Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Danuty Nizińskiej-Grzegrzółki


foto

     Potem załadowali wszystkich do bydlęcych wagonów bez okien, zgnietli nas jak śledzie, zamknęli drzwi i jazda w nieznane. Wieźli nas całą noc bez picia i jedzenia. Tak dojechaliśmy do Starachowic i rozpuścili nas. Podobno jacyś księża ujęli się za naszym transportem. No i zostałyśmy we trzy sieroty w obcym mieście na dworcu, nie wiedząc, co robić dalej. Ale mamusia powiedziała, że musimy wracać tą samą drogą do swoich. Bez biletu wsiadłyśmy w pociąg i w drogę. Nie pamiętam, ile dni jechałyśmy, w każdym razie trwało to dosyć długo, bo przecież pociągi nie kursowały normalnie. Nikt się tej wędrówce nie dziwił, bo to była naprawdę wędrówka ludów, przeważnie z Warszawy. Któregoś dnia znalazłyśmy się w Żyrardowie - do Mszczonowa kawał drogi, a z Mszczonowa 10 km do wsi, gdzie był tatuś. Zarzuciłyśmy to, co miałyśmy na plecy i w drogę. Jakiś chłop podwiózł nas kawałek furą, potem drugi, także pomału znalazłyśmy się za Mszczonowem. Do domu niedaleko, ale niestety nie mogę iść dalej, słaniam się z osłabienia i powiedziałam, że dalej nie pójdę. Położyłam się w rowie, a mamusia z Teresą poszły dalej i doszły. Zapadłam w jakieś omdlenie, szczęśliwa, że nie muszę już nigdzie iść. Po jakimś czasie słyszę nadjeżdżającą furę i chłopaki od stryjka Stacha zabierają mnie z rowu i kładą na tej furze. Tak dojechaliśmy do domu.
     Tatusia nie było, bo jak zwykle poszedł pod Warszawę i mówił, że już nas nie zobaczy. Opowiadali, co z nim chodzili, że jak zobaczył jakieś małe ślady stóp dziecięcych to całował je i płakał, myślał, że to są ślady Teresy. Poszliśmy spać, a rano czuję, że ktoś mnie całuje i płacze, a to tatuś wrócił spod Warszawy i zastał nas w domu.
     Po drugiej stronie szosy, przy której mieszkał stryjek, była chałupa poniemiecka, murowana, która była własnością stryjka. Wynajął nam tę chałupę, dopóki coś się nie wyjaśni.
     Mieszkaliśmy tam, tatuś chodził do lasu - wycinał drzewa na opał, bo już zbliżała się zima, a my tęsknie wyglądaliśmy w stronę Warszawy, nad którą unosiły się chmury dymu.
     Aż któregoś dnia zobaczyliśmy Niemców pędzących masę bydła, było to po obiedzie. Od Warki było słychać dudnienie. Przeszliśmy więc do domu stryjka na noc, a rano witaliśmy naszych oswobodzicieli. Czołgi radzieckie dogoniły Niemców, rozjeżdżali ich czołgami, a bydło rozbiegało się na wszystkie strony.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten