Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Tadeusza Klemińskiego


foto

Kiedy wyrzucili was stamtąd Niemcy i jak to wyglądało?
    
Niemcy wyrzucili nas na przełomie lipca i sierpnia. 27 lipca czołgi rosyjskie podeszły pod Wawer. Po tym jak te czołgi podeszły i wróciły się do Miłosnej, to nas wtedy wysiedlili. Na początku poszliśmy do mojego chrzestnego. Mieszkał on z żoną na Grochowie.
A jak wyglądało wysiedlenie? Powiedzieli, że macie godzinę czasu na spakowanie swoich rzeczy i wynocha?
    
Tak. To wyglądało w ten sposób, ze jednego dnia przyszli i zawiadomili, że na następny dzień trzeba się ewakuować. To nie było tak, że od ręki. Tej nocy, przed piwnicą, robiliśmy takie zasłony z ziemi, żeby pocisk nie wleciał do piwnicy, tylko w ziemię. Przed jedną z piwnic wykopaliśmy potężny dół, wyłożyliśmy papą i włożyliśmy tam wszystkie cenniejsze rzeczy, jak pościel, ubrania. Wszystko wrzuciliśmy do tego dołu, zakryliśmy papą, przyłożyliśmy deskami i zasypaliśmy ziemią. Hodowaliśmy króliki, które tam zostały. Jak pojechaliśmy na Grochów, to nie mieliśmy co z tymi królikami zrobić. Ojciec poszedł do Mikulskich, pracowali razem w teatrze Ateneum, ojciec tam pomagał, malował, robił dekoracje. Poszliśmy do nich, stamtąd ojciec wziął jakiś wózek i chcieli przyjść zabrać te króliki. Przy ulicy Rembertowskiej, obecnie Marsa, stał żandarm i nie pozwalał przechodzić, nie mogliśmy wrócić po króliki, nie wiemy, co się z nimi stało. Przyszliśmy, piwnica była rozwalona, bo te króliki hodowaliśmy pod takim tarasem, królików nie było. Gdybyśmy je wypuścili, to by latały po całej okolicy.
     Chrzestny z żoną mieszkali na Grochowie, na pierwszym piętrze, przy placu Szembeka. Tam był taki drewniany kościółek, naprzeciwko ulicy. Chrzestny z żoną mieli sklep na dole, a sami mieszkali na pierwszym piętrze, a obok była brama. Najpierw poszliśmy do nich na górę, a później, jak już trwały walki, do piwnicy. Kiedy wychodziliśmy było widać łuny Powstania Warszawskiego.
     Kiedy przyszliśmy, to był chyba koniec lipca, bo jeszcze nic nie było. Na drugi dzień, ojca i chrzestnego zabrali, dali ogłoszenie, że wszyscy mężczyźni, od pewnego wieku, muszą się stawić. Ojciec i chrzestny poszli. Mikulski już nie wrócił. Ojciec opowiadał, że pracowali na torach. Ojciec wrócił już po wyzwoleniu.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten