Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Anny Teofilak-Maliszewskiej


foto

       Po naradach Mama zdecydowała się przejść wraz z mieszkankami dozorcówki do Grodziska. Tam w którymś z domów przyjęto nas z wielkim współczuciem, dano jeść i pozwolono przenocować. Następnego dnia stało się coś niezwykłego. Jedna z pań "kresowych" poszła na targ i sprzedała kosztowną broszkę, którą miała ukrytą w kostce mydła. Owa pani dała Mamie 1000 zł i powiedziała, że nie chce w przyszłości zwrotu. Miał to być wyraz wdzięczności dla Pana Boga za wydostanie jej z warszawskiego piekła.
     W tej sytuacji Mama zdecydowała, że pojedziemy do mojego stryja, Władysława Teofilaka, mieszkającego w Kozłowie Szlacheckim koło Sochaczewa. Stryj był bardzo przywiązany do mojego Ojca, który zginął tragicznie jeszcze przed wojną i Mama liczyła na jego pomoc. W Grodzisku na targu Mama znalazła rolnika, który wracał do domu w okolice Sochaczewa i obiecał zawieźć nas do rodziny.
      Stryj z żoną przyjęli nas bardzo serdecznie. Ich dom stopniowo wypełniał się uciekinierami z Warszawy. Pamiętam, że wszyscy pomagali w wyrabianiu chleba i pieczeniu licznych bochenków w ogromnym piecu.
      Którejś nocy obudziłam się z lękiem i uczuciem, że zaraz się uduszę. Miałam zupełnie obrzęknięte gardło i gorączkę. Na prośbę zrozpaczonej Mamy Stryj zawiózł nas wozem konnym do Sochaczewa, gdzie w szpitalu zbadał mnie lekarz. Okazało się, że zachorowałam na dyfteryt. Po powrocie do domu przez miesiąc byłam odseparowana od innych mieszkańców, zwłaszcza od dzieci.
       W Kozłowie Mama nieustannie martwiła się nieznanym losem brata i bratowej, a także ich dzieci, które brały udział w Powstaniu. Dowiedziała się przypadkiem, że bratanek, Staszek Gromulski (pseudonim Ruskin w zgrupowaniu GURT) został ranny i zmarł 6-go sierpnia. Nieco później dostała wiadomość, że bratanica, Wandzia Gromulska, sanitariuszka w batalionie GOLSKI (pseud. Teresa) zginęła już 3-go sierpnia. W tej sytuacji Mama postanowiła szukać osieroconych rodziców i uznała, że mogą oni być u rodziny w Częstochowie.
     Pojechałyśmy więc w listopadzie do Częstochowy, do kuzyna mojej wujenki, doktora Bielunasa. Tu również zostałyśmy przyjęte życzliwie, dostałyśmy pokój i łóżko. W rodzinie państwa Bielunasów spędziłyśmy Święta Bożego Narodzenia. Dowiedziałyśmy się, że wujostwo Gromulscy przebywają u innej rodziny pod Piotrkowem.
      Muszę teraz napisać jak byłam ubrana - przecież w sierpniu wyszłam z domu w letniej sukience i sandałkach. Otóż na zimę Mama uszyła mi palto z brązowego szlafroka kuzynki, podbite kawałkami króliczych skórek, które ofiarowała znajoma. Buty składały się z kawałków drewna, do których Mama przybiła gwoździami futerko i futerkiem wysłała w środku. Były bardzo ciepłe.
     W Częstochowie Mama zapisała mnie do szkoły Sióstr Nazaretanek, zdałam u nich egzamin do trzeciej klasy. Byłam nieźle przygotowana, ponieważ wcześnie zaczęto uczyć mnie w domu i w wieku 6 lat posłano do drugiej klasy. Wiosną u Sióstr przystąpiłam wraz z całą klasą do 1-szej spowiedzi i Komunii Świętej.
      Z czego żyłyśmy w Częstochowie? Początkowo żywili nas pp. Bielunasowie, lecz im też było trudno, bo rodziny z Warszawy przybywało. Przyjechała ciotka p. Marii Bielunasowej, Tacjanna Wysocka z ciężko chorym synem Stefanem. Szczęśliwie Mama spotkała znajomą krawcową (p. Lenę Krukową), która przyjęła ją do pomocy. Obie panie szyły całymi dniami koszule męskie. Mamie udało się też sprzedać partię pocztówek świątecznych, namalowanych własnoręcznie.
      Pamiętam przejście frontu przez Częstochowę. Nie było walk w mieście, żołnierze radzieccy przeszli przez nie w ciągu kilkunastu godzin. Był wtedy mroźny styczeń.
      W tym czasie znajoma Mamy zaproponowała, aby przenieść się do wynajmowanego przez nią mieszkania. Skorzystałyśmy z tej propozycji, aby odciążyć rodzinę Bielunasów. Mama nadal szyła koszule, a wieczorami wypiekała ciastka, które następnie sprzedawała do cukierni. Pomimo starań pieniędzy było bardzo mało. Kolejnym kłopotem było to, że zachorowałam na odrę i przez jakiś czas nie mogłam chodzić do szkoły.
     Miałyśmy tylko jedno prześcieradło i miskę. Miskę Mama znalazła na śmietniku w dwóch częściach - denko i resztę. Mama poprosiła ślusarza, żeby miskę zreperował, lecz on odmówił z braku czasu. Wtedy Mama (która, oprócz Akademii Sztuk Pięknych, ukończyła przed wojną Państwowy Instytut Robót Ręcznych) poprosiła, aby ślusarz pożyczył jej kolbę do lutowania i dał trochę cyny. Ślusarz zgodził się, ciekawy, jak kobieta będzie lutować. Po reperacji miski ślusarz powiedział do czeladnika "żebyś ty tak potrafił".
     W maju rozeszła się radosna wiadomość o zakończeniu wojny. Wszyscy cieszyliśmy się bardzo. Na Jasnej Górze odbyły się uroczystości dziękczynne; msza święta "na wałach" zgromadziła tysiące ludzi pod murami klasztoru.
      Teatr w Częstochowie rozpoczął swoją działalność wystawiając "Placówkę" Prusa. Pamiętam, że Ślimaka grał aktor warszawski Edward Strycki. Już wcześniej w teatrze rozpoczęły się próby rozmaitych spektakli, lekcje ruchu scenicznego i tańca dla aktorów prowadziła Tacjanna Wysocka. Przy okazji zorganizowano lekcje rytmiki i tańców ludowych dla dzieci - uczestniczyłam w nich z wielką przyjemnością. Lekcje te zakończyły się w czerwcu popisem, przeprowadzonym przez T. Wysocką. Dotąd doskonale pamiętam układ solowego tańca do melodii "Biały Mazur" Osmańskiego, który brawurowo wykonała dziesięcioletnia Oleńka Borszówna, późniejsza tancerka Opery Warszawskiej.
     Był piękny, upalny czerwiec. Tłumy ludzi gromadziły się codziennie nad brzegami Warty. Rzeka pod Częstochową była płytka i moc dzieci kąpało się zupełnie bezpiecznie. Jednakże któregoś dnia zbliżyłam się wraz z koleżanką do mostu kolejowego i tam porwał nas wir. Odtąd wiem, jak wygląda topienie się w wirującej wodzie. Na szczęście w pobliżu kąpali się kilkunastoletni chłopcy i półżywe wyciągnęli nas z wody.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten