Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Barbary Rybeczko-Tarnowieckiej


     Szóstego września już przez nasz schron nie przebiegli powstańcy. Zrobiło się dziwnie pusto i cicho, wyczekiwanie było męczące. Po pewnym czasie usłyszeliśmy: "Alle raus"!
     U wejścia do piwnicy stali niemieccy żołnierze. Jednak nie byli to Niemcy, lecz własowcy, którzy popędzili nas przez płonące miasto. Na Wybrzeżu Kościuszkowskim, w pobliżu pomnika Syreny, siedziała grupa żołnierzy przy parującym kotle. Jeden z nich wyciągnął rękę z menażką w moim kierunku. Może to był ludzki odruch? Chociaż byłam bardzo głodna, szybko cofnęłam się mocno przestraszona.
     Wszędzie zwały gruzu, przykry odór i swąd. Na Bednarskiej zobaczyłam wystające spod kamieni zwęglone ręce. Potem Krakowskie Przedmieście, gdzie dowodzący Niemiec z Wermahtu zarządził postój blisko pomnika Mickiewicza. Mama zauważyła, że coś się dzieje. Zajęła się moją starszą siostrą, która niosła czyjeś małe dziecko - to ją uratowało. Mnie własowiec popchnął w kierunku drzwi publicznej toalety. Zobaczyłam strome schody, a na dole kilku siedzących pod ścianą żołnierzy. Nagle usłyszałam krzyk mojej matki. Kilka rąk chwyciło mnie - chyba z trzeciego stopnia - i wyciągnęło na górę. Kobiety wepchnęły mnie w tłum. Trzęsłam się i dzwoniły mi zęby. Mama głośno powtarzała Niemcowi: "Das ist kleine Kinder". Za moment popędzono nas dalej. W Ogrodzie Saskim, gdzie stały ciężkie działa, znowu polowano na młode dziewczyny. Kolejny etap to kościół na Woli - tu zabrali mężczyzn.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten