Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Elżbiety Massalskiej


     Kiedy wróciłyśmy po wojnie i zamieszkałyśmy u mojej ciotki na Pradze, jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobiłam, była próba odszukania psa. Pojechałam do Pruszkowa i poszłam pod adres podany wówczas przez sanitariuszkę. Ulica taka była, ale adresu takiego nie było. Działka była niezabudowana. Poszła do sąsiednich domów - nikt nigdy nie słyszał o takiej pani, nikt nie widział takiego psa, żadna sanitariuszka pracująca w obozie w Pruszkowie tutaj nie mieszkała. Okazało się, że ta Polka ograbiła nas z naszego ukochanego psa chyba tylko dla tego, że był rasowym okazem.
     Na szczęście wtedy jadąc w nieznane o tym nie wiedziałam - nawet gdybym wiedziała, że psa nie odzyskam, cieszyłabym się, że na pewno ma lepszy los niż gdyby był z nami. [...]
     W dniu 30 maja 1945 r. władze radzieckie zorganizowały pierwszy transport powrotny do Polski, w tym jeden wagon Czerwonego Krzyża, w którym myśmy jechały razem z innymi współtowarzyszkami ze szpitala. Wiele z nich wracało z dziećmi, urodzonymi w Niemczech. Wagon był bydlęcy, ale miałyśmy dużo luzu, ławki i słomę na podłodze. Jechałyśmy dość wygodnie.
     Po trzech dobach dojechaliśmy do Stargardu Szczecińskiego. Pociąg nie szedł dalej. Musiałyśmy wysiąść i czekać na pociąg z centralnej Polski, który miał przyjść nie wiadomo tylko, kiedy. Miasto było opustoszałe, w ruinie. Po ulicach walały się ogromne ilości papierów, wirujących w podmuchach wiatru. Na terenach dookoła dworca koczowały setki ludzi. Myśmy się też rozłożyli obozem na ziemi, rozpaliliśmy ognisko i gotowaliśmy zupę w dużym kotle, zabranym z Güstrowu.
     Pociąg osobowy przyjechał po nas następnego dnia. Po szturmie do wagonów okazało się, że miejsca jest dosyć i zupełnie wygodnie, siedząc na ławkach w "normalnych" wagonach przyjechaliśmy do Warszawy na Dworzec Zachodni. Był 4 czerwca 1945 roku. Rikszą pojechałyśmy na Saską Kępę, przez most pontonowy do brata matki. Jego domek był częściowo zburzony, ale on sam i jego rodzina przeżyli Powstanie i mieszkali w ocalałej części domu. Nie mieli o nas żadnych wiadomości i przypuszczali, że zginęłyśmy w Powstaniu. Jedynie wiedzieli o losie mojej siostry Barbary - wyszła z Armią Krajową po upadku Powstania do stalagu w Niemczech. Właśnie dowiedzieli się o tym, że żyje, z komunikatu Czerwonego Krzyża, ogłoszonego w radio. Była to dla nas pierwsza o niej wiadomość.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten