Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Wiktorii Dewitz


     Aż nadszedł dzień wiosenny, kiedy z Zakopanego dotarła wiadomość: "Niemcy uciekli w nocy, Zakopane zajęły oddziały partyzanckie i wojsko radzieckie. Kraków ocalał". Zwołałyśmy dzieci na plac przed domem, panie szybko spinały biało-czerwony sztandar z poszwy na poduszkę. Malcy ustawili się wokoło w niedzielnych ubrankach. Kończyła się dziecinna bajka o białym orle zamkniętym w klatce i o żołnierzach walczących z "czarnym krukiem". "Niemców nie ma, Polska jest wolna", niedługo wrócą do nas mamy i tatusiowie. "Jeszcze Polska nie zginęła póki my żyjemy" - tym razem na cały głos śpiewają dzieci. A my płaczemy wszystkie ze szczęścia; z niepokoju o to, co w Warszawie, z nagłego uczucia słabości wobec tego, co trzeba będzie odrobić.
     Co kilka dni do tego czy innego dziecka docierał ktoś z bliskich, reszta czekała w napięciu. Nie mówiliśmy nic tym, o których już było wiadomo, że zostały sierotami! "Anusia" przecież zostanie ich domem dalej.
     W kwietniu na wezwanie towarzyszy z Warszawy opuszczam "Anusię", aby objąć pracę w harcerstwie. Na miejscu jako kierowniczka zostaje 22-letnia druhna Wanda Szatyńska, przybyła z Warszawy, aby w pracy z dziećmi znaleźć cel życia po stracie zabitego w Powstaniu męża.
     Dzieci odprowadziły mnie daleko od domu i długo machały na pożegnanie. Zostawała w "Anusi" jeszcze na jakiś czas i moja własna 6-letnia Ewka. Nowy etap służby w Naczelnictwie ZHP w Polsce Ludowej rozpoczęłam, meldując się komendantce Pogotowia w Krakowie i zyskując jej dobre życzenia na drogę. [...]

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten