Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Angeliki Józefowicz


foto
 
  • Milanówek, Łowicz, Kraków - etapy tułaczki

     Po udanej ucieczce z trasy Warszawa - Pruszków lądujemy w Milanówku.
     Mała willa ciotki Lucyny. Koczuje już w niej więcej ludzi niż ta willa ma m2.
     Mama podejmuje decyzję, że jedziemy do Łowicza, gdzie mieszka daleka rodzina dziadka.
     Radość ogromna. W Łowiczu spotykamy mojego ukochanego dziadziusia, który cudem przeżył Powstanie na Starówce i wydostał się z niej kanałami.
     Niestety z Łowicza też musimy się ewakuować - rodzina dziadka nie jest zbyt przychylna uciekinierom z Warszawy, a i warunki bytowania są fatalne.
     Mama z dziadkiem uznają, że trzeba dostać się do Krakowa, do babci, która mieszkała z dwoma synami, młodszymi braćmi ojca.
     W Krakowie zastajemy zamknięte mieszkanie. Sąsiedzi nas informują, że babcia zmarła we wrześniu z rozpaczy po rozstrzelaniu przez Niemców dwóch synów, którzy nie podpisali Volkslisty.
     Mieli niemieckie korzenie i nazwisko, ale polską duszę od dwóch pokoleń.
     Sąsiedzi babci dają nam schronienie na parę dni. Jednak podobnie jak większość Krakusów panicznie boją się Warszawiaków z Powstania, a bardziej Niemców polujących na Warszawiaków.
     Mama po raz kolejny uruchamia swoją "inteligentną zaradność", a przede wszystkim środki płatnicze, dla których "skrytkę" stanowi moje futerko.
     Prute i zaszywane nocą jest coraz lżejsze, bo ubywają kolejne precjoza.
     Po paru niespokojnych dniach w Krakowie lądujemy w Zakopanem na Antałówce, gdzie mieszkają zaprzyjaźnieni Górale mamy i ojca. U nich zatrzymywali się przed wojną w czasie górskich wypadów.

  • Zakopane

     Górale udostępnili nam pokój w części gospodarczej chałupy, do którego prowadził ciemny przedsionek i drzwi zakamuflowane w ścianie z desek.
     Zakopane okupują jeszcze Niemcy. Przechowywanie Warszawiaków jest niebezpieczne, ale gospodarze są nam życzliwi. Mamie załatwili nawet jakąś pracę.
     Znika na całe dni. Są niewielkie pieniądze na skromne utrzymanie.
     Koczuję z dziadkiem w "chałupie". Wyjścia na okoliczne górki obfitują w moje liczne upadki, a i dziadek ma trudności w poruszaniu się po zaśnieżonych stokach.
     Na Święta Bożego Narodzenia dostaję od Górali nowe buty (kierpce podbite filcem) i maleńkie narty biegowe.
     Wigilia 1944 roku jest bardzo skromna, ale uroczysta. Jest nawet choinka z jedną świeczką i kilkoma zawieszonymi cukierkami. Wokół słychać przepiękne góralskie kolędy.
     Dni się dłużą - spokojnie i nudno.
     Jednak tylko do dnia, w którym w całym obejściu rozlegają się niemieckie krzyki.
     Do naszej "dziupli" wpada kilku Niemców. Dziadkowi, leżącemu w łóżku, dają spokój. Sprawdzają kennkarty i mamie każą się ubierać. Kolejny raz przerażona rozłąką z matką, pochlipując mówię, że mamusia jest bardzo chora. Jeden z Niemców, mówiący łamaną polszczyzną, pyta: "na co?" Mama kaszle i mówi po niemiecku, że to gruźlica.
     Niemcy przeglądają fiolki z lekami i z pośpiechem wychodzą. Mama zostaje.
     Podobno gruźlicy i tyfusu Niemcy bali się, jak diabeł święconej wody.
     Niedługo po tym zajściu - wpada gospodyni z okrzykiem: "Ruscy wyzwolili Zakopane!"
     Razem z naszymi Góralami idziemy do miasta na Krupówki. Ulice roją się od żołnierzy, jak mówili dorośli - pijanych, strzelających na wiwat. Mnie ta kanonada źle się kojarzy. Wtulona w futro mamy marzę o naszej spokojnej przystani na Antałówce.
     Mama z dziadkiem natychmiast decydują o powrocie do domu, do Warszawy, w której od miesiąca nie ma już Niemców.
     Gospodarze wyposażają nas w duże sanki i zapasowe koła (mają w odpowiednim czasie zastąpić płozy), na które zostaje załadowany nasz dobytek, jak się później okazało - jedyne dobra materialne ocalone z wojny.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten