Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Bogdana Lewandowskiego


foto

     Po kilku dniach, wraz z innymi ludźmi próbowaliśmy dostać się do Warszawy. Pociągi były nieczynne. Kolejka EKD też była unieruchomiona. Piechotą dotarliśmy zaledwie za Milanówek, gdy nagle rozpętała się gwałtowna strzelanina. Leżeliśmy w śniegu, ukryci w rowie przydrożnym. Okazało się, że to żołnierze sowieccy walczyli między sobą o łupy znalezione przy Niemcach. Wokół widać było liczne ślady działań wojennych. Leżały trupy żołnierzy niemieckich, rozbity i porzucony sprzęt, nawet całe armaty z amunicją. Trzeba było zawrócić.
     Ponownie ruszyliśmy do Warszawy w marcu, bez Basi, piechotą wzdłuż torów kolejowych. Gdy dotarliśmy do Włoch, nie mogłem już iść i Matka musiała pozostawić mnie u obcych ludzi. Dalej poszła sama.
     Po powrocie opowiadała, że dotarła do naszego domu na Piusa. Dom był spalony i częściowo zburzony. Wejście do piwnic było dostępne, ale mury były jeszcze tak nagrzane, że nie można tam było długo przebywać, a trzymana w ręku świeca wyginała się od gorąca. Zamurowana skrytka, była rozkuta i ograbiona. W naszej komórce piwnicznej, w zgliszczach, leżały nadpalone albumy ze zdjęciami i drobne bezwartościowe przedmioty.
     Później, kilka razy oglądałem ruiny spalonego po powstaniu, naszego domu.
     W maju 1945 r. ogłoszono zakończenie wojny. Z przejęciem czekaliśmy na symboliczny, zapowiedziany sygnał syren fabrycznych.
     Osoby mieszkające wraz z nami, stopniowo opuszczały dom. Właściciel, owdowiały starszy pan, pozwolił nam mieszkać w wolnym pokoju. Oczekiwał na powrót z wojny, dwóch dorosłych synów. Starszy, marynarz, przebywał w Anglii, a młodszy wywieziony na roboty do Niemiec, wyemigrował do Kanady.
     Miejsce naszego nowego zamieszkania, wydawało się sielankowe, ale i tutaj wojna pozostawiła ślad. Na sąsiedniej działce okupanci dokonali egzekucji kilkunastu Polaków, których pochowali w dwóch płytkich mogiłach. Aby przykryć odsłaniające się z pod piasku zwłoki, okoliczni mieszkańcy usypali małe kopce, na których postawiono drewniane krzyże.
     Po uruchomieniu trakcji EKD, matka uzyskała pracę kasjerki, na nocnej zmianie, na przystanku Kazimierówka. Maleńka budka kasy, stała na pustkowiu, a ludzie pokazywali się tylko wtedy, kiedy nadjeżdżał pociąg. Wynagrodzenie wydawano w naturze, kilka kilogramów węgla na opał, czasem trochę kartofli lub cebuli. Główną zapłatą była zupa, którą codziennie rozwożono w kotłach, w wagonach osobowych elektrycznej kolejki. Powstały o tym plebejskie przyśpiewki, które słyszałem po latach: " ... ekadowcom zupę lała."
     Wkrótce unormowano pracę kasjerek, a po kilku miesiącach, przeniesiono matkę do biura EKD w Leśnej Podkowie, gdzie wydawano mundury służbowe i buty oraz płacono niewielkie wynagrodzenie.
     Dalej mieszkaliśmy w Grodzisku. Skończyłem tam szkołę podstawową. Moja siostra zdała maturę, a później podjęła studia na wydziale historii sztuki Uniwersytetu w Lublinie. Osiedliła się na stałe we Wrocławiu.
     Ja lata te wspominam niemile, gdyż pozbawieni wszystkiego, żyliśmy w wielkim niedostatku.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten