Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Danuty Napiórkowskiej-Jarzębowskiej


foto

     Ja natomiast, już po kilku miesiącach zachorowałam na owrzodzenie żołądka i dwunastnicy. Ciężko chorowałam przez blisko 26 lat. Do dzisiejszego dnia mam ograniczoną dietę, niektóre pokarmy bardzo mi szkodzą, w dalszym ciągu, błona śluzowa żołądka nie jest zdrowa, natomiast dwunastnicy już prawie nie mam, jest tam sztuczne przejście wytworzone nie operacyjnie, ale nastąpiło to samoistnie, przewężenie wszystkich przejść. Było to groźne, bo każde dalsze przewężenie groziło natychmiastowym pęknięciem, śmiercią.
     Praktycznie całe życie nie byłam zdrowa. Wielokrotnie, bo aż dziewięciokrotnie, chorowałam na nerki. Co więcej, niedorozwój spowodował śmierć pierwszego w moim łonie, sześciomiesięcznego synka. Długo później musiałam się leczyć. Mało tego, ja obawiałam się decydować na dalsze dzieci, bo obawiałam się, co będzie, czy będą zdrowe czy kalekie. Szczęśliwie urodziło się dwoje zdrowych dzieci.
     Moje przeżycia wojenne wypaczyły, niezależnie od stanu zdrowia fizycznego, moją psychikę. Do tego stopnia, że jestem człowiekiem znerwicowanym, o chronicznej nerwicy. Nie widać tego po mnie, bo dużo nad sobą pracuję, żeby tego nie okazać. To są przeżycia absolutnie nie zatarte, bo jak można zapomnieć fakt, kiedy pędzono nas z rękami do góry przez ulice Woli, długie ulice, nie kończące się dla nas. Kiedy wpadaliśmy do lejów po bombach, ja też do takiego leja wpadłam, dobrze, że  miałam przy sobie jakąś chusteczkę czy apaszkę i zakryłam zakrwawiona nogę, żeby nie było widać. Moja mama, w tym czasie, bardzo zaczęła krzyczeć, ale szybko biegłam, kulejąc. Na szczęście, ta rana później się zagoiła i jakoś mnie tam opatrzono w Pruszkowie, w punkcie sanitarnym. Jeżeli tylko zobaczyli kogoś rannego, zarówno Ukraińcy jak i Niemcy, dobijali natychmiast.
     Jednym z największych przeżyć dla mnie, było to, że pod palącymi się domami siedzieli ludzie, głównie starsi i nigdy nie da się zapomnieć ich potwornie rozwianych włosów. To byli ludzie, którzy jak strachy, jak widma siedzieli i błagali: "Polacy, bracia, dobijcie nas!" Wzdłuż nich chodzili Niemcy z karabinami i usadzali tych wyciągniętych ludzi pod domami. Oni wszyscy siedzieli z prosto wyciągniętymi nogami, nie wolno im było zmienić pozycji. Palili się żywcem, kiedy już się dopalali, to ich dobijano, albo i nie. Tego zapomnieć się nie da.
     Nie da się również zapomnieć takiego faktu, przed nami szło małżeństwo, które mogłabym niemal dokładnie opisać. Ciemna, młoda kobieta, mężczyzna ciemno blond, ja to do dziś pamiętam, ona prowadziła za rączkę dziecko, on pchał wózek z maleńkim niemowlęciem, przy nich szedł pies, wilczur niemiecki. Nagle mężczyzna padł, nie wiem czy to był odłamek, czy tendencyjna kula, padł twarzą do ziemi, w tym samym momencie rzucił się na niego ten pies, strasznie wył. Natychmiast podszedł Niemiec czy Ukrainiec i strzelił do tego psa, pies zaskowyczał i padł, następnie wyjął niemowlę z wózka i o najbliższy mur roztrzaskał główką. To wszystko widziałam. Matka za głowę się złapała, puściła to małe, drugie dziecko, ludzie, sąsiedzi złapali ją i jakoś odwlekli. Później już jej nie widziałam, nie wiem czy przeżyła, czy nie.
     Trzecie przeżycie, tragiczne w skutkach, choć niezawinione przez to co się stało, to na rogu ul. Bema i Wolskiej, Niemcy ustawili nas jako żywą barykadę. Nie było nas wszystkich widać zza tej barykady. Faktem jest, że zanim powstańcy się zorientowali, że tam są ludzie, po prostu z ulicy, to wielu sąsiadów z ul. Orlej padło. Mama złapała mnie i brata, przyciągnęła do siebie i przytuliła, podobnie jak jeszcze jedna rodzina sąsiadów, skryliśmy się za dużym, okrągłym słupem ogłoszeniowym, a koło nas padali inni ludzie. Stąd, między innymi, w wierszu napisałam, że ulice trupami usiane. Tego zapomnieć się nie da. To są rzeczy, które na zawsze zostaną w świadomości. Tego nie zatrze żaden czas, on może złagodzić ten ból, złagodzić ostrość tego obrazu. Tak już z czasem jest, że łagodzi rany, bo inaczej w ogóle nie dałoby się żyć, ale blizny do końca, ani z serca, ani z pamięci nie wytrze.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten