnańców do kościoła świętego Stanisława przy ulicy Wolskiej, gdzie mieścił się jeden z głównych punktów zbornych ludności wypędzanej z miasta. Przebywaliśmy tam kilka godzin wśród tłumu, zajmującego wnętrze kościoła i dziedziniec.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Nizińskiej-Grzegrzółki

[...]  Zawieźli nas do Pruszkowa, był tam przejściowy obóz, z którego wywozili do obozów, albo gdzieś na roboty. W wielkiej hali na cemencie rozlokowali nas, PCK dał nam zupy z kapustą, która była bardzo dobra po półtora miesięcznym poście.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Kasprzaka

[...]  W Pruszkowie zebraliśmy się całą drużyną, w warsztatach byliśmy razem. Spędziliśmy tak razem jeszcze noc. Następnego dnia była segregacja. Niemcy szczegółowo segregowali: do obozu koncentracyjnego, na roboty, gdzieś do bauerów, natomiast starców, matki z małymi dziećmi do osobnych grup. Staliśmy tak czekając na odpowiedni przydział. Wszyscy chłopcy zostali skierowani w jedno miejsce.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Dariusza Karolaka

[...]  Zostaliśmy wywiezieni do obozu w Pruszkowie. Całe gromady ludzi stłoczono w halach fabrycznych. Posłanie mieliśmy na betonie. W obozie ojciec został od nas oddzielony i skierowany do grupy mężczyzn, która miała być wywieziona do obozu. Jednak dzięki pomocy znajomej moich rodziców działającej w PCK udało się przeprowadzić ojca z jego grupy do nas w przebraniu sanitariusza PCK.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Tadeusza Ziomka

[...]  Przybyły tutaj także inne grupy ludzi z Grzybowskiej i pobliskich ulic. W jednej z nich ludzie byli okropnie poparzeni z powodu wybuchu beczek z benzyną stojących na ulicach. Był straszny płacz, krzyki, lała się krew. Nikt poszkodowanym nie udzielał pomocy. Nasza sąsiadka, samotna osoba w średnim wieku, wypożyczyła sobie od nas mojego brata. Uczyniła to ze strachu przed zabraniem jej - jako samotnej - do obozu lub na roboty przymusowe. Odtąd baliśmy się, by przez przypadek nie rozłączono nas, toteż przez cały czas trzymaliśmy się blisko siebie.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Izabelli Wciślińskiej

[...]  Kiedy przyszli Niemcy do szpitala, wtedy wyszedł ten dyrektor i rozmawiał z nimi. Rzecz działa się pod koniec miesiąca października. Mnie wraz z innymi kobietami i starcami prowadzili pieszo do obozu do Pruszkowa. Natomiast mojego męża i innych rannych ze szpitala, których nazywali bandytami, zawieźli ciężarowymi samochodami również do tego obozu do Pruszkowa.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Witolda Jerzego Niewiadomskiego

[...]  Zabawa zaczęła się dopiero w obozie przejściowym w Ursusie. Wpędzono nas tam do betonowej hali, bez wody, bez żadnych sanitariatów. Nie mogliśmy się ze śmiechu powstrzymać, kiedy te warzywka dały nam popęd.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Bogdana Lewandowskiego

[...]  Trzeciego dnia o świcie wjechaliśmy na teren Warsztatów Naprawczych Taboru Kolejowego w Pruszkowie, gdzie Niemcy urządzili obóz koncentracyjny dla wypędzonych warszawiaków. Po wyjściu z wagonów nastąpiła selekcja. Z tłumu oddzielono młodych ludzi, a pozostałych skierowano do dużego budynku. Jakieś cywilne osoby, podały nam kawałek chleba i puszkę mleka. Przechodziliśmy obok prowizorycznej umywalni. Kilka kranów nad blaszanym korytem. Niektórym udało się napić wody.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krystyny Zbyszewskiej

[...]  Znalazłyśmy się w Ożarowie. Najpierw musiałyśmy się gdzieś zapisać, podać swoje nazwisko i oddział. Była tam też druga kolejka, do zupy. Był to krupnik, z czerwonymi pomidorami - pyszny, nigdy nie jadłam niczego tak dobrego. Było już późno, więc poszłyśmy się położyć. Kiedy obudziłyśmy się rano, wszystkie byłyśmy pomalowane na granatowo.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Eulalii Matusiak-Rudak

[...]  Znalazłam się w Pruszkowie. Tam, poza ciotką, znalazłam drugą ciotkę, matkę moich ciotecznych braci, którzy zginęli. To oni właśnie byli członkami klubu sportowego. Jeden był lekkoatletą, a drugi był piłkarzem. Są na liście strat "Skry". Oni zginęli, jeden w Buchenwaldzie, drugi w Krakowie. Byli maltretowani na Szucha.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krzysztofa Radlicza

[...]  W Pruszkowie, mimo tego, że człowiek się już wszystkiego bał, bardziej był już tego wszystkiego świadomy. Przy samej bramie był obóz dla Akowców. Wśród Akowców, za drutami kolczastymi zobaczyliśmy mojego brata. W związku z tym byliśmy trochę spokojniejsi. W Pruszkowie zostaliśmy umieszczeni w takiej wielkiej hali taboru kolejowego, w budynku "D".  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Rozwadowskiej, matki ođmioletniego Marka

[...]  Chłopiec i dziewczyna wrócili i umieścili nas w zakamarku, gdzie było trochę miejsca, którego nikt nie kwapił się zająć. Leżała tam jakaś kobieta, obok stała paląca się świeczka. Zobaczyłam starczą, woskową twarz i otwarte usta trupa. (...) Trup? Niech sobie będzie, nic mnie nie obchodził. Usiadłam na ziemi, opierając się plecami o ścianę. Mały nic nie rozumiał, spał już, obejmując moje kolana.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Leokadii Ciekanowskiej

[...]  Nad ranem jakiś wartownik przyprowadził kozę. Któraś z kobiet doiła ją, a ja rozlewałam w niedużą szklaneczkę, którą przytykały matki do ust najmłodszym, kilkumiesięcznym dzieciom. W pewnym momencie wartownik rzucił do nas dużą poduszkę, którą dałam jednej kobiecie dla rannego dziecka.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Gracjana Flaszczyńskiego

[...]  Przyjechaliśmy tam popołudniu, zostaliśmy zamknięci w hali fabrycznej i spędziliśmy noc bez żadnego wyżywienia, bez niczego. W pustej hali fabrycznej nie było maszyn, tylko po nich fundamenty pozostały i tam spędziliśmy noc. Segregacja rozpoczęła się następnego dnia rano.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wandy Kamienieckiej-Grycko

[...]  W Pruszkowie cudem udało nam się uniknąć wywozu do Niemiec; Irena Kisielnicka wiedziona jakimś instynktem skierowała całą grupę do bocznego przejścia na perony, gdzie pertraktowałyśmy z niemieckim żołnierzem o przepuszczenie nas do towarowych wagonów poza komisją selekcjonującą ludzi.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Anieli Libionki

[...]  Do obozu dojechała nas grupa młodszych dzieci (ile - nie pamiętam) i parę instruktorek: hm. Józefina Łapińska, hm. Anna Piotrowska - ranna w rękę, hm. Jadwiga Sawczuk, phm. Aniela Libionka.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Mirosławy Grabowskiej (Gelber-Olszowej)

       O czwartej rano dotarliśmy do Pruszkowa. Wtedy pierwszy raz w życiu widziałam, jak wygląda świt... Weszliśmy na duży, ogrodzony teren. Stały tam jakieś hale - ich wnętrza przedstawiały żałosny widok: ludzkie postacie, ciasno stłoczone, leżały pokotem na betonowej podłodze. Jęczące, niedołężne... staruszki i kobiety chore. Kto tylko mógł się poruszać, przebywał [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Badowskiego

[...]  W takim tłoku, wśród narzekań i płaczu, dojechaliśmy do Pruszkowa. Tam też wzdłuż pociągu stał szpaler żandarmów. Rozległy się wrzaski rozkazów: ,,Raus" i ,,Schnell", pomieszane z przekleństwami. Ludzie szybko wyskakiwali z wagonów na ziemię, bo nie było peronów, pomagając sobie wzajemnie. Pędzeni okrzykami, wolno szliśmy z naszymi tobołkami do fabrycznych hal - jak się później dowiedzieliśmy - ,,Ursusa". Tam już kłębił się tłum ludzi, wcześniej tu zwiezionych. Jacyś cywile krzyczeli, aby siadać i robić miejsce dla nowoprzybyłych. Potem usłyszeliśmy, że można dostać kawę zbożową i po kawałku chleba.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wandy Łabuzińskiej

[...]  Na Dworcu Zachodnim załadowano nas do pociągów elektrycznych i wywieziono do Pruszkowa. Wyładowano nas na stacji docelowej, a następnie popędzono do hali fabrycznej, gdzie dotarliśmy wieczorem. Po całonocnej tułaczce byliśmy głodni, zmęczeni, zostaliśmy na noc.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kowejszy

[...]  Po jakimś czasie przewieziono nas pociągiem osobowym do obozu przejściowego w Pruszkowie. Pamiętam, że gdy znaleźliśmy się już w pociągu, przez uchylone jeszcze drzwi jacyś ludzie z peronu podawali nam w pośpiechu butelki z wodą i z mlekiem. Mój ojciec chwycił jedną z butelek. Dorośli ustalili, że mleko będzie dla dzieci, a woda dla pozostałych. Zapamiętałam ten fakt, ponieważ bardzo byłam spragniona; było gorąco, świeciło słońce, a w wagonie było duszno. Mój brat był wówczas chory na biegunkę i rodzice nim się głównie zajmowali. Podróż nie trwała długo.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bohdana Kapicy

[...]  Zatrzymał się na przejeździe przy bramie wjazdowej na teren warsztatów kolejowych w Pruszkowie. Nim zdążyliśmy zorientować się, w jakim miejscu stanęliśmy, pociąg był już otoczony kordonem żandarmerii. Otworzono drzwi i kazano opuszczać nam wagony. Wychodzenie z wagonów nie było łatwe, szczególnie dla osób starszych i matek z dziećmi na ręku. Trudność w wychodzeniu, a raczej zeskakiwaniu z wagonów polegała na dużej wysokości podłogi wagonu od terenu, na którym wyładowywano ludzi. Otoczeni żandarmerią wchodziliśmy na teren warsztatów. Obserwowało nas wielu mieszkańców Pruszkowa stojących za szczelnym kordonem żandarmerii z psami. Jakakolwiek ucieczka była niemożliwa. Po przejściu bramy, szliśmy wzdłuż torów do dużej pustej hali. W hali były nieprzykryte kanały między torami kolejowymi.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Cecylii Krajewskiej

[...]  Niemcy zgrupowali nas za parkanem, gdzie stały duże budynki, chyba hale fabryczne. Było w nich pełno ludzi. Na całej podłodze leżały rozłożone koce lub części garderoby. Dla nas miejsca zabrakło. Zresztą nie tylko dla nas. Tę noc spędziłyśmy pod gołym niebem. Zrobiłyśmy z piachu wzgórek pod głowę i na kocu, drugim przykrywając się, przetrwałyśmy do rana.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Teresy Różyckiej

[...]  Na Zieleniaku moja mama rozpoczęła działalność ochronną. Wszystkie młode sąsiadki oszpecała, charakteryzowała je na jak najbardziej brzydkie starowinki. Gdy podchodził, któryś z żołnierzy to wołała sąsiada Ukraińca i prosiła: "Niech pan go zagada i odejdzie dalej." Następnego dnia wymaszerowaliśmy pod strażą niemiecką do Pruszkowa. Po drodze leżały umierające staruszki, które nie miały sił iść dalej, m.in. matka naszego sąsiada, ale Niemcy pilnowali i nie było nawet możliwości podać jej wody. Pruszków - wielka hala, ludzie gęsto stłoczeni.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Stefana Wojciecha Niesłuchowskiego

[...]  Myśmy zostali zawiezieni do Pruszkowa do ZNTK (Zakładów Naprawczych Taboru Kolejowego). Pamiętam dużą halę, dużo torów, wszystko pod dachem, niby perony, jakieś przejścia. Potem tam pracowałem w Polsce Ludowej. Tam przenocowaliśmy, przekoczowaliśmy bez żadnej pomocy. Dopiero następnego dnia kazano nam z tych hal wychodzić na zewnątrz.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Olk Wieczorek

      Z Dworca Zachodniego mnie, matkę i brata wywieźli do Pruszkowa. Tam spotkaliśmy matki siostrę (tę z Burakowskiej) - Anielę Kołakowską z synem Tadeuszem (drugi syn zginął w Powstaniu Warszawskim) oraz moją babcię (matkę matki) Agnieszkę Lorent. Razem spotkało się nas tam 6 osób z rodziny. Załadowali nas na transport do Niemiec. Zawieźli do Libeau. Tam przenocowaliśmy i pojechaliśmy [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ewy Osieckiej

Wreszcie po okrążeniu Warszawy wiozą nas gdzieś - okazuje się, że do obozu w Pruszkowie. Pobyt w tym obozie - to jedno piekło! Pamiętam wielką halę, leżących ludzi, jęki i krzyki, niepokój, zamieszanie. Potem selekcja ludzi przez Niemców. Dzięki temu, że jesteśmy z Mamą, nie wywożą jej do Niemiec.

  Więcej ...


 
Relacja Sylwestra Rzaczykiewicza

[...]  Byliśmy głodni, zmęczeni, ale o ucieczce nie było mowy, gdyż byliśmy obstawieni przez żołnierzy w dziwnych mundurach - jak się potem okazało byli to Łotysze i Estończycy na służbie u Niemców.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Uszyńskiej

[...]  Pociągiem podmiejskim zostajemy przewiezieni do Pruszkowa i skierowani do obozu Dulag 121. Aby nas nie rozdzielono, przy sortowaniu ludzi, wpadamy na pomysł. Mama opiekuje się siostrą, a ojciec trzyma mnie na rękach, mam zabandażowaną nogę, co sugeruje, że jestem ranna.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Antoniny Irminy Osińskiej (Głąb)

[...]  Zawieziono nas do Pruszkowa, gdzie nas wyładowano w brutalny sposób, popychając, przez co ludzie się przewracali, m. in. moja babcia i spędzili nas do parowozowni, gdzie były wgłębienia. Ściśnięto nas tam tak bardzo, że nawet na stojąco nie bardzo każdy miał dla siebie miejsce. Gdy się ściemniło, trochę się rozluźniło i wówczas w kucki, na betonie spędziliśmy noc. Na drugi dzień ludzi wyprowadzali, więc zrobiło się luźniej i wtedy zauważyliśmy, że nie ma babci, która weszła przecież z nami do parowozowni. Moja wujenka Jadwiga Dąbrowska zaczęła chodzić, szukać babci, pytać ludzi, m. in. sióstr zakonnych i PCK. Babci nie odnaleźliśmy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bohdana Stanisława Dąbrowskiego

[...]  Tam na terenie parowozowni w hali Niemcy utworzyli prowizoryczny obóz. Znaleźliśmy się w tym obozie. Kiedy siedzieliśmy na tobołkach w tej hali niespodziewanie zginęła babcia Amelia. Widocznie odeszła ona od nas na chwilę i nie wiadomo, co się z nią stało. W każdym razie do nas nie powróciła.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jolanty Małgorzaty Dąbrowskiej (Markiewicz)

[...]  Tam koczowaliśmy dzień lub dwa. W niewyjaśnionych okolicznościach na terenie obozu w Pruszkowie zginęła moja babcia Amelia Dąbrowska licząca około 80 lat. Widocznie od nas odeszła i została zastrzelona. Nie widziałam już babci. Nie wiem też, co stało się z jej zwłokami. Teren parowozowni był obstawiony, nie można było poruszać się swobodnie.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Hanny Marii Żarskiej (Szczepańskiej)

[...]  W Pruszkowie zagnali nas na duży ogrodzony teren. Chciałam z matką uciec stamtąd, ale złapał nas Niemiec i zaprowadzili na peron kolejowy. Rozdzielono mnie z matką, ale potem wróciłam do niej. Załadowano nas do krytych, bydlęcych wagonów i wieczorem pociąg ruszył.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Janusza Koska

[...]  Na drugi dzień rano rozpoczęła się selekcja, to znaczy z hali fabrycznej wychodziło się w miejsce, gdzie stało kilku gestapowców. Wśród nich, były tam dwie kobiety w mundurach SS. Skierowywali oni wychodzących na lewą lub na prawą stronę. Ci, którzy przeszli na lewo, według słów sióstr PCK, które zajmowały się nami wieczorem, prawdopodobnie znajdą się w Generalnej Guberni, natomiast ci, którzy byli skierowani na prawo, zostaną wywiezieni na roboty do Niemiec.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Szczęścik-Peruckiej

      Potem byliśmy w Pruszkowie. Tam w Pruszkowie byliśmy podobno dwa dni. Nie pamiętam tego Pruszkowa, ponieważ byłam taka mała. Wszyscy o mnie dbali. Nie pamiętam, żebym była głodna (chociaż z opowiadania mojej mamy i siostry wynika, że ludzie tam byli bardzo głodni). Pamiętam, że zawsze mi jakąś zupę przynieśli.

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Kowalskiej matki miesięcznego Pawła

[...]  U końca tej podróży czekały na nas pociągi, które dowiozły nas do Pruszkowa, gdzie zostaliśmy wchłonięci przez ogromne, puste hale nieczynnej parowozowni. Ludzie mościli sobie posłania ze swoich tobołków, płaszczy lub kładli się i zasypiali na gołym betonie. Nazajutrz Niemcy oddzielali młodych i zdrowych z przeznaczeniem na roboty do Niemiec. Dzieci i starcy mieli być odtransportowani do Starachowic i Częstochowy, gdzie udzielały im pomocy RGO i okoliczni mieszkańcy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Zmarzlika

[...]  Do obozu przejściowego w Pruszkowie zawieźli nas chyba wagonami towarowymi. Tam spędziliśmy kilka dni. Mieliśmy legowiska na ziemi, dostaliśmy trochę słomy w warsztatach kolejowych. Było brudno i panował głód. Niemcy przeprowadzili wstępną selekcję, po której mieli młodych zabrać na roboty do Niemiec.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Władysława Sali

[...]  Przybywszy na teren Wyścigów rozłożyliśmy się na jakichś wielkich łodziach. Chłopcy pytali: „No i co? Przecież nam już zabrali, wydarli jednego z najstarszych". Nie pomogły nasze tłumaczenia. Romek R., chłopiec właściwie debilny, jakby na swe nieszczęście, ubrał się nie wiadomo kiedy w mundur powstańca. I za to odpokutował. Szwaby przyglądali się wnikliwie każdemu z nas. Kiedy na moment odeszli, powiedziałem: „Nie ma innej rady jak tylko ta: Kto ma rozum i nogi silne, ten będzie wiedział, co ma robić w ciągu nocy. Młodsi niechaj trzymają się najstarszych, pojedynczo". Tak zrobił na początek jeden z najmłodszych Janek K., odchodząc z naszym siedemdziesięcioletnim dozorcą Włodzimierzem Żarukiem w ciemną dal, kończącą się później w Wolbromiu.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Marty Gadomskiej-Juskowiak

[...]  Tam był już tłum ludzi. Segregowano mężczyzn i kobiety, dzieci z matkami, tę naszą gosposię, tak jako rodzinę nas potraktowano. Mężczyzn wysłano do tego dolnego kościoła. W kościele spędziliśmy noc, na kamiennej posadzce. Leżeliśmy tam pokotem. Ci, co wcześniej przyszli to jakieś kawałki desek z ławek mieli.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zygmunta Waltera

[...]  Jechaliśmy furmanką żołnierzy Wehrmachtu, którzy dowozili aprowizację do szpitala i na jednym z przejazdów kolejowych zostaliśmy zgarnięci przez gestapo, i wyeksportowani razem z innymi do obozu w Pruszkowie.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Danuty Podruckiej (Pastuszyńskiej-Szpądrowskiej)

         Stojąc w dusznocie, na zwierzęcych odchodach dotarliśmy do Pruszkowa, do jakiejś zajezdni, albo hal remontowych pociągów. W tych olbrzymich halach była masa ludzi, którzy siedzieli albo leżeli na tobołkach rozłożonych na pobrudzonym olejami cemencie.
           Po kilku dniach wypędzili nas krzykiem na plac przed hale. Zaczęli nas sortować na różne grupy [...]

  Więcej ...


 
Relacja Leszka Łachety

[...]  Doszliśmy do kościoła św. Wojciecha na ul. Wolskiej. Przez wąską bramkę z prawej strony weszliśmy na dziedziniec, Niemcy filmowali nas. Tuż za Niemcem z kamerą, odprowadzali mężczyzn pod zachodni mur kościoła od strony ul. Sokołowskiej, resztę osób wpędzali do kościoła. Kościół był przepełniony, same kobiety i dzieci, na zewnątrz było słychać strzały, to rozstrzeliwano naszych mężczyzn. Była rozpacz i straszliwe zmęczenie, ale nie było histerii, nawet małe dzieci nie płakały.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bolesława Oleksiaka

[...]  Około godziny 16-ej dotarliśmy do Dworca Zachodniego. Umieszczono nas w jednym z kilkunastu wagonów pociągu, który wkrótce ruszył w kierunku zachodnim.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jadwigi Sawczuk

[...]  Padał rzęsisty deszcz, wszystkie dzieci i personel były poowijane płaszczami i kocami, co sprawiało wrażenie sporej grupy i pozwalało częściowo ukryć personel, niewspółmiernie liczny w stosunku do małej liczby dzieci, liczył bowiem 15 osób. Jako jedyna osoba w zespole, znająca język niemiecki, otrzymałam polecenie zajęcia miejsca na koźle obok woźnicy, z zadaniem zasięgnięcia od niego informacji, gdzie jedziemy i co dalej? Bawarczyk słuchając o naszych przeżyciach i naszych dzieci, miał łzy w oczach i zaopiekował się nami na tyle, że nie wysadził przed bramą obozu, jak to robili inni, krzyczał do straży, że wiezie chorych i warta otworzyła bramę, a on zawiózł nas przed barak, w którym jak przypuszczam, urzędowała komenda obozu.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wiesława Zorgiera

[...]  Obóz w Pruszkowie jest na ogół lepiej znany, więc ograniczę się tylko do kilku stwierdzeń na ten temat. Warunki były okropne: olbrzymie hale kolejowe, powybijane szyby i przeciągi, betonowa posadzka, niebezpieczne kanały remontowe pełne popiołu i śmieci, głodowe racje obrzydliwej zupy z brukwi lub obierek ziemniaczanych. Każdy starał się urządzić sobie jakieś legowisko. Mnie udało się znaleźć kilka desek, które nakryliśmy zdobycznym kocem. Było twardo, ale cieplej. Byliśmy głodni, ale przy odrobinie sprytu można było zdobyć dwie zupy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Stefana Marczaka

[...]  Po około 40-to kilometrowym marszu straszliwie wyczerpani i zmęczeni weszliśmy około godziny 21.00 do bramy obozu przejściowego w Pruszkowie. Eskorta kolumny, po porozumieniu się z oczekującymi przy bramie żandarmami, zaprowadziła nas w okolice bocznic kolejowych, gdzie rozkazano nam wchodzić do stojących tam wagonów towarowych. Ludzie padali wprost ze zmęczenia. Wagony zapełniły się uciekinierami, którzy siedzieli bądź leżeli - jak kto mógł - na gołej podłodze wagonów. Byliśmy pilnowani w dalszym ciągu przez towarzyszącą nam eskortą. Nie dostaliśmy nic do picia ani jedzenia. Krańcowe wyczerpanie i potrzeba snu wzięły górę nad głodem, pragnieniem, niepewnością i lękiem - ludzie posnęli.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jadwigi Szmidt

[...]  Zapadł jesienny zmierzch, kiedy wsadzono nas do wagonów i przewieziono do obozu przejściowego do Pruszkowa. Zostaliśmy wepchnięci do olbrzymiej hali warsztatów kolejowych, gdzie na kamiennej podłodze i zgniłej słomie leżeli ludzie przygnani tu przed nami. Cały teren obozu został obstawiony przez Niemców. Początkowo nie można było rozróżnić osób, panował niesamowity zaduch, jęk rannych przeplatał się z przekleństwami i modlitwami ludzi. Z urywanych strzępów rozmów zorientowałam się, że rankiem odbędzie się selekcja. Matki z dziećmi i starcy zostaną wywiezieni na teren Generalnej Guberni, pozostali pójdą do obozów pracy lub obozów koncentracyjnych. Jedyną myślą było wydostanie się na wolność i ocalenie życia najbliższych. Zaczęły dziać się dantejskie sceny. Do matek mających dzieci podchodzili ludzie, ofiarowując złoto, dolary za „wypożyczenie" dziecka na moment przejścia przez punkt selekcji. Tej nocy obok nas matce skradziono kilkumiesięczne dziecko, która strudzona zasnęła na chwilę. Była to noc straszna. Czuwaliśmy nasłuchując i strzegąc dzieci, którym mogło zagrażać niebezpieczeństwo porwania.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Teresy Wizy

[...]  Wreszcie dotarliśmy do stajen wyścigowych na Służewcu, w których miało być dla nas pomieszczenie. W momencie naszego przyjścia baraki były puste. Na ziemi znajdowała się rozrzucona obrzydliwa słoma. Nie wyobrażaliśmy sobie, żeby na niej usiąść, więc rozlokowaliśmy się na jakiejś skrzyni, coś w rodzaju żłobu, obok sąsiadów z naszego bloku. Zostawiłam dzieci z rodzicami i poszłam rozejrzeć się, czy nie można by postarać się gdzieś o jedzenie. Stwierdziłam wówczas, że talent przystosowania się do najcięższych warunków miały tylko osoby z ludu. Tacy to sobie najlepiej radzili. Ludzie zaczęli kopać kartofle, porobili doły, w których je piekli albo gotowali zupę. Place między barakami pokryły się masą ognisk i tłumem krzątającej się ludności. Poprzynosili ze sobą zapasy kaszy, słoniny, mąki i przede wszystkim mieli garnki, wyszukiwali też jakieś puszki i blaszanki. Nie miałam żywności, ani nie miałam, w czym gotować. Poprosiłam jakiegoś żołnierza o łopatę i z trudem z twardej udeptanej ziemi wykopałam trochę ziemniaków. Beznadziejnie przedstawiała się sprawa ogniska. Były niezliczone ilości sań, które ludzie rąbali i tym palili, ale sanie mocne, duże, nie wiedziałam jak się do nich zabrać. W końcu żołnierz pożyczył mi młot, którym rozbiłam parę kawałków drzewa i rozpaliłam ognisko, ugotowałam w małym garnuszku trochę kartoflanki, której po kubeczku wystarczyło dla dzieci. Spędziliśmy noc o głodzie.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Pawła Ambrożewicza

[...]  Znaleźliśmy się na placu przed budynkiem, który wtedy określano jako halę nr 1. Zatrzymaliśmy się na jakimś wolnym miejscu obok innych rozmieszczonych grup ludzi. W pewnej chwili zjawił się jakiś umundurowany Niemiec, prawdopodobnie oficer, który ogłosił, że młodzi i zdrowi powinni pójść do hali nr 2. Usłyszawszy ten komunikat podnieśliśmy się i w trójkę zaczęliśmy się przemieszczać we wskazanym kierunku. Po kilkunastu metrach, czy trochę później, natknęliśmy się na grupę osób, które były w ekipie Czerwonego Krzyża. Matka zapytała ich, jak trafić do zleconego nam miejsca. Ludzie ci dość stanowczo zareagowali w duchu: „Co robocie! - Tu idziecie na wolność!" i zawrócili nas pod poprzednio sąsiadujący z placykiem budynek. Umieściliśmy się znowu pod gołym niebem i stosunkowo niedaleko od stojącej opodal latryny. Wnętrze zadaszonej hali było tak wypełnione, że miejsca dla nas nie można było już znaleźć. Koczowaliśmy na naszych sankach.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Kusińskiej (Śpiewak)

[...]  Kiedy zajechaliśmy do Pruszkowa wygoniono nas z wagonów i zaraz skierowano w stronę fabrycznych hal. Panował straszny smród i brud. Ludzie leżeli na gołej ziemi. Siostry rozdawały zupę, ale trzeba było mieć naczynie, aby ją dostać. Nie wiem, skąd tata przyniósł puszkę z porcją zupy. Byłam już wtedy chora, rodzice wlewali mi ją do ust. Tam właśnie pod ścianą hali zobaczyłam leżącą staruszkę. Jakaś młoda kobieta podawała jej do picia zupę, nalaną do damskiego trzewika.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Michaliny Walter-Horst

[...]  Usiedliśmy gdzieś pod jakimś filarem czy słupem, a ja patrzę - nie ma naszej babki. Tłum ludzi nieprzebrany. Myślę sobie, jak ja się pokażę rodzinie bez naszej babki, która była głową całego rodu, wielkiej indywidualności człowiek.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Janiny Loth-Borkowskiej

W Ursusie spędziliśmy chyba dwa dni. Z Ursusa wywieźli nas 5 października. Czyli w Ursusie była pani z rodziną na terenie takiego mniejszego obozu przejściowego?            Tak. Na tym dokumencie [Arbeitskarte] jest napisane, że zostałyśmy wywiezione 5 października.   Wsadzili nas do bydlęcych wagonów i pojechaliśmy. Póki jechaliśmy przez tereny Generalnej Guberni, kolejarze [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wojciecha Prośniewskiego

        Wreszcie Pruszków. Durchgansglager 121. Znowu stajemy się  popędzanym bydłem. Schneller, polnische schweine, weite! Wganiają nasz transport do ogromnej hali. Na ścianach popisane nazwiska i informacje o tych, którzy już tu byli przed nami. Goły beton będzie naszym łóżkiem. Mama szykuje dla mnie legowisko. Po tym zapaleniu stawów beton byłby zabójczy, a nie wiemy, jak [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krystyny Łopatek z d. Gieysztor

[...]  Wpędzili nas do kościoła św. Wojciecha z wysoką wieżą. Tam się mrok zrobił. Jak myśmy dochodzili do tego kościoła, to na Woli dogasały różne pożary. Pamiętam, że ludzie w tej kolumnie mówili: „o Boże, to idziemy na Wolę, a tam palą ludzi". Nie wiedziałam, co to znaczy? Dlaczego palą? Ktoś mówił, że Niemcy rozstrzeliwali ludzi na Woli, że idziemy w złym kierunku, bo tam nic nas dobrego nie spotka. Tak między sobą ludzie opowiadali. Ja byłam potwornie zmęczona i miałam chyba bardzo silną gorączkę. Doszliśmy do tego kościoła. W kościele pełno ludzi, wszystkie ławki, konfesjonały zajęte, a nawet pod ścianami na podłodze było to samo. Myślę sobie, Boże mój, nie ma, gdzie usiąść, a ja już nie mogę, lecę z nóg. Tak przechodziłam koło ławek takich dużych, co stały jedna za drugą i patrzę, że w jednej z nich jest jakoś tak luźniej. Niewiele nawet myśląc, że mi się to uda, bo przecież tylu ludzi leży na podłodze, podchodzę do tej ławki i mówię: „może by się Pani trochę posunęła, bo ja jestem tak strasznie zmęczona" i na to słyszę: „Jezus, Mario, przecież to Krysia!". A to była bratowa mojej mamy z Żoliborza.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Nony Łyżwańskiej

[...]  Poszłam do komendanta obozu. Wtedy komendantura skupiała się w ręku esesmanów. Jeszcze nie był wyznaczony z Wehrmachtu, późniejszy kierownik obozu, a byli tylko esesowcy Diehl i Wiedke, którzy w zielonym wagoniku urzędowali i stamtąd właściwie decydowali. Później przyszli lekarze; doktor König niemiecki lekarz i na „dwójce" zorganizowany był szpitalik. Ja skoncentrowałam uwagę swoją i personelu przede wszystkim na halę numer 1, gdzie się umieszczało małe dzieci, kobiety z dziećmi, chorych i starców. Za pozwoleniem Niemców poszliśmy do Ośrodka Zdrowia, nagotowaliśmy mleka i kleiku w kubłach. Wzięliśmy od zaprzyjaźnionych piekarzy bardzo dużo bułek i przynieśliśmy. Pierwsze, co zaczęliśmy robić, to opatrunki na pokaleczone strasznie nogi i rozdawać jedzenie, ale to jeszcze nie było zorganizowane, dość chaotyczne. Stopniowo później w dalszym biegu, jak już szły inne dzielnice i wtedy, kiedy już kierownictwo obozu objął Wehrmacht, porozumiałam się z komendantem obozu i za jego zgodą i pozwoleniem i przydzieleniem nawet specjalnie żołnierzy, postawiliśmy podręczną kuchenkę. Była zorganizowana kuchnia obozowa, dość duża dla personelu i dla ludzi, którzy czekali na transport i na podziały. Ale ja oprócz tego zrobiłam oddzielną kuchenkę na terenie samego obozu tylko na gotowanie kleików i mleka dla dzieci, starców i chorych. To była duża pomoc dla tych ludzi i nasz personel z ośrodka porozdawał, poroznosił, gdzie mógł, docierał; bardzo dużo ludzi stamtąd przychodziło, tylko najgorzej było, w co to wlewać. Jakieś były blaszki, kubki, jakieś czerepy, straszne to było. Stopniowo potem myśmy to zorganizowali. Ludzie ofiarnie przynosili bardzo dużo rzeczy. W ten sposób zaczęła się nasza działalność, pół charytatywna właściwie, nie tyle lecznicza, czy raczej charytatywna. Ale jednocześnie zastanawialiśmy się, co robić z dziećmi zgubionymi, opuszczonymi, które się plątały i nie mogły znaleźć ani rodziców ani opiekunów, w ogóle w tym strasznym tumulcie zagubiły się. Nawet z nieco późniejszych dzielnic, kiedy już było nie tak okrutnie jak na Woli. Bardzo okrutna była Wola i Starówka i wtedy ja postanowiłam coś z tym dziećmi zrobić, jakoś się trzeba było nimi zająć. Nie mogą tak jak bezpańskie psy latać po obozie. Wtedy za zgodą Zarządu Miasta Pruszkowa, na górze nad Ośrodkiem Zdrowia, opróżniliśmy trzy pokoje i zrobiliśmy prowizoryczny tak jakby żłobek, przedszkole i tam doprowadzaliśmy dzieci zagubione.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Julii Tazbir z d. Ehrenfeucht

[...]  Potem pojechaliśmy do Pruszkowa. A jechaliście do Pruszkowa pociągiem towarowym, czy to był taki elektryczny? To był elektryczny pociąg, może częściowo był skład towarowy, ale w każdym razie pamiętam jakiś kombinowany. Myśmy trafili do normalnego wagonu normalnego i po czym mama nadała karteczkę do wuja w Tworkach, że jesteśmy i jedziemy. Wuj przez swojego Niemca dyrektora załatwił nam zwolnienie. A byliście już wtedy w Pruszkowie? Myśmy tam jedną noc przebyli.  [...]

  Więcej ...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten