Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Krzysztofa Radlicza


foto

     Zostaliśmy ściągnięci przez ciotkę do Krakowa, gdzie z miejsca zapisałem się do gimnazjum im. Sobieskiego przy ulicy Batorego. Przyjęto mnie tam bardzo ciepło, bardzo mile. Był tam taki opiekun społeczny, warszawiak, pan Felewski. Za każdym razem, kiedy były jakieś przydziały z UNRRA mówił, że ja walczyłem, więc trzeba mi pomóc, był mi bardzo przychylny. Wychowawcą klasy był pan Kloske, wybitny biolog, mieliśmy tam wspaniałych, przedwojennych profesorów, byli bardzo uczynni, z sercem. Tam, niestety, do harcerstwa zapisać się jeszcze nie mogłem, ponieważ miałem w czerwcu lub lipcu wyjechać do Warszawy. Przyjechaliśmy z wujem do Warszawy, do mieszkania na Żoliborzu, gdzie były jego matka i siostra, zamieszkałem z nimi. Mieszkanie ocalało z pełnym ekwipunkiem, ponieważ pocisk uderzył w schody na klatce schodowej, nie było schodów, nie było wejścia, więc nikt nie mógł się tam dostać. Później schody odbudowano, a w mieszkaniu było wszystko, łóżka, pościel. Stamtąd przejeżdżałem na ulicę Rakowiecką do szkoły im. Rejtana takim autem ciężarowym. Moja siostra pracowała w Biurze Odbudowy Stolicy na ulicy Skolimowskiej.
Co się stało z mieszkaniem na ulicy Różanej?
     Mieszkanie na Różanej zostało rozszabrowane. Tam była gosposia Leopolda Staffa, który był naszym ciotecznym dziadkiem. Ona wzięła stamtąd jakieś pamiątki, mój pamiętnik, jakieś obrazki.
To, czego nie zabrali szabrownicy?
    
Nie. Ona była przed nimi. Kiedy już nikogo nie było, to oni rzucili się na to, wszystko wzięli. Już się tam nie dało zamieszkać, nie było tam wstępu. Zacząłem chodzić do szkoły, gdzie z miejsca zapisałem się do harcerstwa, do I Warszawskiej Drużyny Harcerskiej im. Romualda Traugutta, tak zwanej "Czarnej Jedynki". Zrobiłem tam stopień wywiadowcy, otrzymałem wiele sprawności harcerskich, uczestniczyłem w wielu obozach. Ponieważ miałem ładny głos, bo jeszcze śpiewałem sopranem, w wielu przypadkach, występowałem jako solistka operowa. Miałem wiele przygód. Jak robiłem sprawność kucharza, było tylko pół kilo kiełbasy i trochę mąki. Musiałem zrobić posiłek na dwudziestu dwóch zgłodniałych chłopów, trzeba było coś im dać. Wpadłem na genialny pomysł. Wziąłem dwóch pomocników, poszliśmy do zagajnika i pozbieraliśmy ze świerków takie malutkie szyszki. Zrobiłem ciasto, wsypałem te szyszki, obtulałem szyszki i wrzuciłem do wody. Osobno zrobiłem sos pomidorowy z kiełbasą, to wszystko zalałem, wsadziłem do klusek i wymieszałem. Każdy z druhów chciał mieć jak najwięcej tych klusek, z których prześwitywały szyszki, myśleli, że to kiełbasa. Później chcieli mi dać kocówę, ale uciekłem. To były takie moje wspaniałe moje przygody.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten