Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Teresy Różyckiej


foto

W obozach koncentracyjnych Buchenwald i Bergen-Belsen
    
Niedziela 13 IX 1944. Zabrali wszystkich mężczyzn. Było to w obozie koncentracyjnym w Buchenwaldzie. Przeżyłam to bardzo silnie, ponieważ w naszym wagonie był ojciec z trzyletnią córeczką. Musiał ją oddać obcej kobiecie. Staliśmy tam cały dzień.
    
Po podróży bydlęcymi wagonami - dowieziono nas 15 IX do obozu koncentracyjnego w Bergen-Belsen. W nocy, mniej więcej o dwunastej, pociąg stanął. Wszyscy wysiedli. Noc ciemna, tylko gwiazdy świeciły. Prowadzili nas taką drogą, gdzie po obu stronach był las. Przechodziliśmy przez wiele ogrodzeń. Nareszcie zaprowadzili nas do płóciennych baraków. Tam na słomie kazali nam się położyć. Pierwszą noc spałam nawet bardzo dobrze. Następne noce były ciężkie. Na resztkach słomy było twardo i zimno, mimo letnich nocy. Wszy... nieprawdopodobna dla mnie ich ilość, strasznie gryząca. Drapanie nic nie dawało, jeszcze bardziej rozdrażniało skórę; to wszystko było koszmarem. Rano wydawali kawę. Mamusia dała nam ją z chlebem. Tam spotkałyśmy Jankę, panią Pieniążkową i panią Białobrzeską (przywiezione tym samym transportem sąsiadki z naszego domu; Pieniążkowa zmarła w obozie, Janka i Białobrzeska - przeżyły). Potem po paru godzinach poszukaliśmy umywalni. Umyłyśmy się porządnie, a mamusia uprała nam trochę bielizny. Umywalnia - to było koryto z płynącą cuchnącą wodą. Najgorsza dla mnie była ubikacja, czyli gnojówka, nad którą były umocowane równolegle oślizgłe kłody; na jednej z nich się stało. Nie byłam w stanie z niej korzystać. Na drugi dzień zaczęli nas liczyć i segregować (zaczęły się apele i apele). Oddzielali kobiety samotne od kobiet z dziećmi. Oddzielali także matki z dziećmi do 10 lat. Pogoda była piękna i ciepła. Wieczorem więźniowie przesłali nam wiadomość, żebyśmy się nie bały, że nie zginiemy, nie zagazują nas, ponieważ popsuło się krematorium. Przyjęłam to bez radości, miałam uczucie, że lepiej umrzeć, niż żyć w takich warunkach nawet kilka godzin. Po kilku strasznych dniach wyprowadzono matki z dziećmi. Dorosłe osoby zatrzymano w obozie. Na szczęście moją siostrę i mnie potraktowano jako dzieci. Prowadzili nas z powrotem na kolej. Tam wagonami, już osobowymi, mieliśmy jechać o 5-ej (17-ej), a okazało się, że odjedziemy o 6 rano. Trzeba było spać na dworze. Wtedy po raz pierwszy zobaczyłam żywego nietoperza. Tak wyruszyliśmy rano 18 IX.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten