Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Danuty Nizińskiej-Grzegrzółki


foto

     W dniu 6 sierpnia, a była to niedziela (Przemienienie Pańskie) usłyszeliśmy walenie do bramy. Dozorca otworzył ją i Niemcy wpadli na podwórko z karabinami do strzału, powiedzieli, że dają nam 5 minut i musimy opuścić budynki. Wzięliśmy tylko poduszkę, kawałek słoniny i coś tam jeszcze i stanęliśmy w kolumnie na ulicy. Popędzili nas do placu Unii Lubelskiej. Obejrzałam się na nasz dom, ale już się wydobywały kłęby dymu. Szliśmy Aleją Szucha do Alei Ujazdowskich. Na rogu stał drewniany budynek, do którego wpakowali nas i trzymali całą noc. Rano po oddzieleniu mężczyzn popędzili nas ulicą Litewską do Marszałkowskiej i dalej do placu Zbawiciela. Na każdym rogu był ustawiony wielki karabin maszynowy, a przy nim Niemcy w czarnych mundurach. Przechodząc przez plac Zbawiciela oglądaliśmy ludzkie trupy leżące obok walizek, które były tak zapakowane, że aż wieka się odrywały. Ten widok pamiętam bardzo dobrze.
     Po drugiej stronie placu, przez Marszałkowską była barykada, za barykadą byli powstańcy. Niemcy właśnie zaprowadzili nas do nich, kazali nam wspaniałomyślnie iść do swoich. Tu muszę przyznać, że potraktowali nas ulgowo, gdyż już następne budynki, a w nich ludzie mieli gorzej. Tam wrzucali do piwnic granaty, dużo osób zabili, na przykład na ul. Skolimowskiej nr 5 był magiel i właśnie znajoma maglarka, która przeżyła opowiadała, że Niemcy kobiety i dzieci z ich domu pędzili przed czołgami.
     Nas za to zamknęli na całe dwa miesiące w Śródmieściu. [...]
     3 października przygotowałyśmy się do wyjścia. Ponieważ moja choroba jeszcze się nie skończyła, ubrałam się w Janka spodnie i wyszłyśmy. Nie pamiętam, gdzie, ale zebrała się grupa ludzi, otoczyli nas Niemcy z bronią i pognali nas do ulicy Śniadeckich. Widok, jaki zobaczyłyśmy był wstrząsający. Zbombardowane budynki, walające się trupy, których nikt nie sprzątał. Ruszyliśmy Śniadeckich do ulicy Nowowiejskiej, koło Politechniki, widziałyśmy działki, na których stały krzaki pomidorów, marchwi, których nie można było jeść, bo byłyśmy za bardzo wygłodzone. I tak doszliśmy do Dworca Warszawa Zachodnia. Za sobą zostawiłyśmy gruzy i grób.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten