Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Wandy Łabuzińskiej


     Dnia 1 sierpnia 1944 roku o godz. 17.00 wybuchło w Warszawie Powstanie. Cała moja najbliższa rodzina była w domu przy ul. Koszykowej 5. Ojciec mój jako żołnierz AK brał czynny udział w akcji zbrojnej i nie było go w domu z nami. Wszyscy to jest moja mama Helena, babcia Franciszka i siostra cioteczna Hania zeszłyśmy do piwnicy. Dla bezpieczeństwa mieszkańcy kamienicy schowali się do piwnicy i tak koczowali do 4 sierpnia godz. 12.00.
     O tej porze do kamienicy wkroczyli żołnierze Wehrmachtu i wypędzili całą ludność zamieszkałą w kamienicy, jak również z sąsiednich budynków pod Kasyno Gry przy al. Szucha. Tam nas trzymali pod karabinami maszynowymi na stojakach.
     Następnie wszystkich popędzili al. Szucha na dziedziniec gestapo i nastąpiła pierwsza selekcja wypędzonych mieszkańców z ul. Koszykowej na dwie grupy - mężczyzn i kobiety z dziećmi. Po selekcji, mężczyzn pozostawiono na gestapo przy al. Szucha, natomiast kobiety i dzieci popędzili do Straży Pożarnej na pl. Unii Lubelskiej.
Na drugi dzień znowu przyszli Niemcy i dokonali następnej selekcji tym razem na trzy grupy:
     - kobiety z dziećmi
     - młode kobiety
     - stare kobiety.
     Nasza znajoma pani Grymińska, która przeżyła koszmar pierwszej selekcji na gestapo, gdzie pozostawiono jej męża i 14-letniego syna Stasia, poradziła nam, abyśmy utworzyli dwie rodziny, jak to uczyniła ona. Tworząc dwie rodziny ona z synem Januszem, a jej matka jako osoba samotna. My również podzieliliśmy się na dwie rodziny. Ja z mamą jedna rodzina, a babcia Franciszka z moją siostrą cioteczną Hanią jako druga rodzina. W taki sposób stanęliśmy do selekcji. Nasza czteroosobowa rodzina znalazła się w trzech różnych grupach to jest:
     - pierwsza grupa kobiety z dziećmi, to ja z mamą
     - druga grupa Hania wysłana po niemieckich trupów
     - trzecia grupa babcia Franciszka - jako zakładniczka za drugą grupę.
     Po zakończeniu selekcji Niemcy wypędzili pierwszą grupę - kobiety z dziećmi z budynku Straży Pożarnej - na pl. Unii Lubelskiej - w kierunku Mokotowa, ul. Puławską, rozkazując, abyśmy wołali: "Polscy bandyci - czyli powstańcy mają zaprzestać strzelać w ciągu trzech dni, w przeciwnym razie pozostawieni na gestapo mężczyźni przy al. Szucha zostaną rozstrzelani". Jak się dowiedzieliśmy Niemcy wykonali swoją groźbę i pozostawionych mężczyzn rozstrzelali na gestapo.
     Druga grupa młode kobiety zostały z kolei wypędzone ze Straży Pożarnej w ul. Marszałkowską w kierunku pl. Zbawiciela z poleceniem przyniesienia trzech zabitych niemieckich żołnierzy w ciągu kilku godzin z powrotem do Straży Pożarnej na pl. Unii Lubelskiej. W przypadku niewykonania rozkazu trzecia grupa starych kobiet pozostająca jako zakładniczki zostanie rozstrzelana, jeżeli nie wrócą.
     Pierwsza grupa, w której się znajdowałam z moją mamą usiłowała przedostać się ul. Puławską na Mokotów, ale udało nam się dojść tylko do ul. Rakowieckiej, gdzie z koszar Niemcy strzelali do nas z karabinów maszynowych. Chroniąc się przed ostrzałem cała wypędzona grupa kobiet i dzieci pobiegła w kierunku ul. Słonecznej i wbiegłyśmy do najbliższego budynku. Powstańcy, którzy byli w tym budynku, postanowili, że wycofają się, aby miejscowa ludność, czyli mieszkańcy mogli wyżywić uciekinierów. Mieszkańcy tego domu byli bardzo gościnni. Poczęstowali nas krupnikiem i przyjęli do swoich mieszkań. Kiedy w pralni jedliśmy obiad, wpadła do kamienicy grupa pijanych Ukraińców w mundurach i strzelali na oślep, szczęśliwie nikogo nie raniąc. Po takiej eskapadzie wyszli na zewnątrz. Przez cały czas pobytu na ul. Słonecznej mieliśmy wizyty Ukraińców, którzy rabowali i gwałcili młode kobiety. W trakcie takiej akcji Ukraińców przychodzili żołnierze niemieccy, wygarniali napastników, a następnie ich rozstrzeliwali. Niemcy perfidnie chcieli odgrywać rolę wybawicieli. Metoda taka była stosowana za każdym razem. Tak nękani byliśmy do 1 września, kiedy to Niemcy wysiedlili wszystkich, zarówno mieszkańców, jak i uciekinierów. Wypędzono nas do parku Łazienkowskiego od strony ul. Belwederskiej. Następnie po kilku godzinach Niemcy zdecydowali, że idziemy w kierunku Dworca Zachodniego, aby opuścić Warszawę. Droga na Dworzec Zachodni z parku Łazienkowskiego prowadziła między innymi przy głównym budynku Politechniki Warszawskiej.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten