Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Roboty przymusowe


 Wstecz...


foto
 
Relacja Jerzego Zenona Zenowicza

[...]  [...] Z Powstania Warszawskiego wyszedłem wraz z rodzicami 1 X 1944 r., gdzie pieszo kierowano nas w kierunku dworca zachodniego, stamtąd przewieziono nas towarniakiem do Ursusa, a potem pieszo do Pruszkowa, z Pruszkowa przewieziono nas do Breslau Bürgwaide, stamtąd do Breslau Nikolaito - Wrocław Mikołajów do zakładów kolejowych "Lichman Hofman Werke A.G.". W Niemczech pracowałem w transporcie, rozwoziliśmy kawy, zupy, w kaniach, dla innych Polaków, zatrudnionych przy różnych robotach. Razu jednego poszedłem na dworzec główny we Wrocławiu wymienić krakowskie pieniądze na marki niemieckie, które wymieniłem. Gdy odszedłem od kantoru, podszedł do mnie jeden z cywilów niemieckich i zażądał "Ausweis", miałem legity[mację] szkolną i tak zostałem aresztowany w dn. 16 X 1944 r.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Paszkowskiej

[...]  W Pruszkowie wtłoczyli nas do wagonów bydlęcych i zaplombowali, a następnie wieźli kilka dni do Niemiec, do obozu przejściowego w Bittenheimie, w którym przechodziliśmy miesięczną kwarantannę. Następnie po podzieleniu nas na grupy, naszą grupę wywieźli do Stuttgartu. Po przyjeździe do Stuttgartu odbył się swoisty targ niewolników, z obmacywaniem, poklepywaniem i zaglądaniem w zęby. Oględzin tego rodzaju dokonali dyrektorzy przedsiębiorstw w asyście gestapowców.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Włodzimierza Antosiewicza

[...]  Po trzech dniach pociągiem z krytych wagonów kolejowych, po 100 osób w wagonie, przewiezieni zostaliśmy do Stargardu Szczecińskiego, gdzie po paru dniach pobytu w obozie obsadzonym przez Ukraińców skierowani zostaliśmy z ojcem do pracy, ja do bauera, ojciec do zakładu energetycznego.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Małgorzty Stępińskiej-Winckler

[...]  W końcu po trzech dniach jazdy (m. in. przez Drezno i Lipsk) wyładowano nas na dworcu w Chemnitz, gdzie znajdował się obóz przejściowy. Najpierw rozlokowano nas w tzw. części brudnej, w barakach z trzypiętrowych pryczami. Po mniej więcej tygodniu, rozebrani do naga przeszliśmy kontrolę włosów, kąpiel pod prysznicami (leciała albo zimna albo bardzo gorąca woda). Ubrania zabrano do komór dezynfekcyjnych. Wszystko to było bardzo upokarzające. Z łaźni przeszliśmy na "stronę czystą". A na tej stronie roiło się od pluskiew.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Zbigniewskiego

[...]  Trafiłem do względnie niedużej grupy samych mężczyzn stanowiących uzupełnienie - jak się później okazało - siły roboczej istniejącego na ulicy Sokołowskiej obozu przymusowej pracy. Obóz ten znajdował się na tyłach kościoła świętego Wojciecha w niewykończonych budynkach.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Stanisława Korytowskiego

[...]  Kolumnę naszą zaprowadzono do obozu koło cukrowni. Tak jak w Pruszkowie, niesamowity tłok i bałagan. Pajdy chleba rzucane są w tłum, a do kuchni polowej, po zupę czy kawę, były potrzebne silne ramiona. Tak wyglądała organizacja wydawania posiłków. Zapada zmrok. Wszyscy do baraków! Kto będzie na zewnątrz zostanie zastrzelony! Tak brzmi rozkaz komendy obozu. Strzały na postrach. W barakach ścisk. Ludzie siedzą w kucki na betonowej posadzce.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kołodziejskiej-Jedynak

[...]  Dowieziono nas do Wrocławia - pięknego miasta, to wszyscy mogą potwierdzić, i ci z Niemców, którzy tam mieszkali poprzednio, i Polacy - no i tam przeżyłam szok, to pamiętam dokładnie... Tych takich strasznie brudnych, wymęczonych ludzi, niedomytych, głodnych, pędzono nas, jeszcze nie wiedzieliśmy gdzie - dopiero później się dowiedziałam, że na bardzo historyczne miejsce, czyli na tak zwane Psie Pole. Tam był obóz przejściowy, co zresztą w moich dokumentach jest uwidocznione. I na ulicy...  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Włodzimierza Szurmaka

[...]  Rankiem pociąg zatrzymał się, otwarto drzwi i zobaczyłem, że jesteśmy na stacji w mieście Olsen (obecnie Oleśnica koło Wrocławia). Tam wypędzono nas z pociągu, następnie rozdzielono mężczyzn od kobiet i dzieci. Kobiety i dzieci pozostawiono na stacji, mężczyzn zaś załadowano do wagonów i powieziono dalej, jak się później okazało, do Wrocławia. Mnie pozostawiono razem z matką. Zaprowadzono nas do miasta, do jakiejś fabryki. Tam urządzono nam kąpiel, a następnie nakarmiono nas. Wieczorem wsadzono nas do pociągu i zawieziono do Nomslau (obecnie Namysłów), gdzie osadzono nas w fabryce suszonych kartofli tuż koło torów kolejowych, w szopie wypełnionej matami słomianymi, które zimą służyły do okrywania kartofli czekających na przerób. W fabryce tej siedzieliśmy z matką oraz innymi kobietami i dziećmi - razem około sto osób - około dwóch tygodni. Raz dziennie dostawaliśmy rozgotowaną marchew lub brukiew w wodzie. Codziennie przed południem wypędzano nas na plac przed szopą, ustawiano po obu stronach drogi, którą przechadzali się okoliczni bauerzy i wybierali sobie ludzi do pracy. Przypominało to żywcem handel niewolnikami.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Stępień

[...]  Wszyscy zwerbowani pojechali do Insbrucka. Na miejscu byliśmy już w październiku. W dowodzie pracy nr 61 (Deutsche Reichsbahn, Dienstausweis nr 61) widnieje data 13 października 1944. Zakwaterowano nas na terenie dworca w obszernym murowanym baraku z piętrowymi pryczami jak w Dachau. Budynek nasz usytuowany był pomiędzy dwoma piętrowymi domami zamieszkałymi przez kolejarskie rodziny austriackie, w pobliżu kantyny. Ze wszystkich stron otaczały nas tory kolejowe i stojące wagony towarowe, osobowe i cysterny. Nie było nas więcej jak 30 osób - kobiety, mężczyźni, młodzież, dzieci.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Grażyny Doroty Duchniak

[...]  Wprowadzono nas do jakiegoś baraku, kazano nam się rozebrać i takim pustym korytarzem kobiety z dziećmi obojga płci zaprowadzono do łaźni. I pamiętam, że kobiety, nasze matki, zaczęły krzyczeć, że to nie leci gaz, tylko prawdziwa woda. Przytulały nas wszystkie do siebie i krzyczały, że to woda, to nie gaz. I ten krzyk był, o ile ja pamiętam, bardzo emocjonalny. Nie rozumiałam tej sytuacji... Natomiast zapamiętałam, że to nie był gaz i że to naprawdę woda.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jerzego Uldanowicza

[...]  O świcie dnia 9 października pociąg zatrzymał się w pewnej odległości od obozu przejściowego w Burgweide pod Wrocławiem (obecnie są to Sołtysowice i Polanowice, należące do dzielnicy Psie Pole we Wrocławiu). Urzędowa nazwa obozu brzmiała: "Durchgangslager des Gauarbeitsamts Niederschlesien Burgweide".  [...]

  Więcej ...


 
Barbara Rybeczko-Tarnowiecka

[...]  Pod wieczór z Dworca Zachodniego zostaliśmy wywiezieni do Pruszkowa. Niektórzy uciekali z pociągu, ale na ogół były to próby nieudane. Oddzielono mnie od mamy i siostry - jednak rano przekradłam się pod drutami i znowu byłyśmy razem. Po dwóch dniach wywieźli nas bydlęcymi wagonami (zamkniętymi!) do Niemiec poprzez Breslau, Erfurt, Jenę do Tautenburga (Turyngia). Ja i moja ciotka Helena (lat 23) znalazłyśmy się w Gasthausie Frau Petzhold.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Witolda Jerzego Niewiadomskiego

[...]  Po trzech dniach podstawiono wagony towarowe. Selekcja. Ja z "Topaczem" i dwiema siostrami "Placka" do Niemiec, "Placek" z mamą, gdzieś w Kieleckie. Załadowali nas do pociągu po sześćdziesięciu, osiemdziesięciu łebków do wagonu i w drogę. Tylko raz wypuścili nas na jakiejś stacji. Dali trochę cienkiej zupki, można było skorzystać z latryny. Jechaliśmy trzy dni na zachód. W nocy pociąg zatrzymał się na jakiejś stacji. Wyły syreny, gdzieś z daleka dochodziło dudnienie, nagle błyski rozdzielały nocne niebo. Bombardowanie.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Stanisława Milewskiego

[...]  Ponownie zostałem zatrzymany przez patrol hitlerowski w Grodzisku i z Pruszkowa wywieziony 29 września 1944 r. do obozu w Scheidemuhl (Piła). Przechodziłem przez miasto jako ostatni w grupie. Na ulicę wybiegły matki - Niemki z dziećmi na rękach. Wykrzykiwały przekleństwa pod naszym adresem. Jedna z matek z dwojgiem dzieci na rękach wrzasnęła w moim kierunku: "taki młody, a już bandyta..." i splunęła mi prosto w twarz. Przeżyłem to bardzo, zastanawiając się nad siłą nienawiść - chyba gdzie indziej niespotykanej...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Napiórkowskiej-Jarzębowskiej

[...]  W obozie tym więziono jeńców wojennych z Francji (sami mężczyźni) oraz cywilów z Francji (też tylko mężczyźni) Polski i ZSRR - mężczyźni, kobiety i dzieci w różnym wieku. Przed wojną była tu prywatna "Fabryka Celulozy i Papieru Ewald Schoeller i Spółka". Ta nazwa i rzekomo profil produkcji pozostały bez zmian - tylko pracownicy się zmienili. Fabryka pracowała na rzecz machiny wojennej Niemiec. Ja miałam wtedy 13 lat. Pracowałam ponad siły w fabryce, w kuchni, a następnie polecono mi prowadzić "przedszkole" dla dzieci poniżej 9 lat. "Dostałam salę" w baraku, z dwoma stołami, długimi ławami i po 1 kromce chleba z "dżemem" oraz po kubku mleka dla każdego dziecka - było ich około 30.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Eulalii Matusiak-Rudak

[...]  W Blankenburgu umieszczono nas na stałe. To był międzynarodowy obóz. Byli tam Francuzi, Włosi. Nas pędzono do pracy, do Berlina, ja też poszłam, bo od 10 roku życia trzeba było pracować. W Berlinie, na którejś ulicy postawiono mnie do budowania barykady. Czy wie pan jak ja to przeżyłam? Ja, dziewczyna z Powstania Warszawskiego, ja mam budować barykady w Berlinie?! To było co innego niż myśmy robili, u nas było znoszenie wszystkiego co się dało, tutaj była taka kratownica z szyn i w to się wsypywało gruz.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Aleksandry Diermajer-Sękowskiej

[...]  Zostałam wywieziona na roboty w góry Hartzu. Pierwsza grupa została wywieziona na odgruzowywanie Hannoveru, tam było bardzo ciężko i bardzo niebezpiecznie. Wiadomo było, mówiło się o tym i to się spełniło, że następna grupa wyjeżdża w góry Hartz do gospodarstwa rolnego. Powiedziano, że ma być nas 40 i mamy się same dobrać. Dobrałyśmy się całą tą drużyną z kompanii porucznika "Zaręby" ze Szpitalnej, z którą poszłyśmy do niewoli.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krzysztofa Radlicza

[...]  Przyszło kilku Niemców, którzy potrzebowali odpowiednich ludzi do fabryk. Nas wziął właściciel cukrowni w Volmirsted, koło Hamburga. Wsiedliśmy do wagonów bydlęcych, tam było około 40-50 osób, głównie kobiet i kilku chłopców, wśród nich ja oraz Cezary Różycki, który później był profesorem chemii na Politechnice Warszawskiej. Po dwóch dniach stwierdzili w Volmirsted, że jesteśmy zbędni, w związku z tym przewieziono nas do Arbeitsamtu, do Gisfen. Stamtąd wziął nas taki pracownik administracyjny fabryki samolotów w Stassfurt Leopoldshalle, pan Bostek, bardzo sympatyczny człowiek, który świetnie mówił po polsku. Stamtąd pojechaliśmy już normalnym pociągiem osobowym.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Henryka Piotrowskiego

[...]  We Frankfurcie nad Odrą podzielono nas na poszczególne małe grupy, i rozwieziono do poszczególnych pułków niemieckich. Wojsk niemieckich były tu niezliczone ilości i różne formacje. Tu wzdłuż Odry, między Frankfurtem a Guben, budowano potworną linię obronną. Budowano bunkry, robiono wykopy kryte i odsłonięte ustawiano i maskowano armaty. Na wszystkich szosach robiono zapory. Do tych prac używano nas, oczywiście przy boku grup niemieckich żołnierzy. Każdy Niemiec nawet rekrut 16-letni mógł Polaka zabić, spoliczkować, skopać, a nawet powiesić, nie ponosząc za taki czyn żadnej odpowiedzialności.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Mirosławy Grabowskiej (Gelber-Olszowej)

[...]  Raz w tygodniu - w sobotę dostawałyśmy prowiant na cały tydzień. Same wspaniałości. Na nas trzy bochenek i trzy ćwiartki chleba, 0,5 ćwiartki margaryny, ze 20 dkg dżemu, 15 dkg cukru w papierku i trzy maleńkie serki topione. Prowiant ten miał wystarczyć na siedem śniadań i kolacji dla trzech osób, bo do tego dostawałyśmy już tylko gorącą kawę zbożową.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Cecylii Krajewskiej

[...]  W ciągu dnia przyjechało wielu bauerów, którzy przyglądając się uważnie, wybierali sobie ludzi do pracy. Przede wszystkim odeszli mężczyźni. Każdy omijał nas z daleka. Nasz mizerny wygląd nie dawał gwarancji dobrej roboty w polu. Nikt nie chciał ryzykować, zwłaszcza, że musiał jeszcze zapłacić za nas pewną sumę marek. Następnego dnia odjechała reszta, trzecią noc przespałyśmy same. Polacy pracujący w tym mieście przychodzili do nas z chlebem i jak długo mogli rozmawiali z nami przed domem. Po nas nikt nie przyjeżdżał. Wreszcie jakiś zapóźniony bauer musiał nas "kupić", bo innego "towaru" już nie było. Zabierając swoje węzełki wsiadłyśmy na furę. Już w chwilę później Niemiec pytał: "Czy to ostatni bandyci z Warszawy?". Najstarsza siostra gwałtownie zareagowała: "Nie bandyci, ale Polacy". Wieś nazywała się Grenz.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Teresy Różyckiej

[...]  18 IX piątek. Dopiero o 12.00 w nocy z chorą Marysią, z tłumokami, wysiadłyśmy. Było to na stacji w Kreisenen. Zaprowadzili nas do jakiegoś kina, tam spałyśmy. Rano dostałyśmy upragnione mleko i chleb. Na rynku miasta Kreisenen posadzili nas gromadami i bauerzy wybierali jak niewolników kobiety umiejące doić krowy, lub wyglądające na silne, lub z małą ilością dzieci. Do nas podszedł jeden, długo się zastanawiał, ale siostra była chora miała silną gorączkę (dyfteryt!), więc zrezygnował. Kiedy targ niewolnikami został skończony, zaprowadzono nas znowu do pociągu. Tak przyjechałyśmy do Holzminden, gdzie moja mama i siostra zostały przydzielone do pracy w fabryce sklejki, a ja z dziećmi pozostawałam w baraku. Pierwszą rzeczą, jaką moja mama zrobiła, to było wysłanie kilku listów do rodziny i przyjaciół.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Olk Wieczorek

      Nas zawieźli do Meikinzburg - Lager. U jednej bauerki kazali kopać kartofle rękami, bo nie miała maszyn, ani motyk. Dali bruzdę jednej osobie i dziecku. Na tym polu leżały kawały gnoju. Po kilku dniach zaczęły mi ropieć paznokcie i zrobiły się krosty do łokcia. Tłumaczka niemiecka zawiozła mnie do szpitala, tam dali leki i pomału się wyleczyłam. Chodziliśmy zbierać [...]

  Więcej ...


 
Relacja Sylwestra Rzaczykiewicza

[...]  Na postojach można było na chwilę wysiąść z wagonu, ale byliśmy mocno pilnowani. W końcu dojechaliśmy do Breslau (Wrocław). Tam dano nam trochę jedzenia i staliśmy 2 doby w kolejce do "mykwy" i odwszalni. Następnie załadowano nas do pociągu osobowego, a ponieważ było nas kilkaset osób, więc było niezmiernie ciasno i znów jechaliśmy 2 doby. Okazało się, że dojechaliśmy za Berlin do miejscowości Falkensein za Spandau. Zapędzono nas do olbrzymiego obozu międzynarodowego. Był to obóz pracy. Tam znajdowali się ludzie z całej podbitej Europy. Był to obóz głównie kolejarzy, którzy obsługiwali Berlin i okolice, ponieważ wszyscy Niemcy walczyli na froncie. Mieszkaliśmy w wielkich salach w byłych koszarach wojskowych, po kilkadziesiąt osób w jednej sali z piętrowymi łóżkami.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Danuty Pdruckiej (Pastuszyńskiej-Szpądrowskiej)

Kiedy zbliżał się front, słychać było odgłosy armat. Po więźniów zaczęli przyjeżdżać niemieccy gospodarze. Nas i jeszcze drugą rodzinę wywieziono do gospodarstwa oddalonego rzekomo o 500 m od morza.

  Więcej ...


foto
 
Relacja Blandyny Surmiak (Lewińskiej)

[...]  Rano ustawiono nas w dwa szeregi i zaprowadzono do fabryki (otrzymałam znaczek z numerem 5919), w której początkowo w ciągu dwunastu godzin dziennie z półgodzinna przerwą na obiad ładowałam skrzynie na samochody. Skrzynie były tak ciężkie, że nie byłam w stanie ich podnosić i ładować na samochody.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Janiny Loth-Borkowskiej

Zawieźli nas do Wrocławia, a stamtąd taką ciuchcią pojechaliśmy do Sulau koło Milicza. To był olbrzymi piękny majątek z pięknym parkiem. Tam była zbudowana taka chatka pustelnika i tam siedział taki pustelnik podparty nad wielką księgą. Park był przepiękny. Kobiety były zakwaterowane w owczarni (oczywiście śladu po owcach nie było), a mężczyźni w cegielni. Kiedy przyjechaliśmy, [...]

  Więcej ...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten