Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Krystyny Zbyszewskiej


foto

Byłam przerażona tym, co będzie z Warszawą. Widziałam, że Niemcy nas nienawidzą, chcą zniszczyć całą Warszawę. Nie wiedziałam, co się dzieję z moją mamą. Nie wiedziałam, gdzie mam pójść, czy do jakichś krewnych, którzy byli w Olkuszu, we Włoszczowej. Poszłam do "Gozdala" (Przemysława Góreckiego) na Wilczą 41 i zapytałam, co mam zrobić. "Gozdal" był harcmistrzem, który się nami opiekował. Jedni mówili, żebym poszła jako cywil, a drudzy, żebym poszła z oddziałem. "Gozdal" się mnie spytał, gdzie mieszkałam, powiedziałam mu, że na Ochocie, na placu Narutowicza, tam zostawiłam mamę. Powiedział, że uważa, że nie mogę iść jako cywil, i że powinnam iść z oddziałem. Wzięłam wszystkie swoje klamoty i zapakowałam w plecaczek.
     Razem z moim oddziałem poszliśmy przez pół Warszawy, do placu Zbawiciela. Ja nie miałam broni, ale wszyscy moi koledzy z oddziału musieli swoją broń - rewolwery, karabiny - wrzucać do kosza. Myślałam, że serce mi się wykrwawi. Szliśmy Grójecką, do mojego mieszkania na trzecim piętrze. Wszystko było spalone. Mama gdzieś poszła, Niemcy ją gdzieś zabrali. Szłam z oddziałem do Ożarowa. Po drodze były pola pomidorów. Kiedy zobaczyliśmy te pomidory - po dziesięć czy piętnaście na jednym krzaczku, wszyscy się na nie rzuciliśmy. Poleciałam i jadłam, nie mogłam się powstrzymać.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten