Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Elżbiety Massalskiej


     W dniu 2 września 1944 r. zostałyśmy wyprowadzone z ulicy Kapucyńskiej, z domu pod nr 15/17, gdzie mieszkałyśmy, i w którego piwnicach przebyłyśmy Powstanie. Miałam wtedy 14 lat. Zabrałyśmy ze sobą podręczny bagaż i ukochanego psa, suczkę rasy szkocki terier. Wyjść kazali nam "własowcy". Ponieważ krążyły pogłoski o tym, że zabijają oni psy, naszą "Bombkę" niosłam na rękach. "Własowcy" nie zainteresowali się psem, jedynie moim pierścionkiem i zegarkiem, które oczywiście zabrali. Poprowadzono nas ulicą Daniłowiczowską (z Kapucyńskiej było przejście przez bramę jednego z domów, wprost na ulicę Daniłowiczowską), koło spalonych ruin pałacu Blanka na plac Teatralny. Zgromadzony był już tam tłum ludzi, koczujący przy swoich tobołkach. Ze ściśniętym sercem patrzyliśmy na spalone i zburzone budynki kościoła Sakramentek, Ratusza, oraz Teatru Wielkiego. Nad Warszawą unosiła się chmura dymu. Widzieliśmy bombardowanie Śródmieścia - doskonale widać było, jak z bombowców spadają bomby, wyglądające jak cygara. Najpierw leciały poziomo, po chwili przybierały kierunek pionowy. Ich spadaniu towarzyszył huk wybuchów, nowa chmura dymu i pyłu. Patrzyłyśmy na to ze zgrozą - tam w Śródmieściu była moja siostra i wiele osób z dalszej rodziny.
     Po pewnym czasie popędzono nas na Wolę. Szliśmy wolno, w ogromnym tłumie, jakby w tunelu palących się domów, często przystając. Niewiele zapamiętałam z tego upiornego marszu, zajęta pilnowaniem naszej psiny. Spotkałyśmy znajomą rodzinę, mieszkającą przy ul. Długiej i szliśmy razem.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten