Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Zbigniewa Badowskiego


foto

     W maju rozeszła się nowina o końcu wojny. Radość była powszechna. Wtedy postanowiliśmy wracać do Warszawy. Znów załadowaliśmy powiększony znacznie nasz ,,dobytek" na wózko-sanki, i żegnani serdecznie przez znajomych, a szczególnie przez p. Stefanię  Kozicką,  która  dała  nam  na  drogę  pół bochenka chleba, ruszyliśmy na piechotę do Mszany Dolnej. Tam, składem towarowym, siedząc rzędem przy cysternie ze spuszczonymi nogami, i trzymając mocno nasze bagaże - dojechaliśmy do Krakowa. Mama ciągnęła wózek, a ja z Babcią dźwigaliśmy na plecach powiązane sznurkami worki. Tak doszliśmy do biur RGO. Mama dostała tam jakąś zapomogę pieniężną i bilety na kolej do Warszawy. Nocowaliśmy na jakimś dworcu kolejowym.
     Rano okazało się, że pociągi do Warszawy odchodzą z innego dworca. I znów czekała nas wędrówka z bagażami przez Kraków. Mama była drobną kobietą, a ponadto zmęczona, nie miała już siły ciągnąć po bruku tych ciężkich, niezgrabnych wózko-sanek. Na jakimś wysokim krawężniku wywróciła je i słabo związane bagaże rozsypały się po jezdni. Babcia, która chodząc, podpierała się jeszcze góralską ciupagą, podarowaną przez p. Balachowicza, zaczęła nią wymachiwać, krzycząc na Mamę i na mnie. Wtedy przechodząca starsza kobieta wstawiła się za nami, mówiąc: ,,Niech Pani tej dziewczyny nie bije, ona taki ciężar ciągnie, i tego chłopaka też niech Pani nie bije, on taki wielki worek dźwiga... I niech Was Bóg prowadzi...". Mimo zmęczenia i zdenerwowania wszyscy wybuchnęliśmy śmiechem.
     Do Warszawy dotarliśmy 18 maja późnym popołudniem. I od razu poszliśmy na ulicę Sienną. Ucieszyliśmy się, widząc z daleka, idąc od Pl. Kazimierza, stojący fronton naszego domu. Jak doszliśmy, okazało się, że nasz dom został doszczętnie wypalony, stały tylko mury. Na zawalonym gruzami parterze, w miejscu, gdzie spałem, sterczały z gruzów poręcze mego żelaznego łóżka. Zeskoczyłem więc do piwnicy, bo schodów nie było. Zaduch i błoto. W naszej piwnicy, świecąc sobie zapałkami, znalazłem powyrywane z albumów nasze przedwojenne fotografie, rozbity aparat radiowy i kilka zawilgoconych książek - w tym ,,Ballady i Romanse" A. Mickiewicza i ,,Z góry na Mazury" - bajki, które dostałem z Magistratu Warszawskiego, jeszcze polskiego, na Gwiazdkę w 1940 r. jako ,,Pamiątkę od Twoich Przyjaciół  z P.K.S.S. w Warszawie",  a które w czasie okupacji znałem na pamięć.
     Powlekliśmy się z powrotem na dworzec kolejowy na ul. Towarowej i tam spędziliśmy pierwszą naszą warszawską noc...

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten