Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Krzysztofa Radlicza


foto

27 września Mokotów skapitulował. Jak się potoczyły pana losy od tego momentu?
    
Był duży ostrzał, a my byliśmy na otwartej przestrzeni. "Społem" było już w rękach niemieckich. Przesunęliśmy się tym przejściem do narożnego domu, na ulicy Bałuckiego 34, tam zastaliśmy kapitulacje Mokotowa. Zanim wyszliśmy, to przez budynek na Różanej 15, przechodził taki fajny podporucznik, uroczy człowiek, pełen humoru. Niemcy podsunęli działo na gąsienicach i prawie w momencie kapitulacji wystrzelili w bramę. Ten porucznik dostał odłamkiem między oczy, oczy mu wypłynęły. To było makabryczne. On oczywiście został od razu opatrzony i skierowany do punktu sanitarnego. Wyszedłem na ulicę, stało tam trzech oficerów i rozmawiało z jakimiś Niemcami i Kałmukami. Głównego ataku dokonały oddziały rosyjskie, które oddały się do niemieckiej dyspozycji. Najpierw musieliśmy usunąć barykadę, zasypać ją, wtedy wjechały czołgi.
A pan wychodził z mamą?
    
Tak z mamą wychodziłem, z mamą, ciotką i babcią. Przeszliśmy do ulicy Kazimierzowskiej, Kazimierzowska do Madalińskiego, Madalińskiego na zachód, przez Aleje Niepodległości, a później w pole i skosem, w stronę działek koło Okęcia. Tam przechodziliśmy koło ogródków działkowych, gdzie wśród pomidorów, zobaczyliśmy trupa jakiejś łączniczki AK, z biało-czerwoną opaską na ramieniu. Skierowano nas do torów wyścigowych na Służewcu, gdzie umieszczono nas w hangarach. 28 września załadowano nas do bydlęcych wagonów i odstawiono nas do Pruszkowa.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten