Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jerzego Kasprzaka


foto

Ze starszym o dwa lata bratem pracowaliśmy, ojciec chorował, mama wychowywała małego. W 1947 roku zmarł ojciec, a w 1949 roku mama. [...]
     Myśmy potem wyjechali do Warszawy, mieszkaliśmy na Sadybie. W gazecie wyczytałem po 20 września, że pułkownik "Radosław" stanął na czele Komisji Likwidacyjnej Armii Krajowej, że urzęduje w gmachu BGK na rogu Alei Jerozolimskich i Nowego Światu i wzywa wszystkich żołnierzy Armii Krajowej do zgłaszania się do Komisji w celu ujawnienia się. Poszedłem, zgłosiłem się i zostałem zarejestrowany, to jest mój dokument z datą i numerem: "Dnia 28 września, obywatel Kasprzak Jerzy, członek byłej Armii Krajowej, zarejestrowany 28 września w Komisji Likwidacyjnej obszaru centralnego spełnił obowiązek ujawniania się". Podpis "Radosława" i jakiegoś UB-owca.
     Jak przyszedłem do domu to zostałem strasznie zrugany przez mojego brata, złapał mi to i wyrzucił do pieca w kuchni, w ostatniej chwili złapałem. Mówił: "Coś ty głupi zrobił, już jesteś zarejestrowany, będą cię szukać!". Trudno - zrobiłem to.
     Podporządkowałem się, uwierzyłem "Radosławowi". Spotkałem chłopaków z "Zośki" na schodach w gmachu BGK - też przyszli się ujawniać. Od tamtej pory pisałem wszędzie - w życiorysach, w dokumentach podawałem, że byłem w Armii Krajowej, w Szarych Szeregach, że brałem udział w Powstaniu. Specjalnie nie uchroniło to mnie - w 1951 roku zostałem powołany do wojska, do jednostki w Orzyszu. Tam była straszna dyscyplina. Tak się złożyło, że trafiłem do szkoły podoficerskiej. Tam nie pytali, czy chcesz, czy nie chcesz tylko normalna liniówka. W nocy przychodził podoficer dyżurny - budził mnie i wzywano mnie wielokrotnie do informacji - do oficera informacyjnego i wałkowanie, lampa... Pamiętam zapach koalicyjki i pasa - wszystko świeże. Poprzydzielani, prosto po szkole oficerów informacyjnych w Łodzi, to był początek roku szkoleniowego. Taki młody szczaw przesłuchiwał mnie wielokrotnie. Ja niczego nie ukryłem, niczego nie mógł odkryć, - że jemu udało się coś wyciągnąć. "Przepraszam - ja się zgłosiłem, ujawniłem...", pracowałem w fabryce, potem w redakcji - przed pójściem do wojska miałem staż w redakcji. Nic nie mógł mi udowadniać i zrezygnował z dalszych przesłuchań.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten