Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Jadwigi Kowejszy


foto

     Na miejscu podzielono nas na małe grupy, które miały udać się pieszo do okolicznych wsi. Mamę, mnie i brata oraz kilka innych kobiet skierowano do wsi Parma (gm. Dąbkowice?). Moich dziadków przydzielono do sąsiedniej wsi.
     Zapamiętałam tę drogę z Łowicza do Parmy. Mama niosła na ręku mojego brata i niewielki tobołek z odzieżą. Ja musiałam przejść kilka kilometrów na własnych nogach zachęcana przez idące kobiety.
     We wsi przydzielono nas do chaty rodziny Stępniewskich, gdzie mieszkała starsza kobieta z dwoma dorosłymi synami. Przyjęli nas serdecznie. Dostaliśmy łóżko z siennikiem wypchanym słomą i koc, a potem kożuch do przykrycia. Musiało być już zimno, bo spaliśmy przykryci tym kożuchem, gdy do wioski przyszła jakaś banda w celach rabunkowych. W nocy obudził mnie hałas, ktoś zerwał z nas kożuch i oślepiło mnie światło latarki. Usłyszałam głos gospodyni, która wyjaśniała: "Zostawcie ich, oni są z powstania, z Warszawy!". Kożuch opadł mi na twarz, więc nie widziałam, co działo się w izbie. Słyszałam tylko męskie głosy i płacz gospodyni. Potem wszystko ucichło. Wkrótce po tych wydarzeniach gospodyni umarła, a w domu został tylko jeden z jej synów. Nie wiem, co się stało z drugim, od wizyty tej bandy już go więcej nie widziałam.
     Po tych wydarzeniach do chaty państwa Stępniewskich przenieśli się moi dziadkowie. Niestety, w styczniu 1945 r. chory na serce dziadek umarł i został pochowany na cmentarzu w Łowiczu. Babcia i mama pomagały gospodarzowi w pracach przy gospodarstwie, a my z bratem siedzieliśmy w izbie z braku ciepłej odzieży i obuwia. Kończyła się już zima, gdy do chaty zawitali jacyś zarośnięci mężczyźni w wojskowych ubraniach. Nakarmieni mlekiem i chlebem odeszli.
     W końcu kwietnia 1945 r. mama z moim bratem pojechała do wyzwolonego już Koła k/Poznania, gdzie mieszkał jej ojciec. Tam od Magistratu otrzymała tymczasowe mieszkanie oraz pracę w fabryce fajansów. Wkrótce przyjechała po mnie, natomiast babcia wróciła do Warszawy z jedną ze swoich córek. Nasz gospodarz zamierzał się ożenić i chata była mu potrzebna.
     W Kole mieszkaliśmy do wiosny 1947 r. i potem, za namową babci, wróciliśmy do Warszawy, aby razem oczekiwać na powrót taty.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten