Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Tadeusza Ziomka


     Warszawa była moim miastem rodzinnym od 1936 roku. Tutaj mieszkałem wraz z matka i młodszym o dwa lata bratem w pamiętne dni Powstania Warszawskiego. O ojcu nie mieliśmy wiadomości od 1939 roku, kiedy został zmobilizowany i poszedł walczyć z okupantem.
     Mieszkaliśmy w czynszowej kamieniczce przy ulicy Grzybowskiej 76 pomiędzy ulicami Towarową a Wronią w jednym niewielkim pomieszczeniu mieszkalnym na parterze, bez elektryczności i innych wygód. (...)
     Kiedy Powstanie przyjęło poważniejsze rozmiary, a pobyt w mieszkaniu stwarzał zagrożenie dla życia, przenieśliśmy się na stałe do piwnicy. (...)
     Pozostaliśmy tutaj do końca, przytuleni do matki, by w razie czego razem umrzeć. Na to matka - ta, która w okresie okupacji wielokrotnie, szczęśliwie uniknęła śmierci - była szczególnie przygotowana.     
     Któregoś dnia przez okna piwniczne usłyszeliśmy niemieckie okrzyki zmieszane z wystrzałami karabinowymi i wybuchami granatów, potem zaś polskie przywołania do opuszczania piwnic, gdyż dom stoi w płomieniach.
     Opuściliśmy piwnice. Wyszli wszyscy omszali i bladzi. Raziło nas światło słońca. Zobaczyliśmy kłęby dymu i ognia we wszystkich oknach domu. Niemcy podpalili dom przy pomocy miotaczy płomieni.
     Utworzyliśmy kolumnę marszową. Na czele kolumny pojawiła się biała flaga. Poddawaliśmy się. Wokół uzbrojeni Niemcy krzyczący: "raus" i Ukraińcy krzyczący w swoim języku: "poskoriej". Ręce trzymaliśmy podniesione do góry. Przed bramą stał czołg z dudniącym silnikiem i lufą w nas skierowaną. Wyszliśmy na ulicę. Paliły się wszystkie domy. Nieba nie było widać, gdyż ogień górą łączył się jak gdyby ze sobą z obu stron ulicy. Wszędzie stały beczki z benzyną, a trotuary były niemalże całkowicie pokryte łuskami karabinowymi różnego kalibru.
     Pędzono nas w kierunku ulicy Towarowej, zaledwie z podręcznym bagażem, gdyż tylko tyle wolno było ze sobą zabrać. Matka nasza myśląc przewidująco, ubrała nas w zimowe paltka, nie zważając, że był to przecież upalny sierpień.
     Nie wiedzieliśmy, dokąd pędzą nas Niemcy. Potykaliśmy się od czasu do czasu o leżące na ulicy trupy ludzi. Wkrótce znaleźliśmy się w jakimś garażu przy ulicy Wolskiej.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten