Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Zbigniewa Badowskiego


foto

     Wkrótce dowiedzieliśmy się o kapitulacji. Strzały umilkły. Zapadła cisza, tak niezwykła w tym miejscu; tak, że zdawało się, że czegoś brakuje. Tylko swąd z palących się domów i nocne łuny pożarów przypominały nam te straszne chwile. Mieszkańcy naszego domu i przebywający w nim uciekinierzy, po ogłoszeniu komunikatów o przymusowej ewakuacji, zaczęli powoli opuszczać zniszczone miasto.
     My byliśmy w domu na Siennej 82 do 8 października, bo Mama i Babcia bały się iść ,,w nieznane". Lecz tego dnia przed południem wpadli na podwórze na czarno ubrani ,,własowcy" i zaczęli wrzeszczeć: ,,Piat' minut, wsie won! Uchadzi! Won! Won!" Było jeszcze, prócz nas, kilka osób, które też obawiały się tułaczki. Wybiegły one na podwórze, błagając o przedłużenie czasu, pokazując małe dzieci itp. Nie odniosło to żadnego skutku, Ukraińcy zaczęli podpalać dom, strzelając po oknach wyższych pięter miotaczem ognia. W popłochu nieliczni mieszkańcy opuszczali podwórze, łapiąc, co było pod ręką.
     Babunia już kilka dni temu z kapy na łóżko uszyła dwa worki. Były one na górze ściągane sznurkami, które były przywiązane do ich dolnych rogów. W te worki Babcia z Mamą wpakowały kilka rzeczy i tak jak staliśmy, uciekliśmy z palącego się już domu. Ja, jako ,,bagaż" miałem małą ceratową walizeczkę, w której, prócz woreczków z kaszą, resztką cukru i skórkami chleba, były wszystkie moje skarby - dwóch małych żołnierzy niemieckich z jakiejś masy, obrazki flag państw, herbów miast i kolonii niemieckich[1], które zbierałem. Były też karty do gry w ,,Czarnego Piotrusia", scyzoryk, grzebyk i lusterko, oraz malutką figurkę św. Antoniego w mosiężnym etui, którą dostałem od Babci, aby mnie chroniła. Orzełka przezornie schowałem do kieszeni krótkich spodenek, w które byłem ubrany. Wlokłem też na sznurku szczeniaka wilczka, który się do nas przyplątał po kapitulacji, a którego nie chciałem zostawić tu samego.
     W potoku wygnańców szliśmy wolno przez zasypane gruzami ulice - Żelazną do Alei Jerozolimskich, i w kierunku Dworca Zachodniego. Tu już jezdnie były uprzątnięte. Na chodnikach stały rzędy ludzi a środkiem płynęły niekończące się potoki objuczonych tobołkami lub pchających dziecięce wózki uchodźców. Nagle usłyszałem, że z tłumu stojącego wzdłuż trasy tego Exodusu, ktoś woła moje imię. Obejrzałem się. Była to o rok młodsza ode mnie dziewczynka, Mirka, która wraz ze swoją mamą kilkakrotnie w ostatnie dni Powstania u nas nocowały, a dzień wcześniej wyszły z naszego domu. Ucieszyłem się, chciałem do niej podejść, lecz Mama schwytała mnie za ramię, bojąc się, że zgubimy się w tym tłumie. Tylko pomachaliśmy do siebie rękami i już jej więcej nie spotkałem.
     Na Dworcu Zachodnim stały wagony kolejowe III klasy, do których nas żołnierze niemieccy i jacyś cywile ,,upychali" wraz z tobołkami; wszystkie wózki i co większe pakunki, które ich zdaniem zabierałyby zbyt dużo miejsca - zostawały na siłę odbierane, a kto zbyt mocno przeciw temu protestował, dostawał pałką, a nieraz i kolbą karabinu, był skutecznie uciszany.


[1] Rzeczy te dostałem od p. Jana Wcisło, który był przedstawicielem kilku fabryk. Pochodził z Niepołomic, ale wojażował z próbkami ich wyrobów po całej Generalnej Guberni. Podróżując, często bywał w Warszawie, więc znajomi dali mu nasz adres i przez jakiś czas wynajmował jeden pokój na całe miesiące, a nocował tylko raz lub dwa razy w tygodniu. Miał ,,Ausweis" i myśleliśmy, że robił jakieś interesy z Niemcami, bo palił niemieckie papierosy, a czasem przynosił takie ,,delikatesy", jak pudełko portugalskich sardynek lub czekoladę. Przy każdej jego wizycie dostawałem jakiś drobny upominek. Obrazki z niemieckich kolonii dostałem powklejane do kartonowego albumu, ale szykując się już do ewakuacji, powyrywałem je, sporo się podarło.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten