Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Krzysztofa Radlicza


foto

Czy miał już pan wtedy świadomość, że zbliża się koniec wojny? Czy do obozu docierały jakieś informacje z frontu, że z jednej strony zbliżają się już Amerykanie, a z drugiej Rosjanie?
     Niemcy byli cały czas tak butni z powodu swojego zwycięstwa, że do nas nic nie dochodziło. To była zupełnie inna sytuacja, myśmy wtedy wyszli o głodzie, mieliśmy jedynie trochę fasolki z rozbitego magazynu, nic więcej. Przy sobie mieliśmy kilka osobistych rzeczy. Wszystkich, którzy słabli po drodze Niemcy dobijali. To był tzw. pochód śmierci. Pierwszego dnia przechodziliśmy koło angielskiego obozu jeńców, tych 12 Anglików, którzy szli z nami zostało tam. Resztę pchano, żeby jak najszybciej wyjść z amerykańskiego kotła.
Pan już odzyskał siły po tym zapaleniu płuc?
     Nie, ja byłem coraz słabszy. 16 kwietnia, późnym wieczorem, zakwaterowano nas w takiej olbrzymiej stodole, upchano nas tam jednego obok drugiego. Eskorta codziennie się wymieniała, raz byli to wojskowi, a raz cywile z volksturmu, oni byli najgorsi, to było coś niesamowitego. To były takie złośliwe staruchy, zawzięte bardzo. Rano wyszliśmy z tej stodoły, przeszliśmy może kilometr, kiedy zauważyliśmy, że nad nami krąży amerykański samolot zwiadowczy. Było słychać artylerię. Niemcy, żołnierze z eskorty pozakopywali karabiny. To była dziwna sytuacja, ja już w ogóle nie miałem siły się ruszać, byłem przekonany, że mnie zabiją. W tym momencie zza górki wyjechał jeep z karabinem maszynowym. Amerykanie rozbroili eskortę i chcieli ich rozstrzelać. Akowcy się temu sprzeciwili, powiedzieli, że akurat ci zachowywali się przyzwoicie, zostali zatrzymani jako jeńcy. Razem z nami jechał wóz konny z prowiantem i plecakami Niemców. Amerykanie zwalili to wszystko na ziemię i wszystkich, którzy nie mogli chodzić wsadzili na wóz. Mnie jak taką kłodę wrzucono na ten wóz. Kiedy więźniowie zobaczyli tych Amerykanów, to rzucili się ich całować, całowali ślady ich butów, całowali buty swoich wyzwolicieli. Przejechaliśmy kilka kilometrów, przez front, z ciężką artylerią do miejscowości Walbeck koło Hettstaedt (?). Tam nas zakwaterowano. Z miejsca zainteresował się mną lekarz armii amerykańskiej, który mnie wziął pod opiekę.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten