Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search Szukaj na www
Wyszukaj artykuły na www zawierające poniższe słowa
 

Powrót do domu


 Wstecz...


foto
 
Relacja Jerzego Pawlaka

[...]  Wreszcie nadszedł 14 kwietnia 1946 r. Tym razem nic nikomu nie mówiąc, wymknąłem się po angielsku na dworzec w Wolbromiu. Schowałem się w breku, jest to taka budka nieco wyżej umieszczona na końcu wagonu. Podróż minęła mi dość łagodnie bez żadnych incydentów i tym razem pociąg dojechał do Warszawy Zachodniej. Teraz już bez żadnej zwłoki ruszyłem znaną mi trasą. Szedłem jak na skrzydłach torami kolejowymi wraz z resztą pasażerów w kierunku Śródmieścia.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Ireny Grabowskiej-Szabuni

[...]  28 czerwca 1945 r. przy pomocy PCK wróciłam do Polski, do Warszawy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wiktorii Adamus

[...]  Za kilka dni zgłosiła się po nas moja siostra cioteczna. Matka nasza rozesłała listy po całej Polsce i tu właśnie odnalazła nas. Widok Warszawy bardzo mnie rozczarował - gruzy, zgliszcza, trupy na ulicach (...) Swojego domu nie poznałam... Stukanie do drzwi. Otwieramy - na łóżku usiadła moja matka, nie miała jeszcze siły podnieść się. Brat skoczył, rzucił się matce na szyję i całował. Ja stanęłam w progu i wahałam się - wejść, czy uciec? Pamiętałam matkę ładną, umalowaną, uczesaną, a to, co zobaczyłam, to tak jak Warszawa - ruina. Blada, sucha, z drżącymi rękami, a przecież miała dopiero 43 lata... Wreszcie brat pchnął mnie w ramiona matki rzucając słowa: "Do mamusi, do Warszawy, a teraz stoisz i nawet się nie przywitasz".  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Janusza Waldemara Wilczyńskiego

[...]  Wróciliśmy do Warszawy 19 I 1945 roku i zastaliśmy spalone i częściowo zburzone mieszkanie. Przygarnął nas brat ojca mieszkający na Mokotowie przy ulicy Narbutta 14.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Leonarda Bury o Franciszku Kudławcu

[...]  Do maja 1945 roku ponad 70 dzieci znalazło swoich dalszych lub bliższych krewnych. W maju 1945 roku pozostałych 30 chłopców druh Kudławiec przewiózł etapami do Wielkopolski, gdzie ulokował ich na okres letni w gospodarstwie rodziców w Kłecku Wlkp. koło Gniezna.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Romana Rechnio

[...]  Nazajutrz wraz z rodzicami udaliśmy się do Warszawy z powrotem. Niestety, dom nasz był spalony, musieliśmy w ruinach szukać schronienia. I tak z trudem w zrujnowanym domu Sienna 46 m. 7 zamieszkaliśmy w bardzo małej kuchni. Ja żeby przeżyć i otoczyć opieką starych rodziców, musiałem jako 14 letni chłopiec zarabiać na życie.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Czajkowskiego

[...]  Do Warszawy wracamy na początku marca 1945 r., jedziemy przez Częstochowę, podróż trwa dwa dni w ciasnocie niewyobrażalnej. Przyjeżdżamy pod wieczór na Dworzec Gdański. Po dojściu na ul. Bagno, widok czteropiętrowej kamienicy jest niezachęcający, brak dachu, jeden bok kamienicy od trzeciego piętra do parteru zawalony, okna bez szyb.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Marii Kapuścińskiej

[...]  Zaraz po wyzwoleniu rodzice jakoś dostali się do Warszawy. Okazało się, że nasze mieszkanie jest doszczętnie spalone.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Paszkowskiej

[...]  Po wyzwoleniu przebywałam w zbiorowym obozie w Ludwigsburgu, obóz nosił imię Waszyngtona, gdzie byłam leczona przez lekarzy amerykańskich. W listopadzie 1945 pierwszym transportem, jaki odszedł, wróciłam do Polski.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Małgorzaty Stępińskiej-Winckler

[...]  W tym okresie obserwowaliśmy przesuwające się fronty. Raz bliżej był zachodni, raz - wschodni. Ostatecznie 8-go maja 1945 r. (w dzień kapitulacji) wkroczyła do Pirny Armia Czerwona. Szosą od strony Drezna o godz. 17-tej wjechały radzieckie czołgi. Ponieważ nasz barak stał na małym trawniku w pobliżu szosy i często wpadali pijani żołnierze, których bałyśmy się, moja Matka zdecydowała, że musimy jak najszybciej wyruszyć w drogę powrotną do Polski. Matka znała doskonale język rosyjski i kilka razy interweniowała u oficerów, skarżąc się na karygodne zachowanie żołnierzy, lub strasząc, że się poskarży. To skutkowało. "Bojcy" panicznie bali się politruków.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Marii Tryczyńskiej

[...]  W 1946 r. wróciliśmy do Warszawy, gdzie mój ojciec objął stanowisko Dyrektora Departamentu w Ministerstwie Administracji Publicznej na Rakowieckiej (ministrem był wówczas p. Kiernik).  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Konrada Zienkiewicza

[...]  Wróciliśmy na Sadybę do domu doktora Montryma-Żakowicza. Cała jego rodzina i on sam zostali rozstrzelani w czasie zdobywania Sadyby 2 września. Taki los spotkał wszystkich mieszkańców domów stojących przy skrzyżowaniu ulic Podhalańskiej i Chochołowskiej, o które walka była bardzo zażarta. Ocalała jedynie siostra żony doktora Montryma. Była ona również w grupie rozstrzeliwanej. Otrzymała postrzał w głowę, ale kula przeszła stycznie, nie uszkadzając kości. Upadła razem z innymi i w stosie trupów przeleżała do wieczora. W nocy przeszła do Ursynowa i ocalała. Teraz pozwoliła nam zająć ostatni wolny pokój.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Zbigniewskiego

[...]  Po ochłonięciu z doznanych wrażeń zorganizowaliśmy powrót do Warszawy. Ja znalazłem się na furmance, zwanej podwodą i nocą jechaliśmy do Grodziska Mazowieckiego. Tam przenocowałem u dalekiej rodziny i dowiedziałem się, że bliscy żyją. Następnego dnia pieszo szedłem wzdłuż torów kolejowych do Warszawy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Stanisława Korytowskiego

[...]  Jest nas coraz więcej. Idą Polacy, Czesi, Słowacy, Francuzi, Ukraińcy, Włosi i Rosjanie. Kierunek południowy, na Luckenwalde. Każda grupa narodowościowa ma przyszyte do ubrań wstążeczki o barwach narodowych. Gdzieniegdzie na wózkach powiewają chorągiewki i proporczyki. Nastrój radości, ale i obawa. Czy bliscy żyją? Czy dom stoi? Czy jest do czego wracać? Granica przesunięta na Zachód!  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja idalii Olszewskiej-Klemińskiej

[...]  Już skończyło się Powstanie i skończyły się w związku z tym przeprawy przez Wisłę. Jak już ucichło to wszystko, to my z mamą postanowiłyśmy wracać. I na piechotę - tam jest pewnie z 10 kilometrów - przez pola, przez jakieś kartofliska... Kule leciały, strzelali, to myśmy kładły się w tych redlinach, [w] tych kartofliskach, i jak ucichło, to znowu się podnosiłyśmy, i znowu... Matka nigdy się ze mną nie rozstawała. Tam ludzie nawet mówili: "Niech pani idzie sama, niech ona zostanie z nami, pani zobaczy, co tam [się dzieje] i pani po nią wróci", ale moja matka nie [chciała].  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kołodziejskiej-Jedynak

[...]  Ojciec pierwszy raz dotarł do Warszawy i zobaczył spalony dom, tak? Zobaczył spalony dom i zobaczył te straszne gruzy. Gruzy były przecież okropne. Na pewno nie dotarł do Starego Miasta, ale musiał się przeprawić przez rzekę (przez ten most pontonowy), żeby się zorientować, co jest z "Wedlem". Jak się zorientował, że tam ruszyła produkcja i oni marzą o tym, żeby wrócił jak najszybciej - bo był bardzo dobrze usadowiony w swoim zawodzie - to wrócił do nas i zrobili naradę z mamą. To wszystko było bez mojego udziału, ja na razie cieszyłam się dzieciństwem.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ludmiły Niedbalskiej

[...]  W maju też Mama pojechała do Warszawy. Oczywiście nasz dom nie istniał, z piwnicy wszystko wyszabrowane, (już na zawsze rozstałam się z wizją mojej małej walizeczki), ciotka, której ocalało mieszkanie nie przyjmie nas, a w kuratorium powiedziano Mamie: - "Starzy nauczyciele nam są niepotrzebni, mamy nowych, swoich, takich jak my chcemy". Wstrząśnięta tym Mama odnalazła pana Bronisława Chruścickiego, działacza nauczycielskiego, z którym pracowała przez całą wojnę i to w dwojaki sposób był kierownikiem ćwiczeniówki, w której Mama uczyła, a poza tym w naszym mieszkaniu była skrzynka kontaktowa i nocowali u nas ukrywający się nauczyciele, przysyłani przez tegoż pana Chruścickiego.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Żakowicz-Prejzner

[...]  Mamusia nas szybko stamtąd zabrała. I ruszyłyśmy do Warszawy oczywiście. Było jeszcze zimno, to była wczesna wiosna, ale mroźna. Częściowo szłyśmy, częściowo podwozili nas, i wróciłyśmy. Jak Warszawa wyglądała - wszyscy wiedzą. Ja nie pamiętam przemarszu przez gruzowisko, jak się przez Wisłę przedostawałyśmy, czy się przedostawałyśmy... Pamiętam, że byłyśmy w tym miejscu, gdzie był nasz dom, nasze mieszkanie, na Marszałkowskiej 25. Prawie wszystko było spalone.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Eugeniusza Spiechowicza

[...]  W końcu stycznia 1945 wróciłem do Warszawy. Nasz dom był całkowicie spalony i nasz cały dobytek zniszczony. Uratowały się tylko dokumenty szkolne i niektóre fotografie, które mama zabrała ze sobą w czasie Powstania. Znalazłem mały pokoik na Bielanach, przy ulicy Lesznowolskiej 2, gdzie mieszkałem wraz z mamą do roku 1951.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Włodzimierza Szurmaka

[...]  Tak skończyła się w zasadzie nasza niewola. Wraz z rodziną Polaków z Warszawy zdobyliśmy konia, klacz ze źrebięciem, wóz konny. Załadowaliśmy nasz skromny dobytek i zaczęliśmy powrót do Warszawy. Koniem tym po wielu perypetiach dojechaliśmy do Katowic. Tu pozbawiono nas konia i wozu w zamian wręczając nam bilety na pociąg do Warszawy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Leszka Kazanowskiego

[...]  No i w nocy, gdzieś około dwudziestej pierwszej, ciemno było, dobiliśmy w rejon Dworca Zachodniego. Tam nas wysadzili z pociągu. Ciemno niesamowicie. Wysłano nas z bratem, żebyśmy poszli jak najszybciej i ściągnęli ojca, żeby przyszedł i pomógł zabrać to, co mieliśmy. I tak wzdłuż torów żeśmy lecieli i żeśmy dolecieli tutaj, gdzie jest w tej chwili Muzeum Kolejnictwa. Widok przerażający - dlatego że kiedy żeśmy wychodzili, to tam domy stały, nie spalone, a teraz na rogu Srebrnej i Towarowej, po jednej i po drugiej stronie wszystko było wypalone, same kikuty, nic nie było, żadnego domu, wzdłuż Srebrnej prawie wszystko wypalone. Po lewej stronie Miedzianej stały tylko domy pod numerami 3 i 13. Trójka to zaraz tu, co dach mu się spalił przy Srebrnej, później było wszystko wypalone, do Placu Kazimierza, za Placem Kazimierza jeden budynek cały, i później już do Pańskiej wszystko wypalone. Natomiast parzysta strona była mniej zniszczona, nasz budynek to tylko miał jeden sklep wypalony - rzucili tam widać jakieś materiały zapalające, ale się nie zapaliło, dlatego że ten budynek, jak mówiłem, miał żelazobetonowe sklepienia. A więc nie miało się co zapalić.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Garlickiego

[...]  Jak tylko weszli Rosjanie, to wkrótce potem moja ciotka pojechała do Warszawy, żeby zobaczyć, co zostało. Nie pamiętam, żeby wróciła, chyba jakoś dała znać, żebyśmy się przenieśli. I chyba w okolicach marca, lutego - marca, wróciliśmy na Żoliborz, do tego naszego mieszkania na Słowackiego, które już było częściowo zajęte, tak że odzyskaliśmy z niego tylko dwa pokoje...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Dankowskiej-Walas

[...]  Później chyba przyjechał po nas wujek, drugiej ciotki mąż, i zabrał nas do Warszawy. Ale wszystko było zburzone - i nasze domy, i wszystko.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Wiesława Kępińskiego

[...]  Postanowiłeś wrócić do Warszawy? Tak. I chyba to sam urządziłem. Sam wracałem. Teraz chłopiec dwunastoletni to nie wiem, czy by sobie tak radził, jak ja musiałem.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Eknera

[...]  Potem, w październiku, najpierw moi wujkowie i ciocia wrócili o Warszawy, znaleźli jakiś pokój (bo wtedy nie mówiło się "mieszkanie", tylko żeby pokój znaleźć) - co prawda to był duży pokój, bo miał chyba 25 metrów kwadratowych - i tam nas przewieźli. Ja pojechałem z ciocią pociągiem, a babunia z rzeczami, które się uzbierało w czasie tego prawie rocznego wypędzenia, została przewieziona do Warszawy wozem konnym, bo i tak musiałaby być dowieziona do kolei, potem znowu od kolei... A tak, to została przewieziona te 70 kilometrów wozem konnym. No i zaczęło się nasze życie w Warszawie, od października 1945 roku.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Janowskiego

[...]  A pan kiedy wrócił do Warszawy? Wróciłem chyba na jesieni 1946, poszedłem do czwartej klasy. Poszedłem do szkoły najpierw na Raszyńską - ale tam jakoś lekcje się nie odbywały, nie było nauczycieli, był bałagan. I tworzyła się szkoła prywatna sióstr Goldmanowych. Takie dwie siostry, nam się to kojarzyło z zakonnicami, i one w budynku mieszkalnym na ulicy Filtrowej 62 (ten budynek istnieje do dnia dzisiejszego; to był nowoczesny budynek na ówczesne czasy - musiał być wybudowany tuż przed wojną), w chyba dwóch mieszkaniach, zorganizowały szkołę podstawową. Później te siostry zaadaptowały ruiny znajdujące się na rogu Raszyńskiej i Filtrowej - tam pozostał tylko parter, z tym że był zasypany gruzem. No i myśmy to odgruzowywali, nawet ja z moją mamą tam pracowaliśmy, wyrzucaliśmy gruz. Przykryli ten parter dachem i urządzili nam całkiem przyjemną szkołę. I tam kontynuowałem naukę do końca szkoły podstawowej, czyli do ukończenia klasy siódmej, i tam klasę siódmą ukończyłem.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Grażyny Doroty Duchniak

[...]  Nie wiem, dlaczego to się nazywało "pontonowy most", bo to były - z tego, co pamiętam - łodzie ustawione jakby w poprzek, na całej Wiśle, i na tym były dechy. I trzeba było przeczekać, bo to wszystko się ruszało - i te dechy, i te łodzie. Tak, że wpuszczano na ten most ileś tylko furmanek i trzeba było czekać na swoją kolejkę, aż te furmanki zjadą na drugi brzeg i dopiero następna partia... Tak, żeby tego mostu nie przeciążyć  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Haliny Wiśniewskiej

[...]  Czyli w zimie, w lutym jeszcze, przyjechała pani do Warszawy? Na pierwszego marca, akurat to były moje urodziny. Mówię: "Ja już tu więcej nie wytrzymam na wsi, wszystko jedno gdzie, do gruzów, aby do Warszawy". I przyjechaliśmy do Warszawy, i w tych gruzach zamieszkaliśmy, ale co noc, jak wichura wyła, to trzaskały belki i tylko patrzyliśmy, kiedy nas przygniecie to wszystko. To się coraz bardziej wgłębiało, coraz więcej było gruzu, więc mówię: "Nie ma co, trzeba szukać mieszkania". Ale ciągle byłam uziemiona, miałam małe dziecko i nie mogłam nic...  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Elżbiety Massalskiej

[...]  Kiedy wróciłyśmy po wojnie i zamieszkałyśmy u mojej ciotki na Pradze, jedną z pierwszych rzeczy jaką zrobiłam, była próba odszukania psa. Pojechałam do Pruszkowa i poszłam pod adres podany wówczas przez sanitariuszkę. Ulica taka była, ale adresu takiego nie było. Działka była niezabudowana. Poszła do sąsiednich domów - nikt nigdy nie słyszał o takiej pani, nikt nie widział takiego psa, żadna sanitariuszka pracująca w obozie w Pruszkowie tutaj nie mieszkała. Okazało się, że ta Polka ograbiła nas z naszego ukochanego psa chyba tylko dla tego, że był rasowym okazem.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Anny Teofilak-Maliszewskiej

[...]  W końcu czerwca 1945 roku wróciłam z Mamą do Warszawy. Skierowałyśmy się do mieszkania kuzynów, pp. Krupskich przy ul. Puławskiej 12a, gdzie oprócz właścicieli, znalazłyśmy wujostwa Gromulskich. Byli bardzo nieszczęśliwi z powodu utraty dzieci w Powstaniu. Dużo czasu mijało wieczorami na wspominaniu okropności wojny i tułaczki po opuszczeniu Warszawy. Pozostałyśmy już z wujostwem w mieszkaniu przy Puławskiej. Pp. Krupscy przenieśli się do Wrocławia, a z nami zamieszkali ich krewni, pp. Czarnoccy z Wilna z dziećmi. Wkrótce dom został upaństwowiony i zajęty przez kwaterunek. Przydziały na poszczególne pokoje przyznawano osobom, które je zajmowały. Był okres, że w czteropokojowym mieszkaniu z kuchnią i łazienką mieszkało 11 osób. Z tego względu często mówiłyśmy, że mieszkamy w rodzinnym kołchozie. Życie codzienne unormowało się. Mama znalazła pracę w szkole jako nauczycielka rysunków i robót ręcznych, ja rozpoczęłam naukę w czwartej klasie szkoły podstawowej. Wuj, Zdzisław Gromulski, inżynier, znalazł pracę w Biurze Odbudowy Stolicy. Ciocia zajmowała się gotowaniem, szyła też dla nas ubrania.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ewy Kirszenstein-Skrzypczak

[...]  Potem, w 1947 roku, przenieśliśmy się do Warszawy. Ojciec dostał to skromniejsze stanowisko... Ojciec dostał na Częstochowskiej mieszkanie, bardzo malutkie, dwa pokoje z kuchnią - ale jednak. I wszystko od zera. To znaczy kupienie garnka to był wielki ewenement, zrobienie własnoręczne stołu - o tego, przy którym siedzimy, którego nigdy nie porzucę; jest składany, żeby mógł się zmieścić w tym małym mieszkaniu...  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jerzego Uldanowicza

[...]  Do Warszawy przybyliśmy o zmierzchu. Przenocowaliśmy w mieszkaniu przygodnych znajomych w pobliżu Placu Zawiszy. Następnego dnia rano niecierpliwie podążyliśmy na ulicę Grzybowską 7. Tam rozwiały się resztki naszych wątpliwości. Z domu, który opuściliśmy 7 października 1944 roku pozostały tylko zgliszcza. Został - jak tysiące innych - spalony przez Niemców po wygnaniu ludności z Warszawy. Nie ocalało także to, co na wszelki wypadek przed opuszczeniem stolicy przenieśliśmy do piwnicy. Wygrzebaliśmy z niej ze stosu gruzu i popiołu tylko kilka metalowych przedmiotów, nadających się do użytku.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Nizińskiej-Grzegrzółki

[...]  Wróciliśmy do swego domu, a tam już buszowali Rosjanie. Przyczepili się do tatusia, że jest polskim oficerem i mało brakowało, a wykończyliby go. Ale po długim tłumaczeniu dali się przekonać, że jest robotnikiem. Tatuś dobrze się prezentował, był wysoki, czysty i w mundurze granatowym, pocztowym, a ci, co przyszli, to była straszna ciemnota, sądzili, że kto jest czysty i przystojny to inteligent. Zresztą zauważyliśmy jak na czołgach mieli pozawieszane jedwabne koszule nocne i majtki.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Kasprzaka

[...]  W lutym przyszliśmy piechotą spod Grójca do Warszawy z małym, zimą, w mróz. Domu nie było, rodziny nie było, chwilę pomieszkaliśmy w piekarni przy ulicy Hołówki na Podchorążych - to była taka poniemiecka piekarnia. W parę dni później na Wiśle, po lodzie przeprawiliśmy się na tamtą stronę, na dworzec wschodni - dojechaliśmy na wieś i pół roku byliśmy poza Warszawą w oparciu o rodzinę. W między czasie wrócił z obozu mój ojciec, był tak schorowany, że już nie nadawał się do żadnej pracy. Właściwie od Powstania wydoroślałem - po 1 sierpnia byłem już poza domem, poza rodziną, mnie nikt po głowie nie pogłaskał.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wiktorii Dewitz

[...]  Aż nadszedł dzień wiosenny, kiedy z Zakopanego dotarła wiadomość: "Niemcy uciekli w nocy, Zakopane zajęły oddziały partyzanckie i wojsko radzieckie. Kraków ocalał". Zwołałyśmy dzieci na plac przed domem, panie szybko spinały biało-czerwony sztandar z poszwy na poduszkę. Malcy ustawili się wokoło w niedzielnych ubrankach. Kończyła się dziecinna bajka o białym orle zamkniętym w klatce i o żołnierzach walczących z "czarnym krukiem". "Niemców nie ma, Polska jest wolna", niedługo wrócą do nas mamy i tatusiowie. "Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy" - tym razem na cały głos śpiewają dzieci. A my płaczemy wszystkie ze szczęścia; z niepokoju o to, co w Warszawie, z nagłego uczucia słabości wobec tego, co trzeba będzie odrobić.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Dariusza Karolaka

[...]  Moja matka jeszcze przed przybyciem ojca była w Warszawie i zabezpieczyła nasze przechowywane z czasów Powstania rzeczy. Ludzie mówili o Warszawie rzeczy okropne, że jest całkowicie zniszczona, że nic nie ma, w mojej wyobraźni występowała jako miejsce, nad którym unosi się wieczny mrok. Dziadek jednak myślał o powrocie do Warszawy, snuł głośno plany odbudowy domku, choć w mniejszych jego rozmiarach. Nie dane mu jednak było zrealizowanie tego przedsięwzięcia. Przez kilka lat mieszkał w Skarżysku, później w Jędrzejowie, gdzie miał zapewnioną pracę oraz dach nad głową. Do Warszawy przeniósł się pod koniec życia, w roku 1956, ale domku nie odbudował, umarł u moich rodziców.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Tadeusza Ziomka

[...]  W dwa dni później, gdy Rosjanie oświadczyli nam, że Warszawa jest już wolna, a było to na przełomie stycznia [i lutego] 1945 roku - wyruszyliśmy do Warszawy, oczywiście pieszo. Pożegnaliśmy naszych gospodarzy. Zdobycze wojenne po Niemcach pozostawiłem. Wzięliśmy cośkolwiek na drogę i byliśmy zadowoleni, że wreszcie wracamy do domu. Nie tylko my wracaliśmy pieszo do Warszawy. Szło tam z różnych stron wielu ludzi. Wracali wszyscy wygnańcy. Szliśmy pieszo dość daleko. Popuchły nam nogi, poobcierało się ciało w pachwinach o ostre występy spodni. Niezbędny był odpoczynek.  [...]

  Więcej ...


 
Barbara Rybeczko-Tarnowiecka

[...]  Gdyby nie radio, Mieczysław Fogg i piosenka "Warszawo - ty moja Warszawo" - byłybyśmy dziś Australijkami. Mama chciała popłynąć do Sydney - tak zrobiło 80% Polaków z Fritzlar. Jednak moja siostra i ja zdecydowałyśmy, że wracamy do kraju - musimy zobaczyć nasze Powiśle. Matka z trudem uległa. We wrześniu 1946 roku wróciłyśmy do ruin i wielkiej biedy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Bogdana Lewandowskiego

[...]  Po kilku dniach, wraz z innymi ludźmi próbowaliśmy dostać się do Warszawy. Pociągi były nieczynne. Kolejka EKD też była unieruchomiona. Piechotą dotarliśmy zaledwie za Milanówek, gdy nagle rozpętała się gwałtowna strzelanina. Leżeliśmy w śniegu, ukryci w rowie przydrożnym. Okazało się, że to żołnierze sowieccy walczyli między sobą o łupy znalezione przy Niemcach. Wokół widać było liczne ślady działań wojennych. Leżały trupy żołnierzy niemieckich, rozbity i porzucony sprzęt, nawet całe armaty z amunicją. Trzeba było zawrócić.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Tadeusza Klemińskiego

[...]  Czy mieszkanie było splądrowane? Nie, mieszkanie nie było splądrowanie, było napaskudzone, było widać, że odbywały się tam różne rzeczy. Kiedy siedzieliśmy w tej piwnicy przed wyrzuceniem nas, w rożnych piwnicach siedzieli różni ludzie. Przyszli Niemcy i szukali sobie jakiejś kobiety, wyciągnęli panią Poświatową, straszą panią, do swojej zabawy, swojej uciechy, jej siostrzenica powiedziała, że tutaj jest panna, to była taka pani, która była służącą w domku obok, ona też do nas przyszła, bo oni wyjechali i została sama.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Napiórkowskiej-Jarzębowskiej

[...]  Szybko wycofano nas na tyły frontu do Oleśnicy. Szliśmy pieszo, bardzo szybko. Mijaliśmy płonące domy, spalone czołgi, całe pola zabitych, pod obstrzałem frontu, który pod wieczór jeszcze raz się cofnął z terenów Sacrau, ale my już byliśmy poza zasięgiem Niemców. Tymczasem brudni i wyczerpani powoli byliśmy transportowani w "swoje" strony. My znów wagonem towarowym do Krakowa, do wcześniej odnalezionej przez PCK (właściwie to babcia nas odnalazła) ukochanej babci. Przyjechaliśmy do klasztoru sióstr zakonnych przy ul. Koletek, który przyjął bardzo wielu wygnańców z powstańczej Warszawy, a nasza babcia też warszawianka gotowała dla nich posiłki. Do Krakowa jechaliśmy 5 dni. Była radość z przeżycia. Natychmiastowe spalenie naszych obozowo-podróżnych ubrań, kąpiel i bezpieczny już sen.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Eulalii Matusiak-Rudak

[...]  Wyszło chyba ze 40 osób, dziewczynki i kobiety. Szliśmy, bo nam kazali w tę stronę iść, z każdej strony leciały kule, to było w nocy, takie ogromne kule latały w powietrzu, wszystko na nas. Biegłyśmy i słychać było jak te kule uderzają o schrony, później już nie biegłyśmy, bo nie miałyśmy siły, szłyśmy. Ja wzięłam tylko jakiś koc z baraku, zresztą kiedy poszłam po ten koc, to o mało nie zginęłam. Na szczęście, nie chciało mi się wracać do drzwi, tylko wyskoczyłam przez okno, bo było bliżej do schronu, a w tym czasie w drzwi uderzył pocisk. Kiedy usiadłyśmy w rowie, żeby odpocząć, to zostawiłam ten koc, bo nie miałam siły go nieść.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Aleksandry Diermajer-Sękowskiej

[...]  Czyli Pani z mamą i siostrą trafiły do Dywizji Pancernej gen. Maczka? Tak. Nie wszystkie miały taką okazję, dostawało się do Dywizji przez znajomości, mój mąż dostał się dlatego, że miał tego stryja pułkownika w Anglii. Z mamą i siostrą pewnie się panie zastanawiały, co dalej robić? Oczywiście tak. Z tym, że siostra była w tym Batalionie Strzelców Flandryjskich, to było kilkadziesiąt kilometrów na północ. Moja służba w szefostwie trwała niedługo, dlatego że jak szkoła w Maczkowie została uruchomiona, to poprosiłam i dostałam odkomenderowanie do szkoły. W Maczkowie był pluton tego Batalionu Kobiecego i służba odbywała się w ramach tego plutonu, zresztą żadnych obowiązków wojskowych nie było, tylko trzeba było się uczyć.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krzysztofa Radlicza

[...]  W jakiej formie była pańska mama? Dobrej. Lekarz wziął mnie na dziesięciodniowe dozowanie żywności. To było dla mnie makabryczne, bo widziałem, że inni jedzą wszystko, czekoladę, owoce. Byliśmy tam do 15 czerwca, mama pracowała w Hettstaedtcie (?) w komitecie kombatanckim dla polskich żołnierzy, których kierowano do Frankfurtu nad Menem, gdzie była ta główna organizacja, która zajmowała się tymi rzeczami. Dowiedzieliśmy się wówczas, że ten teren, na którym się znajdowaliśmy ma zająć armia radziecka. U gospodarza mieszkał Polak spod Lwowa, który doskonale się orientował, jak będzie wyglądała sytuacja. Miał on platformę z traktorem, władowaliśmy się na tę platformę, a on nas przewiózł, mimo oporów patroli amerykańskich, do Sandershausen, skąd przejechaliśmy pociągiem do rzeki Fuldy. Tam niestety był zerwany most, trzeba było przedostać się kładką na drugą stronę rzeki, skąd następnego dnia wsiedliśmy w pociąg do Kassel do obozu UNRRA. Na początku zakwaterowano nas na jakimś strychu, a później wysiedlono Niemców i dostaliśmy ładne mieszkanie, dwupokojowe, z dużą kuchnią.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Henryka Piotrowskiego

[...]  Nie jestem w stanie opisać uczucia, jakiego doznałem, gdy ujrzałem ponownie Warszawę. Gdy ją opuszczałem we wrześniu 1944 r., była zniszczona i wypalona. Ale to, co ujrzałem po 2 latach, zostawiło niezatarte piętno dla barbarzyńców tego miasta, jak i dla tych, którzy umożliwili dokonać tego barbarzyństwa.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Badowskiego

[...]  W maju rozeszła się nowina o końcu wojny. Radość była powszechna. Wtedy postanowiliśmy wracać do Warszawy. Znów załadowaliśmy powiększony znacznie nasz ,,dobytek" na wózko-sanki, i żegnani serdecznie przez znajomych, a szczególnie przez p. Stefanię Kozicką, która dała nam na drogę pół bochenka chleba, ruszyliśmy na piechotę do Mszany Dolnej. Tam, składem towarowym, siedząc rzędem przy cysternie ze spuszczonymi nogami, i trzymając mocno nasze bagaże - dojechaliśmy do Krakowa. Mama ciągnęła wózek, a ja z Babcią dźwigaliśmy na plecach powiązane sznurkami worki. Tak doszliśmy do biur RGO. Mama dostała tam jakąś zapomogę pieniężną i bilety na kolej do Warszawy. Nocowaliśmy na jakimś dworcu kolejowym.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kowejszy

[...]  Wracaliśmy z naszym niewielkim dobytkiem zatłoczonym pociągiem, który jechał bardzo długo. Większość tej podróży przespałam. Miałam już prawie sześć lat i nie pamiętałam, jak wygląda Warszawa, byłam jej bardzo ciekawa.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bohdana Kapicy

[...]  15 lutego jechaliśmy już pociągiem towarowym do Warszawy. Z nami jechali znajomi z Warszawy, zapoznani w Radomsku, państwo Jarzębscy. Wiedzieli już, że na ulicy Ludwiki ocalały domy i mieszkają tam ich kuzyni. Pociąg towarowy jechał około 10 godzin i dowiózł nas tylko do Szczęśliwic. Było już późno, zupełnie ciemno, kiedy doszliśmy pieszo do ulicy Ludwiki. W wielu oknach widać było światło świec lub lamp naftowych. Na ulicy pustki, szli tylko ci ludzie, co szli z nami z pociągu. Chcieliśmy iść do naszego domu na Dworską, ale za namową sąsiadów, aby po nocy nie ryzykować, ponieważ nie wiemy, w jakim stanie jest ulica i budynek.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Cecylii Krajewskiej

[...]  Zabrałyśmy nasze węzełki, kładąc przede wszystkim nacisk na zapasy jedzenia. Chyba nie wszyscy Polacy z naszego gospodarstwa wyruszyli tego samego dnia. Trzymałyśmy się razem z trzyosobową rodziną z Warszawy. Stopniowo grupa powiększała się o nowych ludzi, razem z nimi wyszliśmy na szosę. Na noc zatrzymywaliśmy się w stodole opuszczonego gospodarstwa. Ktoś zabił cielaka, inni zajęli się jego oprawianiem i ugotowaniem. Późno w nocy dostałyśmy po kawale mięsa. Wydało mi się bardzo niesmaczne. Rankiem wyruszyliśmy dalej. Nasz bagaż wiozłyśmy teraz na porzuconym przez Niemców wózku podobnym do furki. Miasto okazało się spalone. Zdezorientowani ludzie kręcili się po ulicach.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Angeliki Józefowicz

[...]  Jest luty (chyba trzecia dekada). Zimno i śnieżnie. Wczesnym ranem wyruszamy do Warszawy. Dziadek i mama ciągną sanki. Ja z trudem drepczę za tym dziwnym wehikułem. Od Nowego Targu nie są to już sanki, a terkoczący wózek na kółkach, które co chwila odpadają. W końcu wózek zostaje porzucony, a mama i dziadek zamieniają się w tragarzy. Wędrówka trwa kilkanaście dni. Przemieszczamy się pieszo, ale także na chłopskich wozach, odkrytą węglarką, w parowozie i nie pamiętam, czym jeszcze.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Andrzeja Korgola

[...]  W tym samym dniu, około godz. 13.00, wraz z matką wyruszyliśmy do Warszawy, zobaczyć, czy stoi nasz dom, czy można wracać do swojego mieszkania. Dotarliśmy jedynie do pl. Narutowicza, dalej ze względu na bezpieczeństwo nie puszczono. Ulica Grójecka, plac Narutowicza, ulica Niemcewicza zasłane były amunicją, sprzętem wojskowym i innymi gratami porzucanymi przez Niemców w czasie nagłego zaskoczenia i panicznej ucieczki.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Haliny Olk Wieczorek

      20 stycznia 1945 r. byliśmy już w Warszawie. Kiedy wróciliśmy po drodze do domu widzieliśmy góry trupów z ekshumacji prowadzonych przez PCK.
      W wyzwolonej Warszawie wszyscy sobie pomagali, gdzie było jakieś mieszkanie, to się je zajmowało. Mieszkaliśmy na IV piętrze na ulicy Spokojnej. Schodów nie było, bo Niemcy zapalili miotaczami ognia co drugie piętro. [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ewy Osieckiej

        Nasze tułacze życie trwało do sierpnia 1946 r., kiedy dzięki pomocy  rodziny mogłyśmy zamieszkać w pokoju z kuchnią przy ul. Koszykowej w Warszawie.  Wuj, który tu głównie pomógł,  zatroszczył się też o niezbędne sprzęty dla nas. Zaczęłam chodzić do szkoły, z początku odprowadzana przez Mamę, ponieważ było jeszcze dużo niebezpiecznych ruin, które często [...]

  Więcej ...


 
Relacja Alicji Rzaczykiewicz

[...]  Na wiosnę 1945 roku odnalazła mnie moja ciocia i zabrała do siebie do Warszawy. Moja ciocia znalazła w naszym warszawskim mieszkaniu, które nie było zburzone, jedynie porozrzucane po podłodze zdjęcia i dokumenty mojego taty, reszta dobytku została rozszabrowana.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Sylwestra Rzaczykiewicza

[...]  Moja rodzina zaczęła rozglądać się za sposobem powrotu do Polski. Na pieszo nie mogło być mowy, ponieważ ojciec mój był chory na gruźlicę i zmarł już 1 czerwca 1948 roku. Pozostało już tylko złapać pociąg jadący na wschód przez Polskę. I tak po paru tygodniach polowania udało nam się uprosić władze radzieckie kolejowe na załadowanie się na wagony tzw. "lory" (podłogi bez boków), które wiozły szyny kolejowe na wschód do Rosji. Tak jechaliśmy pod gołym niebem na tychże szynach przez 10 dni, raz do przodu, to znowu do tyłu, gdyż pociąg musiał omijać zniszczone tory i linie kolejowe. Przeżyłem straszliwą burzę w nocy na wierzchu szyn na tych wagonach. Pioruny waliły wokół, a deszcz i wicher mało nas nie zrzuciły z wagonów.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Uszyńskiej

[...]  Wróciliśmy do Warszawy w połowie maja 1945 roku. Dom zburzony wypalony, piwnica rozkradziona. Od zera rozpoczynamy życie. Moje dzieciństwo odeszło na zawsze, nie miałam już więcej lalek. Pozostałam wierna Emilce i Joasi, które spłonęły w Powstaniu Warszawskim w domu przy ulicy Grzybowskiej 5.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Wierzbowskiej-Pawlik

         W międzyczasie nasz dom na Bielanach został bardzo zniszczony i całkowicie ograbiony, ale nie spalony. Kilka obcych rodzin dostało w nim przydziały kwaterunkowe na poszczególne pomieszczenia. Następnie dom został upaństwowiony. 
         Do Warszawy wróciliśmy w 1952 roku i zamieszkaliśmy na Żeraniu, w jednym 12- metrowym pokoiku bez używalności kuchni. [...]

  Więcej ...


 
Relacja Antoniny Irminy Osińskiej (Głąb)

[...]  My zaś, tzn. wujenka z dziećmi i ja wróciliśmy dopiero ostatnim transportem w kwietniu 1946 roku do Legnicy, gdzie wujenka dostała dokument repatriacyjny na całą naszą czwórkę. Z Legnicy pojechaliśmy do Warszawy, również na Dworzec Zachodni. Ciocia poszła sprawdzić nasze mieszkanie, ale było już zajęte i wówczas pojechaliśmy do Białegostoku do rodziny i tam już zostaliśmy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bohdana Stanisława Dąbrowskiego

[...]  Wyzwolili nas Amerykanie, a przy podziale na strefy okupacyjne miejscowość ta znalazła się w strefie angielskiej. Wraz z Żarską przenieśliśmy się z obozu do koszar wojskowych przy lotnisku niemieckim, gdzie początkowo w namiotach umieścili się Amerykanie, później bloki oficerskie zajęli Anglicy. Żarska wyjechała pierwszym transportem do Polski zimą 1945/1946 przez Lubekę do Gdyni. My przyjechaliśmy przez Warszawę do Białegostoku.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jolanty Małgorzaty Dąbrowskiej (Markiewicz)

[...]  Powrót do Polski nastąpił w innym czasie. Ciotka powróciła wcześniej drogą morską, a my później koleją przez Lubekę. Ponieważ matki rodzice przyjechali z Wilna do Białegostoku matka powróciła nie do Warszawy, gdzie wszystko było spalone, a do Białegostoku. Ciotka pojechała do Poznania, gdyż jej mieszkanie w Warszawie zajęli lokatorzy. Sierota Antonina Osińska przyjechała wraz z nami do Białegostoku.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Hanny Marii Żarskiej (Szczepańskiej)

[...]  W rezultacie wróciłam z matką do kraju pierwszym transportem drogą morską pod koniec marca 1946 roku. Cały czas tej wędrówki byliśmy z ciotką i jej dziećmi. W Marientalu była szkoła i misje wojskowe. Chodziłam tam do I klasy gimnazjum. Życie było tam już jako takie zorganizowane. Tam matka dowiedziała się od spotkanych znajomych oficerów, że ojciec zginął w Starobielsku.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Janusza Koska

[...]  W tym czasie moja matka ze swoją siostrą i dziećmi została w Poroninie, a ja z wujkiem wyruszyłem do Warszawy. Nie było jednak żadnej możliwości pojechania tam jakimkolwiek środkiem transportu. Wobec tego wyruszyliśmy z Poronina do Krakowa pieszo. Szliśmy 3 dni. Po drodze, za Chabówką spotkaliśmy bardzo miłych młodych ludzi, którzy wracali z partyzantki.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Szczęścik Peruckiej

       Po Powstaniu wróciliśmy z moją mamą. Mój ojciec pracował na lotnisku na Okęciu i mieliśmy tam mieszkanie. Po Powstaniu wróciliśmy na Okęcie.A kiedy pani wróciła po Powstaniu, w jakim okresie?
      Chyba w marcu 1945 roku. Myśmy tam siedzieli, jak Warszawa była już wolna. Mieliśmy to szczęście... Na Olesińską oczywiście już nie wróciliśmy, bo było wszystko [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zbigniewa Zmarzlika

[...]  Powróciłem do Warszawy, a właściwie do Radości, w lutym 1945 roku. Droga do domu była pełna perypetii i wielkich niebezpieczeństw w czasie przechodzenia styczniowej ofensywy Armii Radzieckiej. Koło Skierniewic minęła nas linia frontu.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Władysława Sali

[...]  Droga była niesamowicie trudna do pokonania. Autem, pociągiem, wozem wojskowym, na piechotę, klucząc po różnych wertepach, stacjach. Był mróz, zimno, a spało się dobrze na twardej posadzce stacji w Szczakowej. Przeszło 3 dni trwała ta podróż z suchym kawałkiem chleba w kieszeni.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Krystyny Krasuskiej (Góreckiej)

[...]  Odjechałam zaraz po wyzwoleniu tamtych terenów. Ten sam sołtys, który mnie oddał w ręce żandarmów, wystawił mi zaświadczenie stwierdzające, że w czasie ewakuacji więźniów z Oświęcimia, zbiegłam i przebywałam na tamtejszym terenie, a nawet przyniósł dla mnie jakiś prowiant na drogę. Legitymując się tym zaświadczeniem, korzystałam z bezpłatnych przejazdów PKP bądź innych środków lokomocji.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Marty Gadomskiej-Juskowiak

[...]  Jak się potoczyły dalsze losy? Kiedy pani wróciła do Warszawy? Czy to było zaraz po wojnie? Po wojnie okazało się, że ojciec miał wilczy bilet i nie mógł wrócić do Kalisza, jakoś się miejscowym nie podobało. Pojechał na ziemie odzyskane. Najpierw był w Kłodzku, potem w Wałbrzychu. Ojciec z wykształcenia był inżynierem budownictwa wodnego. Zatrudnili go w Zjednoczeniu Węglowym w Wałbrzychu. Ja tam zdałam maturę. Potem to się właściwie wszystko razem zaczęło sypać. Ja poszłam na studia do Poznania, a po drugim roku sprowadzono nas do Warszawy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Danuty Podruckiej (Pastuszyńskiej-Szpądrowskiej)

      Stamtąd uwolnili nas Rosjanie, od których dostaliśmy niemiecki wóz z koniem. Mój ojciec był taksówkarzem warszawskim i nigdy nie miał do czynienia z końmi Na szczęście ojciec tej drugiej rodziny był piaskarzem i umiał powozić.
      Tak szczęśliwie dojecha1iśmy do Warszawy. Ja dziesięcioletnia Danusia Podrucka, mój szesnastoletni brat Julian Podrucki z rodzicami [...]

  Więcej ...


 
Relacja Leszka Łachety

[...]  Po wyzwoleniu, gdzieś na przełomie lutego i marca 1945 roku wróciliśmy do Warszawy odfrontowym pociągiem radzieckim. Szliśmy do Szczęśliwic na przełaj do bloków na Kole. Nocowaliśmy w na wpół spalonym mieszkaniu, w nocy był nalot niemiecki. Rano szliśmy przez Cmentarz Ewangelicki, Żytnią i Kercelak na ul. Kaczą. Stamtąd Wronią do Grzybowskiej. Szukaliśmy śladów obecności naszych bliskich, znaków ich życia i możliwości pozostania w Warszawie. Jak dotąd tylko na Wroniej, gdzie mieszkał kolega, był znak, że ktoś przeżył, że byli na Grzybowskiej 11. Nasz dom, Grzybowska 56, poharatany straszliwie i spalony.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Blanydny Surmiak (Lewińskiej)

[...]  Ponieważ z obozów dla obywateli Związku Radzieckiego organizowano wcześniej transporty do kraju, postanowiłam zabrać się z nimi. Niestety, niezbyt daleko udało mi się dojechać. Na granicy okupacyjnej aliantów i Związku Radzieckiego zatrzymano mnie i umieszczono w przejściowym obozie, z którego organizowano transporty. Po tygodniu i różnych tarapatach udało mi się dostać do upragnionego transportu. Było to 15 października 1945 roku.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Bolesława Oleksiaka

[...]  18 stycznia 1945 roku wczesnym rankiem wyszliśmy z miasteczka i torami kolejowymi udaliśmy się w kierunku stolicy. Dotarliśmy do niej po kilku godzinach. Początkowo zamieszkiwaliśmy w przystosowanej odpowiednio piwnicy, a później przenieśliśmy się do jednego z mniej zniszczonych mieszkań na parterze.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Stefana Marczaka

[...]  Następnego dnia rano to znaczy 18 stycznia 1945 roku wziąwszy swój tobołek wyruszyłem wraz z moją babcią pieszo w kierunku Warszawy. Dzień był mroźny i wiał przenikliwy wiatr. Szosa, jej pobocza i przyległe rowy przedstawiały żałosny widok - usłane były trupami niemieckich żołnierzy i zniszczonym hitlerowskim sprzętem wojskowym. Po kilku kilometrach trudnego marszu udało się nam zabrać na wojskową ciężarówkę radziecką, której uczynny kierowca podwiózł nas do przedmieść Warszawy. Szliśmy ulicami zburzonej straszliwie stolicy, która sprawiała widok miasta wymarłego. Oglądany przez nas rozmiar zniszczeń był bez porównania większy od tego, który widzieliśmy w połowie sierpnia 1944 roku. Wszystkie bez mała budynki i inne budowle legły w gruzach bądź zostały spalone. Szło się z trudem wąskimi ścieżkami biegnącymi wzdłuż jezdni, których pozostała część oraz cała szerokość chodnika zasypane były gruzem zmieszanym z plątaniną żelastwa. Na placach, skwerach, stertach gruzów, które pozostały tylko po zburzonych domach widać było gąszcz krzyży. Panowała cisza i pustka. Gdzieniegdzie dopiero pojawiali się ludzie; byliśmy jednymi z pierwszych, którzy przybyli do wyzwolonej Warszawy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Jadwigi Szmidt

[...]  Po kilku tygodniach, jadąc na dachu pociągu, przyjechała po nas matka, przywożąc pierwszy biały chleb dla dzieci, radosne wieści o ocalałym domu i trochę pieniędzy otrzymanych od rodziny. Rozpoczęłam swoją wędrówkę. Dwie doby czekania na zamarzniętym dworcu w Koluszkach, podróż odkrytymi węglarkami do Warszawy z maleńkimi, źle ubranymi dziećmi.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Pawła Ambrożewicza

[...]  Dowiedzieliśmy się, że nasz dom ocalał w Warszawie. Mieliśmy, dokąd wrócić. Zaistniały trudności z przejazdem, ponieważ kolej nie funkcjonowała według rozkładu. Trzeba było łapać okazję. Okazało się, że tunel był zawalony i podróż musiała odbyć się okrężną drogą. Wyruszyliśmy 6 marca 1945 roku późnym popołudniem. Jechaliśmy dorożką do stacji Prądnik Czerwony. Chcieliśmy zdążyć przed godziną policyjną dotrzeć na stację, tam przeczekać noc i rano wsiąść do pociągu jadącego do stacji Tunel. Tunel był zawalony, mimo to stamtąd ruszały pociągi do Częstochowy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Danuty Kusińskiej (Śpiewak)

[...]  Zaczęliśmy zbierać nasz skromny dobytek, by wyruszyć do domu. Kochana, nieoceniona Pani Celkowa podarowała nam poduszki i pierzynę. Przyrzekła też, że jak uspokoi się zawierucha wojenna odwiedzi nas w Warszawie. Tata wynajął woźnicę z furą, który miał nas zawieźć do Warszawy. Opłatą była złota, ślubna obrączka mojej mamy. Dołączyła do nas nauczycielka z córką. Niestety, woźnica nie wywiązał się z umowy. Kazał nam zejść z fury, bo mu się męczył koń. Podróż przez większą część drogi odbyliśmy pieszo. Kiedy przybyliśmy na Grójecką, płakaliśmy ze szczęścia. Przywitaliśmy się z babcią. Byliśmy pierwszymi lokatorami naszego domu, którzy powrócili z tułaczki. Odkopaliśmy w piwnicy nasz dobytek.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Janiny Loth-Borkowska

  Jeszcze nie wszyscy zdążyli się zorientować, co się dzieje, a pan Krzywoń powiedział, że mamy biec na dworzec. Dobiegliśmy na dworzec i kolejką wąskotorową dojechaliśmy do Wrocławia. Na peronie we Wrocławiu powiedział nam, że ma bilety na pociąg, ale że musimy całą drogę udawać, że śpimy, bo Polakom nie wolno jeździć pospiesznymi pociągami. Powiedział, że on wszystko [...]

  Więcej ...


 
Relacja Wojciecha Prośniewskiego

Po wielu godzinach docieramy do Warszawy. Z naszymi worami na plecach idziemy na Chłodną. W miejscu gdzie była kamienica nr 44, a w niej zakład fotograficzny moich rodziców, zalega tylko wysoka kupa gruzów. Vis a vis był nr 39, pod którym mieszkaliśmy. Ocalał tylko niedopalony parter, a wyżej wypalone ściany. Podwórko zasypane gruzem, lekko przykryte śniegiem. Rozgarniam parę cegieł [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krystyny Łopatek z d. Gieysztor

[...]  Warszawiacy zaczęli się ruszać do Warszawy. Słyszałam te rozmowy, stojąc w tych tłumach, patrzących na przejeżdżające czołgi. Ciotka zabroniła mi powrotu. Ja jej nie posłuchałam. Powiedziałam, że muszę iść do Warszawy. Aby poszukać mamy. Oczywiście ani śladu. Wiedziałam, że ja mamy w Warszawie nie znajdę, bo wszyscy zostali wypędzeni. Wiedziałam również, że wszyscy zostawiają jakąś wiadomość na domu, wypisują i gdzieś zostawiają kartki itd. Wobec tego poszłam do Warszawy. To było dwa czy trzy dni po wyzwoleniu. Czyli to było około 20 stycznia? Tego nie umiem odtworzyć. Wiem, że zebrała się cała grupa takich ludzi i szliśmy na piechotę do Warszawy. To była tragedia kompletna. Jak wychodziłam, to Warszawa była bardzo zniszczona, zbita, ale nie tak, żeby nie móc zauważyć żadnego całego domu, a tutaj w ogóle tego nie widziałam. Weszliśmy od strony Woli, ulicą Wolską, potem szliśmy Alejami Jerozolimskimi. Rozglądałam się wokół. Szło się tylko środkiem dawnej jezdni, bo wszędzie ulice zawalone gruzami i nigdzie całego domu.  [...]

  Więcej ...


 
Galeria fotografii
         
 
search Szukaj na www
Wyszukaj artykuły na www zawierające poniższe słowa
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten