Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Izabelli Wciślińskiej


foto

Po paru dniach udałam się do cioci Weroniki, to jest rodzonej siostry mego ojca, która z rodziną mieszkała w Pruszkowie. U niej dostałam również schronienie i wyżywienie.
     Od cioci Weroniki pojechałam do mojej siostry Zdzisławy Świetlik, która mieszkała z rodziną w Grodzisku Mazowieckim. Tam dowiedziałam się, że mój mąż mnie poszukuje i napisał, że będzie wychodził na pociąg z Grodziska do Częstochowy. Zgodziłam się jechać do niego. Omówiłam sprawę z maszynistą i zezwolił mi za pewną opłatą jechać na drezynie, jadącej przed pociągiem. Drezyna jest to taki wózek na 4 kołach bez pokrycia, a wysokość bariery okalającej wynosi pół metra. Drezyna była dołączona przed parowozem i stanowiła zabezpieczenie dla pociągu, gdyby na szynach było coś podłożone, pierwsza wylatywała w powietrze. Jechałam więc w kuckach lub na leżąco, żeby nie było mnie widać, a sadze tak mnie opyliły, że wyglądałam jak murzynka.
     Na dworcu w Częstochowie czekał już na mnie mój mąż. Zawiózł nas dorożką do swojej siostry Jadwigi na ulicę Św. Barbary 17, w pobliżu Jasnej Góry, gdzie mieszkała z mężem Stefanem, synem Lesiem i córką Alusią. Było już u nich sporo rodziny z Warszawy: jej rodzice Florentyna i Józef Wciślińscy, brat Stefan Wciśliński z żoną Helą oraz synkiem Zbyszkiem.
     Ponieważ mieszkaliśmy niedaleko Jasnej Góry, chodziliśmy z córeczką prawie codziennie do kościoła, aby się pomodlić. Bardzo wzruszające było dla nas odsłonięcie obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. Chodziliśmy tam przeważnie z rana, nie było tłoku, można się było przyjrzeć i pomodlić. Dużo ludzi przychodziło się modlić, gdyż w Częstochowie znalazło się wielu tak jak i my z Powstania Warszawskiego.
     Warunki życiowe mieliśmy bardzo ciężkie, ale żyło się nadzieją na lepsze jutro. Trochę handlowaliśmy cukrem, spirytusem, dostarczając do sklepów, ponadto sprzedałam swój złoty zegarek "Omega". Na przejściowe krótkie okresy przybyli do Częstochowy: brat mego męża Zenon, brat żony Stefana Oleś, stryjek mego męża Antoni z żoną i inni. Szukali, gdzieś zahaczenia się bardziej na stałe.
     Na początku lutego 1945 roku już po oswobodzeniu Częstochowy od Niemców, które nastąpiło w dniu 17 stycznia 1945 roku, przybyła do nas pani Iza Mejerowa, która w czasie okupacji i Powstania mieszkała w Warszawie, niedaleko od nas na ulicy Mickiewicza. Nie mogę sobie przypomnieć, jak to się stało, że nas odnalazła. Z zawodu była krawcową. Mąż tej pani zginął w Oświęcimiu, była samotna, bardzo się z nią lubiłyśmy i w ramach swoich możliwości starałam się dać jej zarobić, ponadto bardzo kochała moją małą córeczkę. W Częstochowie mieszkała razem z nami na ulicy Barbary, handlowała różnymi rzeczami, a za zarobione pieniądze kupowała jakieś obrusiki, materiały, obszywała mnie i moją córeczkę, a ponadto gotowała przeważnie pierogi z głowizną, kapustę na niej i była szczęśliwa, że jest razem z nami.
     Jak się wszyscy rozjechali od siostry mojego męża, oni to mieszkanie sprzedali i wyprowadzili się na ulicę Waszyngtona.
     Mój mąż postanowił pojechać na zwiady do Wrocławia, gdzie mieszkał już jego stryjeczny brat Kazio Wciśliński, syn stryjka Andrzeja, wraz z żoną i rodziną oraz swoją siostrą Zosią Pawłowską z córeczką, której mąż przebywał i dotychczas przebywa w Londynie, od 1939 roku. Nawet swojej córeczki nie widział, bo urodziła się pod koniec 1939 roku, a on już przebywał na wojnie. Brat stryjeczny Kazio zaproponował mojemu mężowi pracę w Zarządzie Miasta Wrocławia w Wydziale Handlu.
     We wrześniu 1945 roku pojechaliśmy już wszyscy razem do Wrocławia. Jechaliśmy wagonem towarowym prawie półtora dnia. [...]
     Na początku 1949 roku popsuły się stosunki w męża pracy i nie mógł znaleźć pracy w innym miejscu. Ustaliliśmy, że wrócimy do Warszawy. Mój mąż porozumiał się ze swoimi rodzicami, którzy mieszkali w Warszawie przy kolonii Zagościniec 35, w byle jak częściowo odbudowanym domku. Rodzice mego męża wyrazili na to zgodę i matka jego przyjechała w marcu 1949 roku do Wrocławia i zabrała nasze dzieci do Warszawy. My pozostaliśmy we Wrocławiu jeszcze około tygodnia, aby polikwidować sprawy związane z wyjazdem. Domek moich teściów składał się z pokoju oraz kuchni. W tym pokoju zamieszkałam wraz z mężem i dwojgiem dzieci, a teściowie jak dotychczas mieszkali w kuchni.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten