Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Haliny Rozwadowskiej, matki ośmioletniego Marka


          Wyszliśmy wraz z innymi. Ktoś zaczął mnie popychać i ustawiać w szeregu - zobaczyłam dziewczynę w białym kitlu, która pouczała mnie wczoraj. Stałam posłusznie, tak jak mnie ustawiła, z brzegu i trzymałam syna za rękę. Wciąż nas liczono, staliśmy bardzo długo. Wreszcie czoło pochodu ruszyło i przyszła nasza kolej. Posuwaliśmy się żółwim krokiem. Kolumna zdawała się nie mieć końca. Było w niej wiele starych ludzi i dzieci różnego wieku. 
        Wyszliśmy na ulicę. Zwarte szeregi mieszkańców Pruszkowa stały na chodnikach i przypatrywały się nam milcząco. Wielu płakało. Niezliczona ilość rąk wyciągała ku nam bochenki chleba, pomidory, małe paczki, papierosy. (...) Obojętnie minęłam rękę z papierosami. Papierosy znikły, lecz ręka, która je wyciągnęła wyszarpnęła nas z szeregu. Tłum rozstąpił się i natychmiast zwarł. Znaleźliśmy się za palisadą zwartych pleców. Ręka z papierosami należała do kobiety, która trzymała ją teraz na moim ramieniu i dokądś prowadziła. Nie usuwałam tej ręki, chociaż była mi zbędna, mogłam przecież iść sama.
         Zapach karbolu i środków dezynfekcyjnych uświadomił mi, że jesteśmy w poradni lekarskiej, o której wczoraj mówili młodzi. (...)
         Pielęgniarka przyprowadziła do mnie Marka. Wystraszony, patrzył na mnie z lękiem i obejmował tak gorąco i żarliwie, że wróciła do mnie świadomość jego istnienia. Wzięłam go na kolana, chociaż był na to za duży i wkrótce zaczął mi ciążyć. Oparłam głowę o stół i po raz pierwszy zasnęłam.(...)
         Przypomniałam sobie, że ktoś miał przyjść po nas i zabrać. Zapytałam o to kobietę, sprzątaczkę z przychodni, która nas nakarmiła. Powiedziała, że nikt nie przychodził i chyba nie przyjdzie, bo wnet godzina policyjna. (...) Kobieta, pokazując na ogromny kubeł wrzącej na płycie wody, zaproponowała nam kąpiel, a potem nocleg w jej służbówce.(...) W ustawionej na środku kuchni balii usadowiłam najpierw małego, umyłam mu głowę i szorowałam kawałkiem ofiarowanej szmatki. Zamiast zwykłych protestów piszczał z uciechy i nie chciał wyjść z kąpieli. Pozwoliłam mu na tę rozkosz i czekałam cierpliwie, aż zgodził się wyjść. Niepodobna na umyte i czyste ciało włożyć brudną bieliznę. Poczciwa kobieta narzuciła na Marka kitel lekarski, z wierzchu otuliła chustką i od razu zabrała się do prania w niecce jego bielizny. (...) 
         Następnego dnia przyszła po nas młoda dziewczyna. Pozostaliśmy na razie u jej rodziców. (...) Noc spędzona w łóżku, kąpiel, czysta skóra i bielizna, nie mówiąc już o wypitym rano mleku pokrzepiły nas ogromnie. (...)
         Tej samej nocy Marek wymiotował i majaczył w czterdziestostopniowej gorączce. Sprowadzony z przychodni lekarz nie znalazł jednak nic poważnego, ani zapalenia płuc, czego obawiałam się po wczorajszej kąpieli, ani zapalenia mózgu, które było możliwe wobec typowych objawów wysokiej gorączki i wymiotów. Była to po prostu reakcja na to, co mały przeszedł, lekarz nie przewidywał nic groźnego. Zapisał środki uspokajające, modny wówczas na wszystko cibazol i spokój. (...) Zanim gorączka nie spadła, te kilka dni oboje sypialiśmy na słomie ułożonej na podłodze i nakrytej prześcieradłem. Moja apatia i otępienie nie przeszły. Spełniałam wszystkie czynności przy chorym dziecku sumiennie i dokładnie jak automat. Obojętnie i bez właściwego mi w poprzednich znacznie błahszych wypadkach niepokoju.
         Wiadomość, że żandarmeria wyłapuje z Pruszkowa i jego okolic posiadaczy warszawskich kennkart, zmusiła mnie do szybkiej i stanowczej decyzji - nie czekać, aż nieznani, choć życzliwi ludzie zadecydują za mnie, dokąd mamy się udać, tylko jechać do Damianów. Jeśli oni tyle czasu uchowali się bezpiecznie uchowamy się i my. (...)
        Pociąg przyjechał po godzinie policyjnej, noc więc musieliśmy przesiedzieć na dworcu w Ostrowcu. (...) Na Damiana czekaliśmy długo. Był już w Ostrowcu, lecz jak zwykle miał wiele spraw do załatwienia, zanim mógł nas zabrać do Podszkodzia, gdzie byliśmy zaledwie tydzień. (...) 
         Wlokący się za okupacji czas leciał teraz błyskawicznie. (...) Pod koniec stycznia wrócił z oflagu mój mąż. (...) Było nas dwoje, mocno złączonych i związanych z sobą trzecim ogniwem, naszym małym szatanem, nieznośnym, okropnym, lecz nieodzownym naszym dopełnieniem.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten