Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Andrzeja Garlickiego


foto

       Tam nas załadowali w jakieś wagony. Nie pamiętam tych wagonów, ale musiały to być chyba towarowe. I zawieźli do Pruszkowa, do tego obozu. Pamiętam te hale, takie wielkie, zatłoczone, z betonową posadzką i z jakąś słomą rozrzuconą. Znaleźliśmy kawałeczek miejsca i tam żeśmy siedzieli.
     I wtedy postanowiłem zrobić przegląd moich skarbów. Więc otworzyłem swój chlebak i zacząłem wyjmować te wszystkie naboje, niewypały, które miałem pozbierane. Mało mnie tam nie zlinczowali ci ludzie. Dzisiaj to rozumiem, bo rzeczywiście, jakby tam Niemcy wpadli i znaleźli te naboje, to była duża szansa, że nas wszystkich rozstrzelają - bo nie wytłumaczy się, że to jakiś głupi gówniarz. I nie tylko, że mi zabrali te naboje, ale trzeba było się ich pozbyć. Więc wrzucili je w jakiś ściek kanalizacyjny. Krzyczeli na mnie... Byłem tam dosyć niepopularny.
     Inne fragmenty mojej pamięci z Pruszkowa to są takie, że po pierwsze - dali nam chleb, któregośmy od dosyć dawna nie widzieli, i ten chleb był dobry; to był chleb dawany nie przez Niemców, tylko przez RGO, przywozili go z wozów... Dali nam też coś gorącego, ale nie pamiętam, co to było - czy zupa, czy herbata, czy coś innego. W każdym razie pamiętam, żeśmy się najedli.  Do dzisiaj pamiętam, że ten chleb był taki chrupiący, miał chrupiącą skórkę, świeży - bez żadnej omasty oczywiście, ale bardzo dobry.
     Trzymali nas tam jeszcze jeden czy dwa dni i potem doprowadzili nas do peronów kolejowych, na których dokonywana była selekcja. Bardzo zresztą powierzchowna - to znaczy wyciągali wszystkie osoby, które ich zdaniem nadawały się do pracy w Niemczech: młodych mężczyzn - tych było niewielu, bo na ogół wyszli z oddziałami akowskimi - i młode kobiety, bezdzietne. Ja jako dziecko byłem bardzo cenny - moja mama bez żadnych problemów się wybroniła. Ale moja ciotka, która była samotną osobą, a miała wtedy koło czterdziestki, koło pięćdziesiątki... Ona była wysportowana, przed wojną pływała na łodziach, tak, że się nadawała na te roboty bardzo dobrze i ją wzięli do tej drugiej grupy. I pamiętam, że wtedy babcia czy dziadek, przy pomocy jakiejś biżuterii, którą mieli, wykupili ją od Niemców. Bo ci Niemcy byli dosyć zdemoralizowani.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten