Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Andrzeja Janowskiego


foto

     I pamiętam w Pruszkowie latryny, bo musiałem często chodzić - były wykopane doły, a na tym położone były podkłady kolejowe i tak się korzystało, że się kucało na tych podkładach.
     Obóz to była hala, wielka hala - tam jakieś resztki słomy czy czegoś takiego, pełno ludzi... Ale w tej masie ludzi spotkaliśmy naszych sąsiadów z Noakowskiego i mojego rówieśnika, z którym przeżyłem całe Powstanie, i z którym zresztą po wojnie też mieszkaliśmy po sąsiedzku, drzwi w drzwi.
     No i dalej - selekcja w Pruszkowie. Ojciec i stryj, ponieważ pochodzili z Krakowskiego, z zaboru austriackiego, doskonale znali język niemiecki, więc udało im się Niemców przy selekcji przekonać, zagadać, tak że nas nie rozdzielili. I ta kuzynka, stryjeczna siostra, która wtedy była młodą dziewczyną i mogli ją zabrać na roboty, też została z nami. Trafiliśmy do transportu - załadowali nas do węglarek, do tych otwartych wagonów.
      Jeszcze pamiętam taki moment, że kiedy szliśmy do tego transportu i jak byliśmy już w wagonach - tylko nie wiem, kto to był - dawali mleko skondensowane w puszkach, dla dzieci. A moja siostra miała niecałe 2 miesiące, brat miał 5 lat, ja 8 - i dostaliśmy wtedy to mleko. Siostra się urodziła 7 sierpnia, właśnie na Noakowskiego. Jeść nie było co, bo przecież mleka nie było, mama nie miała pokarmu.
I jak siostrę udało się jako niemowlę wykarmić?
    
Ano - przeżyła. Tak się dobrze składało, że mieliśmy zapasy. Ojciec był przewidujący. Suchary, suszony chleb - oj, to chyba mieliśmy ze dwa worki tego chleba nasuszonego - poza tym mieliśmy worek mąki i worek grochu, i dość sporo topionego masła. Ponieważ stryj, który wtedy był u nas, w czasie okupacji pracował w starostwie w Radzyniu Podlaskim - i tam, jak załatwiał rolnikom jakieś sprawy pozytywnie, to mu przynosili żywność i on ją przysyłał nam. Dość sporo. Groch pamiętam i myślałem, że już do końca życia tego grochu nie wezmę do ust - ponieważ albo była grochówka, albo był groch. Przez całe Powstanie. Rzadko tylko, jak powstańcy zdobyli jakiś magazyn, to dawali coś innego. No, ale siostra na tej mące, na tej papce, jakoś wyżyła. I zdrowa była, nic jej nie było, nie chorowała. Jakoś udało się właśnie na tym - o mleku nie było mowy...

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten