Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Henryka Piotrowskiego


     Będąc już na miejscu poszedłem pod wskazany adres. I tu o dziwo zamiast sierocińca, zastaję małą jednostkę wojskową. Przed budynkiem warta z bronią u nogi. Wartownik melduje mój przyjazd dowódcy warty i dopiero zostaję doprowadzony do dowódcy jednostki. W rozmowie z dowódcą kapitanem Sławomirem Stempniem przedstawiłem się i podałem mój życiorys. Tu dowiedziałem się, że trafiłem do jednostki liczącej blisko 240 chłopców zwanej "Orlęta Warszawy". Kapitan, oficer Powstania Warszawskiego, walczył na Woli, Starówce i w Śródmieściu. Po wyzwoleniu zbiera rozproszonych byłych młodocianych powstańców, będących sierotami i tworzy z nich samodzielną jednostkę, oczywiście pod patronatem Towarzystwa Gniazd Sierocych. Zostaję przydzielony do 4 plutonu, a na pierwszym wspólnym apelu zorientowałem się, że jestem wśród prawdziwych żołnierzy, większość w stopniach podoficerskich. Po apelu spotyka mnie nowa i jakże miła niespodzianka. Odnajduję wśród chłopców 4 kolegów z ławy szkolnej, tj. z 21 Szkoły Powszechnej na Bielanach. Trzech chłopców było wychowankami sierocińca pod nazwą "Nasz Dom" przy Alei Zjednoczenia. Jeden z nich o pseudonimie "Kuba" walczył nawet w czasie Powstania na Czerniakowie. Czwarty chłopiec Sławomir Wróbel był z Marymontu. Życie w jednostce mimo zajęć i nauki płynęło mi bardzo przychylnie, to też dziękowałem Bogu, że znalazłem się tu, wśród swoich kolegów i przyjaciół. Braki w wyszkoleniu i musztrze szybko nadrobiłem i byliśmy dużą i wspólną rodziną.
     Jednak sposób szkolenia i duch wychowania prowadzony przez naszego kapitana nie podobał się władzom Bezpieczeństwa Publicznego. W dniu 5 listopada 1946 r. kapitan nasz został wezwany do Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lesznie Wielkopolskim, skąd już do nas nie wrócił.
     7 listopada 1946 r. o godzinie 4.00 rano zostaliśmy zbudzeni i wypędzeni na apel. Tu ujrzeliśmy, że jesteśmy okrążeni przez wojsko Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego z bronią wycelowaną w nas. Dowodzący tą akcją oficer w kilku słowach dał do zrozumienia, że nie jesteśmy aresztowani, ale przechodzimy pod inne dowództwo i oczekuje od nas pełnego posłuszeństwa i dyscypliny wojskowej. Załadowano nas do samochodów i zawieziono do koszar w Lesznie Wielkopolskim. Tu wydzielono nam część bloku koszarowego i nakazano usunąć wszystkie dystynkcje wojskowe. Tak, że staliśmy się wszyscy szeregowymi, oraz zrobiono nowy podział na plutony. Oczywiście dowódcami plutonów zostali wprowadzeni polityczni pułku. Przez kilka dni robiliśmy bunt, odmawiając wychodzenia na apele i wykłady polityczne. Później w cichej zmowie robiliśmy ucieczki po 2, najwyżej 3 chłopców. Na mnie przyszła kolej w dniu 7 grudnia 1946 r., uciekliśmy pociągiem do Warszawy. Nie dawaliśmy sobie żadnych adresów ze względu na ewentualny pościg lub poszukiwania. Rozchodziliśmy się każdy w swoją stronę i w ten sposób nasza jednostka pod nazwą "Orlęta Waszawy" przestała istnieć.       

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten