Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Cecylii Krajewskiej


foto

     Warunki nasze stawały się coraz cięższe, wieści coraz groźniejsze, Stare Miasto zburzone i spalone. Kiedy zawalił się dom w podwórku i zasypał nam główne wyjście z piwnicy, zdaliśmy sobie sprawę, że długo nie uda nam się tu pozostać. Niemcy przez głośniki nawoływali Polaków do opuszczenia domów, grożąc całkowitym wyniszczeniem. Chorym obiecywali pomoc lekarską, zdrowym pracę. Po krótkiej naradzie część mieszkańców zdecydowała opuścić piwnicę nazajutrz. Wprawdzie nikt nie wierzył obietnicom, pragnęliśmy jednak jak najszybciej wydostać się spod bomb.
     Dzień zapowiadał się upalnie. Ubrane byłyśmy lekko. Skromny zapas żywności, dwa koce i trochę osobistych rzeczy stanowiły cały nasz bagaż. Zgodnie z nakazem Niemców skierowaliśmy się w kierunku Wisły. Szliśmy przez gruzy przerażeni ogromem zniszczeń. Sterczące resztki murów i wiszące osmolone belki groziły zawaleniem.
     Ze wszystkich piwnic wychodzili ludzie i stopniowo tworzył się długi wąż. Nad Wisłą stały już tłumy uciekinierów takich jak my. Pilnujący nas Ukraińcy w niemieckich mundurach buszowali między ludźmi, ściągając im z rąk zegarki i pierścionki. Wybierali sobie dziewczyny i ciągnęli je w gruzy.
     Nasza matka, widząc, co się dzieje, zawiązała nam chustki na głowy, naciągnęła je głęboko na czoło i kazała przykucnąć na ziemi. Po jakimś czasie musieliśmy ustawić się w szeregi i już pod eskortą żołnierzy ruszyliśmy przez wymarłe ulice straszące wypalonymi domami. Szliśmy dosyć szybko, a byli wśród nas chorzy, starcy i dzieci. Byłam świadkiem jak chora kobieta została w tyle, a towarzysząca jej córka poszła dalej. Nie wiem, którędy nas prowadzono, ale wkrótce znaleźliśmy się w miejscu, gdzie było dużo zielonej trawy i tam zrobiono pierwszy postój. Rozłożyłyśmy koc, aby odpocząć po męczącym marszu, za nami zostały nasze spalone domy i strach przed bombami. Jeżeli dobrze pamiętam, jadłyśmy jakiś gliniasty chleb posypany cukrem. Wkrótce kazano nam iść i znów w szeregach znaleźliśmy się na peronie nieznanego mi dworca. Stąd podmiejskim pociągiem, który wydał mi się wtedy wyjątkowo czysty i luksusowy zawieziono nas do Pruszkowa.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten