Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Wandy Jarczyk


foto

  Relacja Wandy Jarczyk
MUZEUM HISTORYCZNE M. ST. WARSZAWY
W konspiracji była harcerką i brała udział w Powstaniu Warszawskim.
NOTATKA W SPRAWIE SCHRONISKA DLA SIEROT WOJENNYCH
W SKIERNIEWICACH

     Po upadku Powstania Warszawskiego, będąc w Grodzisku Mazowieckim u znajomych rodziców, zaczęłam szukać pracy i koleżanek, z którymi w czerwcu 1944 r. zdałam maturę w Warszawie. Siostry Urszulanki podały mi adres Teresy Tłomackiej. Napisałam do niej i natychmiast otrzymałam odpowiedź, że pracuje w Schronisku dla Sierot Wojennych RGO w Skierniewicach, które aktualnie poszukuje maturzystek na stanowiska opiekunek dzieci. Natychmiast się zdecydowałam. Dobrnęłam do Skierniewic trochę na piechotę, trochę pociągiem. Pracę rozpoczęłam w tym ośrodku RGO już 2 listopada 1944 r., jako wychowawczyni.
     Przebywało tam wtedy około 120 dzieci w wieku 6-12 lat. Większość przeżyła Powstanie w Warszawie i zgubiła lub utraciła opiekunów. Kilkanaścioro miało trudności z porozumiewaniem się lub w ogóle nie mówiło albo nie słyszało. Dzieci miały ustalony plan zajęć, były jako tako ubrane, miały obuwie, (ale nie zawsze pończochy) i były regularnie żywione i nadzorowane.
     Schronisko mieściło się w dużym, dwupiętrowym domu, niedaleko dworca kolejowego Skierniewice. Warunki były bardzo skromne. Dzieci i personel spały na piętrowych łóżkach. Jeden duży pokój na I piętrze służył jako sala zabawowa. Kilka osób starszego personelu mieszkało w małych pokojach domu. (Wychowawczynie młode spały obok dzieci). W jednym z tych pokoi ukrywała się (leżąc w łóżku) "Babusia", to jest profesor Helena Radlińska. Już w końcu listopada zorganizowała dla zatrudnionych maturzystek, pełniących funkcje wychowawcze (oraz dla kilku osób dochodzących z miasta) regularne nauczanie według programu Państwowego Wyższego Kursu Nauczycielskiego. Wykładowcami byli - sama profesor, pani Jędrychowska - pedagog oraz kilku pedagogów dochodzących z miasta Skierniewice oraz jakieś dodatkowe, nieznane nam osoby spoza ośrodka. Każda z uczestniczek kursu miała wyznaczony własny temat. Znalazły się też książki. Tak rozkładałyśmy dyżury w opiece nad dziećmi, aby można było wysłuchiwać wykładów. Program pracy dla dzieci obejmował również ich naukę szkolną, ale był bardzo trudny w realizacji wobec braku podręczników i zwłaszcza w związku z dużą liczbą dzieci (w tym z trudnościami w mówieniu i słyszeniu). Były one też systematycznie nadane zdrowotnie, ale realizacja i zalecenia, zwłaszcza wobec braku specjalistów medycznych, natrafiały na trudności nie do pokonania.
     Ogólne warunki były bardzo trudne. Co prawda nikt nie głodował, ale i nie najadł się do syta.
     Nie było też żadnych osób obsługi poza kucharką i paczkami. Dzieci musiały pomagać przy sprzątaniu, które odbywało się prymitywnymi metodami. Skutkiem było rozmnożenie się pcheł i stała walka z wszawicą. Punkt sanitarny prowadziła studentka medycyny, ale nie miała żadnych specyficznych środków medycznych. Same sporządzałyśmy na przykład syrop przeciwkaszlowy z cebuli.
     Ośrodek otrzymywał różne dary na przykład używaną bieliznę osobistą lub pościelową, którą można było używać po wypraniu - ale prasowania na przykład już nie było.
     Ogromnym przeżyciem dla dzieci była styczniowa (1945 r.) ofensywa armii radzieckiej, połączona z nasilonym hukiem dział, zwłaszcza z pociągu pancernego (dom był w pobliżu dworca kolejowego). Dzieci bardzo się bały, krzyczały i płakały. Personel dla uspokojenia dzieci śpiewał przez kilka godzin, pomimo huku - różne pieśni i piosenki. Nacierający żołnierze, gdy zobaczyli dzieci - więcej do domu nie zaglądali, tak, że zachowały się zapasy na wyżywienie przez kilka następnych bardzo trudnych dni.
     Po kilku tygodniach część dzieci została przewieziona do Częstochowy i do Krakowa. Co się stało z innymi - nie wiem.
     W marcu 1945 r. profesor Radlińska zarządziła i przeprowadziła egzaminy na kursie pedagogicznym, zaakceptowana już przez polskie władze oświatowe w Łodzi. Wydały one oficjalne świadectwa uczestnikom kursu, którzy zdali egzaminy. Części wydano jednocześnie natychmiast skierowania do pracy w szkolnictwie. Ja i Teresa dostałyśmy jako nauczycielki (!) skierowane do Szkoły Powszechnej we wsi Jeruzal - 18 km od Skierniewic, gdzie zaczęłyśmy pracę nauczycielską z dziećmi. Były tam w 7-mio klasowej szkole tylko dwie nauczycielki, z których jedna poważnie zachorowała, a dzieci było podwójnie więcej z Warszawy.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten