Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Teresy Różyckiej


foto

Na Zieleniaku moja mama rozpoczęła działalność ochronną. Wszystkie młode sąsiadki oszpecała, charakteryzowała je na jak najbardziej brzydkie starowinki. Gdy podchodził, któryś z żołnierzy to wołała sąsiada Ukraińca i prosiła: "Niech pan go zagada i odejdzie dalej." Następnego dnia wymaszerowaliśmy pod strażą niemiecką do Pruszkowa. Po drodze leżały umierające staruszki, które nie miały sił iść dalej, m.in. matka naszego sąsiada, ale Niemcy pilnowali i nie było nawet możliwości podać jej wody. Pruszków - wielka hala, ludzie gęsto stłoczeni. Tu też spędziłyśmy jedną dobę. Mama, żeby zdobyć coś do jedzenia pożyczyła garnek od znajomego i przyrzekła mu, że taką cenną rzecz jak najszybciej po nakarmieniu dzieci odda. Szukając kotła z zupą, natchnęła się na siostrę - pielęgniarkę, która mogła natychmiast przetransportować nas do Milanówka. Mama pobiegła oddać garnek, ale kiedy wróciła, pielęgniarki nie było, bo zabrała inną kobietę z dziećmi. W tej sytuacji moja mama postanowiła na własną rękę szukać wyjścia z obozu. Poszłyśmy wzdłuż torów. Mówiono, że Niemcy wywożą pociągami ludzi do Łodzi, znalazłyśmy pociąg towarowy, w którym było dużo ludzi mających nadzieję, że pojedzie on do Łodzi. Wsiadłyśmy. Po kilku godzinach Niemcy zaczęli zamykać drzwi wagonów, pociąg ruszył. Kiedy minęliśmy Łódź, mężczyźni będący w naszym wagonie, wyrwali deski ze ścianki, ale tylko kilku wyskoczyło.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten