Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacje mówione całe


 Wstecz...


foto
 
Relacja Aleksandry Diermajer-Sękowskiej

[...]  Czyli pani podjęła decyzję, że razem z siostrą, pójdzie pani do obozu jenieckiego? Tak. To było Śródmieście Północne, czyli przez Pruszków wyjechałyśmy do Fallingbostel, potem do Bergen-Belsen, w grudniu, i do Oberlangen. Proszę opowiedzieć jak wyglądał transport. Jechaliśmy bydlęcym wagonem, nie pamiętam już ile nas tam było. Dziewczętom było na pewno wygodniej, bo są niższe, prawie wszystkie mogły leżeć. Były krótkie przerwy na jakieś wyjście. W wagonie wywierciłyśmy otwór do wylewania moczu.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Grażyny Doroty Duchniak

[...]  Pamiętam tylko, że już w tej piwnicy siedziałam. I kiedy przyszli Ukraińcy i zaczęli nas wyrzucać, moja mama akurat była w mieszkaniu na górze; po coś tam poszła. A nasze składane łóżko było na końcu piwnicy. I jak mieszkańcy kamienicy wołali mnie, żebym wyszła razem z nimi, to nie chciałam - siedziałam na tym łóżku i czekałam na mamę. To była dla mnie dramatyczna sytuacja. Z kolei wychodzący ludzie wołali do mojej mamy przez klatkę, żeby szybko zeszła, bo nas wyganiają.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jerzego Eknera

[...]  W momencie wybuchu Powstania Warszawskiego był pan dziewięcioletnim chłopcem i mieszkał pan na Starówce... Mieszkałem w domu mojej babuni, na ulicy Miodowej 17 mieszkanie 14, na pierwszym piętrze. To jest ten dom, który dzisiaj jest domem arcybiskupów warszawskich. W tamtych czasach oficyny lewa i prawa były zamienione na mieszkania czynszowe, wynajmowane. (...) Dom był zbudowany w technologii ceglano-drewnianej - było bardzo dużo drewna, tynk na ściany był kładziony na matę z trzciny, stropy były izolowane warstwą drewnianych trocin... I to gruzowisko zaczęło się palić. I wtedy ktoś wyjrzał, mówi: "Tak, to już się pali, musimy stąd uciekać". Zabraliśmy to, co akurat mieliśmy na sobie, czyli płaszcze zimowe, sweter, spodnie, babunia i ciocia zimowe okrycia... Cały dobytek - woreczek z sucharami, pudełko kostek cukru i kawałek (mały kawałek, może 70 deko) wędzonego boczku. I z tym wyszliśmy na podwórze. I tylko słychać wystrzały, wybuchy... Piękne słońce było, upalne słońce. I tak poszliśmy za ludźmi, skręciliśmy w lewo, na pogorzelisko środkowego budynku, przez okno weszliśmy na to pogorzelisko, które już było wystudzone, przez to pogorzelisko przeszliśmy do ogrodu pałacu arcybiskupiego i moje pierwsze wrażenie: gdzie zniknął ogród - nie ma krzewów, nie ma drzew, nie ma trawników... W drugim czy trzecim dniu Powstania uczestniczyłem w pogrzebie, właśnie w tym ogrodzie, ale tych grobów nagle się pojawiło kilkanaście... Nie było trawników, gałęzie ścięte przez odłamki... I w tym ciągłym huku weszliśmy do tego ogrodu. I nadleciała eskadra "Stukasów". I znowu instynktownie rzuciliśmy się pod mur. Lecieli tak nisko, że przez kabinę widziałem głowę pilota w skórzanej czapce i w okularach.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Marty Gadomskiej-Juskowiak

[...]  Ludność z piwnic wygarnęli i podpalili wszystkie klatki schodowe. My byliśmy na drugim piętrze. Klatki schodowe były drewniane. Trzeba było uciekać. Babcia, ciocia, mama poopatulały nas jakimiś kocami, kołdrami i wtedy zeszliśmy do piwnicy.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Garlickiego

[...]  Przed wojną mieszkaliśmy, z moim ojcem i matką, przy ulicy Chmielnej, czyli w centrum miasta. Ale, tak szczerze wyznam, niewiele - właściwie nic z tego nie pamiętam. W 1939 roku mój ojciec, który był adwokatem - został zmobilizowany jako porucznik rezerwy i po kampanii wrześniowej trafił do oflagu. W tym czasie przeszliśmy z matką na Żoliborz, gdzie mieszkali dziadkowie z jej strony i jej siostra, starsza o trzy czy cztery lata. To było duże mieszkanie - czteropokojowe, które kupił dziadek, ale dwa z tych pokoi były olbrzymie. Dziadek był sędzią. I pierwsza scena, która mi utkwiła w pamięci, to jest właśnie jak żeśmy się przenosili do moich dziadków.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Andrzeja Janowskiego

[...]  W okresie okupacji i całe Powstanie mieszkałem wraz z rodzicami przy ulicy Noakowskiego 12. Wielki stary dom, z początku ubiegłego wieku. I tam z całą rodziną przeżyliśmy Powstanie, z wyjątkiem krótkiego okresu, kiedy ewakuowano nas ze względu na zdobywanie Politechniki przez Niemców. Wtedy kobiety i dzieci musiały opuścić budynek, ale później wróciliśmy. Byliśmy tam do samego końca, do ostatnich dni - wyszliśmy 2 października, jako jedni z ostatnich, wraz z całą rodziną.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Leszka Kazanowskiego

[...]  Ani żadnego transportu, ani nic, wszystko to, co w rękach, dwoje dzieci, jeden 9 lat, drugi 12, siostra cioteczna, która z nami szła, to nawet miała chyba 6 lat, bo jeszcze do szkoły nie chodziła - a więc samo zajęcie się tymi dziećmi to był problem, nie licząc starszej babci.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Wiesława Kępińskiego

[...]  matka, w takim jakby szale, rozpaczy powtarzała tak: "Zabiją nas, zabiją nas, zabiją nas". Ja tam się nawet starałem Niemca, który nas prowadził, prosić, żeby nas nie zabijał... Oczywiście nic może nie rozumiał, ale to nie miało żadnego znaczenia... Nawet go złapałem za rękaw... I szedłem ostatni. Z tego, co wiem. I to jest właśnie przypadek, jak to się mówi, jeden na milion. Ponieważ ten szereg osób szedł w jakimś porządku, więc pierwsze osoby poszły w stronę zachodnią, a ja byłem tuż przy ścieżce, która prowadziła na wał.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Ewy Kirszenstein-Skrzypczak

[...]  Potem doszłyśmy do wagonów... Ludzka natura jest nieprzewidywalna - nie wiadomo, dokąd te wagony jadą, ale ludzie się tłoczyli jakby po jakieś skarby. W tych wagonach stało się sztorcem. Na szczęście były otwarte, góra była otwarta, więc nie było duszno, ale to było punktowe, że tak powiem, miejsce; razem z babcią, razem z Manią. Pociąg jechał, nie chcieli wypuścić w celu załatwienia jakichkolwiek potrzeb. Więc się tak jechało, jechało... Na szczęście zaczął padać deszcz i zbieraliśmy do jakiejś miseczki wodę, żeby się napić. Niemcy nie pozwalali wyjść... Jeden bochenek chleba do nas gdzieś spadł...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Tadeusza Klemińskiego

[...]  W okresie okupacji cały czas mieszkałem w Wawrze, zajmowaliśmy suterenę w domu, który stoi do dzisiaj, to jest przy skrzyżowaniu, na Bronisława Czecha, tam gdzie widać taki wyskoki dom. Tam byliśmy całą okupację, za wyjątkiem okresu, kiedy nas wygonili Niemcy, kiedy przechodził front.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Kołodziejskiej-Jedynak

[...]  Pamiętam taką rzecz, która odcisnęła się piętnem na całym moim życiu. Obok nas siedziała nasza sąsiadka, której córka niedawno urodziła dziecko. Ta córka pojechała do lekarza czy gdzieś, już nie pamiętam i nie zdążyła wrócić do domu. I ta babka została z maleńkim niemowlęciem. Niemowlę miało może trzy tygodnie - w każdym bądź razie osesek, bo to nawet nie niemowlę, tylko taki świeżo urodzony. No i można było temu dziecku dać, bo nawet to ta babka dawała - mama w taką szmatkę w miarę czystą owijała jeden z tych cukierków, które moja "postrzelona" siostra uratowała, i to dziecko ssało, bo mleka nie było. No ale caluteńki czas kwiliło, cały czas. Takie dziecko musi mieć wodę, musi mieć picie - bo ono było odwodnione. I na śmierć tego dziecka patrzyliśmy niestety wszyscy. Bo ruszyć się nie można było - kto raz już zajął miejsce, to nie wolno mu się było ruszyć z tego miejsca. I to było okropne. Już tyle lat minęło, [a] ja ciągle pamiętam tą babkę, która tuli to dziecko do piersi - bo ono chciało się do jakiegoś ciepła przytulić. I umierało na naszych oczach...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Janiny Loth-Borkowskiej

[...]  Nikt nie wiedział. Kiedy staliśmy w Szczakowej - polscy kolejarze, którzy tam pracowali (a to był Reich) - mówili, że w każdej chwili mogą nasz pociąg skierować do Oświęcimia. Ale Oświęcim był już ponoć tak zapchany, że nie przyjmował więcej transportów. Staliśmy dwa dni - jak się ludzie dowiedzieli, że do Oświęcimiu - to odgrywały się tam dantejskie sceny. Zresztą w czasie podróży ludzie raz modlili się, śpiewali patriotyczne pieśni, a za chwalę za łby się brali i robili awanturę o byle głupstwo. To był koszmar. Podczas drogi, raz na jakiś czas zatrzymywali wagony i wypuszczali ludzi, żeby się mogli załatwić. Otwierali na raz tylko jeden wagon, Niemcy stawali półkolem z karabinami, a przed nimi wszyscy się załatwiali.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Eulalii Matusiak-Rudak

[...]  10 sierpnia, po południu przyszli Niemcy i kazali się nam wynosić, można było w rękę co nieco wziąć, wtedy mogliśmy pójść do mieszkania. Jak tylko weszliśmy do mieszkania i zbliżyliśmy się do okna to coś huknęło w róg naszego okna, czyli ktoś obserwował widocznie i nawet w to okno strzelali. Tam stała na oknie wykupiona przeze mnie marmolada, a to słońce sierpniowe tak grzało, że marmolada tak spuchła i lała się po tym oknie i na podłogę. W pierwszej chwili jak zobaczyłam na podłodze, to myślałam, że to krew czyjaś, a to była ta marmolada.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Idalii Olszewskiej-Klemińskiej

[...]  Wawer to były przedmieścia Warszawy. Bardzo blisko, teraz to jest Warszawa, ale wtedy to było na przedmieściach Pragi. To był domek piętrowy, murowany, nawet dość solidny. Bo w okolicy były domki jednorodzinne, małe, jak to na przedmieściach. I tam mieszkałam właściwie od urodzenia. Pamiętam doskonale, jak w trzydziestym dziewiątym roku - jak miałam trzy lata, prawie cztery, trzy i pół - tata szedł na wojnę. Bo był ułanem i szedł na wojnę do Modlina. Pamiętam to, mimo że byłam taka mała, bo bardzo to przeżywałam i bardzo płakałam. W trzydziestym dziewiątym roku, w czasie wojny i bombardowania - taty nie było, nie miałam rodzeństwa, tylko byłam sama z mamą - schroniłyśmy się w pobliskim kościele. Bo kościół był potężny, murowany, dobrze zbudowany...  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krzysztofa Radlicza

[...]  27 września Mokotów skapitulował. Jak się potoczyły pana losy od tego momentu? Był duży ostrzał, a my byliśmy na otwartej przestrzeni. "Społem" było już w rękach niemieckich. Przesunęliśmy się tym przejściem do narożnego domu, na ulicy Bałuckiego 34, tam zastaliśmy kapitulacje Mokotowa. Zanim wyszliśmy, to przez budynek na Różanej 15, przechodził taki fajny podporucznik, uroczy człowiek, pełen humoru. Niemcy podsunęli działo na gąsienicach i prawie w momencie kapitulacji wystrzelili w bramę. Ten porucznik dostał odłamkiem między oczy, oczy mu wypłynęły. To było makabryczne. On oczywiście został od razu opatrzony i skierowany do punktu sanitarnego. Wyszedłem na ulicę, stało tam trzech oficerów i rozmawiało z jakimiś Niemcami i Kałmukami. Głównego ataku dokonały oddziały rosyjskie, które oddały się do niemieckiej dyspozycji. Najpierw musieliśmy usunąć barykadę, zasypać ją, wtedy wjechały czołgi. A pan wychodził z mamą? Tak z mamą wychodziłem, z mamą, ciotką i babcią. Przeszliśmy do ulicy Kazimierzowskiej, Kazimierzowska do Madalińskiego, Madalińskiego na zachód, przez Aleje Niepodległości, a później w pole i skosem, w stronę działek koło Okęcia.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Jadwigi Szczęścik-Peruckiej

[...]  Wyszliśmy przez bramę nie wiedząc, że na rogu ul. Dworkowej jest poczta zajęta przez Niemców. Niemcy tam byli z karabinami maszynowymi. Kiedy przebiegaliśmy przez ulicę do swojego domu, to z karabinów maszynowych wszystkich zastrzelili. Zginął, między innymi, mój dziadziuś, który trzymał mnie na rękach, moja siostra, mój sąsiad. Zginęło bardzo dużo ludzi, nie pamiętam ile.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Michaliny Walter-Horst

[...]  6 września padło Powiśle i zjawili się Niemcy. Proszę pana, to ustawili nas w czwórki, no i pognali. Ja pamiętam, że byłam kretyńsko ubrana w jakiś kożuszek, a tu pali się... jak nigdy w Polsce w lecie takiego upału nie było. Co chwilę nas zatrzymywali, szczególnie już tu, przy Wolskiej. Myśmy szukali jakiejś kałuży, żeby umoczyć chusteczkę, bo oddychać nie było czym. I tak wlekliśmy się do Dworca Zachodniego.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Zygmunta Waltera

[...]  Potem zostaliśmy po pożarze budynku wyniesieni na teren ogrodów. Leżeliśmy w ogrodzie zanim nas Niemcy wywieźli na Wolę. Jak dziś pamiętam takie zdarzenie, że po usunięciu nerki nie wolno mi było pić. Mogłem mieć tylko zwilżane usta (nota bene matka zawsze chcąc to robić jak najdelikatniej, waliła mnie łyżeczką owiniętą w watę w zęby, ale to po prostu były nerwy). Leżałem na terenie tego ogrodu (Niemcy zajęli już tę posesję) i nade mną pochylił się - widząc, że mam takie spieczone usta - jakiś Niemiec, który mi przystawił manierkę do ust i tak zwinął sweter, który miałem pod głową i tę manierkę podparł. No, ja go wtedy oplułem... Do dziś pamiętam i nie zapomnę tego do końca życia, że ten człowiek mi powiedział: „Meine kind ich verstehe alles". Widocznie człowiek, który miał dzieci w moim wieku, dał mi do zrozumienia, że nie z nienawiści do narodu polskiego tutaj jest nad moja głową. Oczywiście, mógł mnie zastrzelić bez zastanowienia.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Haliny Wiśniewskiej

[...]  To było chyba pod koniec listopada. Przyszłam do domu i nie wiedziałam w ogóle, co ze sobą zrobić. A ponieważ ten mój mały dostał przepukliny - wtedy, jak nas tak zgnietli - więc poszłam do lekarza, do RGO. On mówi: "Proszę pani, to jest przepuklina, ale teraz nic nie zrobimy. Gdzie tutaj, co? Jak będzie miał rok i gdzieś wylądujecie, to wtedy trzeba zrobić operację".  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Elżbiety Żakowicz-Prejzner

[...]  Znaleźliśmy się koło Filtrów. Mijaliśmy palące się domy, moją uwagę oczywiście zwróciły te ściany, jakby ucięte, i w środku całe umeblowane mieszkania. I jeszcze taka nowa inscenizacja - podobna, jak ta z powstańcem i z wózkiem z trupami, tam w alei Szucha - sznur i na tym sznurze rozwieszone lalki. To było wstrząsające. Było to takie perfidne oddziaływanie na psychikę, ale to wiem dzisiaj. A wtedy po prostu zarejestrowałam to: tam - ten wózek z trupami i tutaj - ten sznur z pokiereszowanymi lalkami.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Krystyny Łopatek z d. Gieysztor

[...]  Popędzili nas tak, że dostaliśmy się na Wolę. Wpędzili nas do kościoła św. Wojciecha z wysoką wieżą. Tam się mrok zrobił. Jak myśmy dochodzili do tego kościoła, to na Woli dogasały różne pożary. Pamiętam, że ludzie w tej kolumnie mówili: „o Boże, to idziemy na Wolę, a tam palą ludzi". Nie wiedziałam, co to znaczy? Dlaczego palą? Ktoś mówił, że Niemcy rozstrzeliwali ludzi na Woli, że idziemy w złym kierunku, bo tam nic nas dobrego nie spotka. Tak między sobą ludzie opowiadali.  [...]

  Więcej ...


foto
 
Relacja Bożeny Myślińskiej

[...]  Siostrę kiedyś aresztowali. Była łapanka w Piastowie i w tym kiosku, jakaś była skrytka, do której ona się chowała, ale wtedy nie zdążyła się schować. Niemcy zabrali ją i wywieźli do Pruszkowa. Ciotka spakowała tę teczkę, co miałyśmy i poszłyśmy do Pruszkowa. Ja nie chciałam tam iść. Wiedziałam, że wywożą młodych do Niemiec na roboty, a starszych do Częstochowy. Ciotka koniecznie chciała jechać. Poszłyśmy do takiego punktu w tym Pruszkowie i ciotka zgłosiła się, że ona i ja chcemy jechać do Niemiec, tam, gdzie wywożą siostrę. Ale oni nas nie przyjęli. Pewno się zdziwili.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Nony Łyżwańskiej

[...]  W czasie mojej pracy w Pruszkowie w Ośrodku Zdrowia przeżyliśmy wielki wstrząs Powstanie Warszawskie. Dowiedzieliśmy się, że ludzie są wyganiani z Warszawy i idzie dzielnica Wola i że są wszyscy skupiani w dawnych warsztatach kolejowych po drugiej stronie torów niedaleko od naszego Ośrodka Zdrowia. Podobno były strasznie pokaleczone podeszwy, wbijały się żwir i kamienie, bo bardzo dużo ludzi szło na bosaka. To była ta dzielnica Warszawy, która najbardziej ucierpiała i ta, kiedy jeszcze nie było interwencji międzynarodowej, czyli jeszcze największe szaleństwo i okrucieństwo Niemców działo się wtedy, kiedy byli rozstrzeliwani personel szpitali i chorzy; kiedy był zniszczony cały Szpital Wolski. Wszystkich prawie mężczyzn wybili, a kobiety i część chorych byli na Jelonkach zgromadzeni i o tym myśmy się dowiedzieli. Na początku wydawało nam się tak straszne, tak niewiarygodne, że wprost nie chciało się wierzyć, ale na wszelki wypadek zebrałam mój personel w Ośrodku Zdrowia. Byłam tam przełożoną pielęgniarek i jednocześnie administratorką i zapytałam się mojego kierownika doktora Fitkała, czy pozwoli, żebyśmy poszli na te warsztaty zobaczyć, co tam się dzieje? Zebrałam pielęgniarki i woźne, wszystkie byłyśmy w białych fartuchach i poszłyśmy zobaczyć, czy nie potrzeba nieść jakiejś pomocy.  [...]

  Więcej ...


 
Relacja Julii Tazbir z d. Ehrenfeucht

[...]  Niemcy przychodzili, sprawdzali, ale ludzi nie ruszali. Natomiast kradli, to znaczy wyszukiwali kosztowności, pieniądze i jedzenie. Brali drobnicę łatwą do przechowania i przeniesienia. Pamiętam, że z tym raz przynajmniej, a może dwa razy nas wyrzucili z mieszkania, „revision", nas wyganiali nawet na podwórko i buszowali sobie po mieszkaniach, z tym, że nawet u nas się nawet obłowili.  [...]

  Więcej ...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten