Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Tadeusza Ziomka


     W dwa dni później, gdy Rosjanie oświadczyli nam, że Warszawa jest już wolna, a było to na przełomie stycznia [i lutego] 1945 roku - wyruszyliśmy do Warszawy, oczywiście pieszo.
     Pożegnaliśmy naszych gospodarzy. Zdobycze wojenne po Niemcach pozostawiłem. Wzięliśmy cośkolwiek na drogę i byliśmy zadowoleni, że wreszcie wracamy do domu.
     Nie tylko my wracaliśmy pieszo do Warszawy. Szło tam z różnych stron wielu ludzi. Wracali wszyscy wygnańcy. Szliśmy pieszo dość daleko. Popuchły nam nogi, poobcierało się ciało w pachwinach o ostre występy spodni. Niezbędny był odpoczynek.
     Po drodze, na szczęście, zabrał nas radziecki wojskowy samochód jadący do Warszawy. W drodze się popsuł. Sporo ludzi wysiadło i poszło na nocleg do pobliskiej wsi. My nie mieliśmy siły iść, toteż doczekaliśmy się naprawy i ruszyliśmy dalej.
     Byliśmy głodni. Z wiszącej kurtki żołnierskiej wystawało coś z kieszeni. Matka sprawdziła - był to chleb ze smalcem. Popełniliśmy tę kradzież i szybko ze smakiem posililiśmy się. Wysiedliśmy przy rogatkach Warszawy, na Woli, koło wiaduktu. Tutaj w jakimś pomieszczeniu spędziliśmy noc, a rankiem pieszo poszliśmy na ulicę Grzybowską do naszego domu.
     Warszawa jeszcze się paliła. Wszędzie byli tylko zgliszcza i ruiny. Nie można było przejść. Wlekli się po gruzach wynędzniali i zapłakani ludzi. Wojskowe służby ruchu i rozminowywania kierowały przechodzącą ludność do przejść ze znakami "min niet".
     Na Grzybowskiej stał jeszcze szkielet domu, w którym się urodziłem. Z naszego okna na parterze można było poprzez kolejne kilka pięter zobaczyć niebo. W mieszkaniu gruzy, wszystko spalone. W piwnicy pozostał tylko papier podłożony pod rzeczy tam schowane. Nie znaleźliśmy nic. Wynieśli to Niemcy lub inni rabusie. Zamieszkanie było niemożliwe. Klatki schodowe były pozawalane, pustka, nicość i tylko wspomnienia. Byliśmy głodni i chłodni, bez żadnych środków do życia.
     W napotkanym po drodze sklepiku stwierdziliśmy, że już nic nie można kupić za posiadane stare pieniądze. Były już nowe, a tych jeszcze nie mieliśmy. Przez zamarzniętą Wisłę przeszliśmy pieszo na Pragę. Od znajomych przyjaciół matka pożyczyła nowe 500 złotych. Tak startujemy do nowego życia. Celem naszym jest dostanie się do Ostrowi Mazowieckiej - rodzinnego miasta matki. W Warszawie nie mamy żadnych szans.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten