Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Teresy Różyckiej


foto

Targ niewolników i obóz pracy w Holzminden
18 IX piątek. Dopiero o 12.00 w nocy z chorą Marysią, z tłumokami, wysiadłyśmy. Było to na stacji w Kreisenen. Zaprowadzili nas do jakiegoś kina, tam spałyśmy. Rano dostałyśmy upragnione mleko i chleb. Na rynku miasta Kreisenen posadzili nas gromadami i bauerzy wybierali jak niewolników kobiety umiejące doić krowy, lub wyglądające na silne, lub z małą ilością dzieci. Do nas podszedł jeden, długo się zastanawiał, ale siostra była chora miała silną gorączkę (dyfteryt!), więc zrezygnował. Kiedy targ niewolnikami został skończony, zaprowadzono nas znowu do pociągu. Tak przyjechałyśmy do Holzminden, gdzie moja mama i siostra zostały przydzielone do pracy w fabryce sklejki, a ja z dziećmi pozostawałam w baraku. Pierwszą rzeczą, jaką moja mama zrobiła, to było wysłanie kilku listów do rodziny i przyjaciół.
     Ciągle przebywałam w szpitaliku, najpierw zaraziłam się od Marysi dyfterytem, potem miałam żołądkowe dolegliwości. Dużo leżałam w szpitaliku. Był taki moment, że czułam się bardzo źle, a koło mnie leżały bliźniaczki chore na szkarlatynę, miałam surowo zabronione podchodzenie do nich, ale łamałam ten nakaz, ponieważ ciągle któraś płakała, że chce pić, albo trzeba było poprawić jej pościel, a mnie się wydawało, iż jestem w lepszej kondycji niż one, więc muszę im usłużyć. To, że nie zaraziłam się od nich szkarlatyną, że przeżyłam, do dziś uważam za wielki cud i opiekę Matki Bożej.
     Jak nie leżałam w szpitaliku, to dzieci mieszkające ze mną w baraku dokuczały mi, byłam mało przebojowa, niezaradna. Ale wpadłam na znakomity pomysł: moją monetą przetargową stały się bajki. Gdy jedno z dzieci coś dla mnie zrobiło, w nagrodę powiedziałam: "Opowiem ci historię o królewnie zamkniętej w wieży." I kiedy zaczęłam opowiadać, przysiadły się po kolei wszystkie dzieci i słuchały rzeczywiście z uwagą i ochotą. Wobec tego za każdą przysługę, ustępstwo, np. zrobienie mi miejsca na kuchni bym postawiła garnek, aby ugotować zupę, czy zrobienie mi czegoś dobrego, opowiadałam wymyślone przez siebie baśnie. Im cenniejsza przysługa tym ciekawsza bajka, z czarownicą, rycerzami, czy królewną.
     Mama miała duży autorytet w baraku, bo zorganizowała zbiorowe dzielenie chleba. Na naszą salę w baraku przypadało 1,5 bochenka chleba i otrzymywaliśmy je w dwóch kawałkach. Mama zaproponowała, że będzie krajała chleb na kawałki, rozkładała na tyle porcji, ile jest osób, a wszyscy sprawdzą czy równo podzielone i powiedzą, które są najmniejsze, które największe i dopiero jak wszyscy uznają, że nie ma różnic, mama nożem będzie wskazywała jakąś porcję, a wybrane dziecko z zasłoniętymi oczami będzie mówiło, do kogo ma należeć wskazany kawałek. I stało się to wielką ceremonią, wszyscy chcieli uczestniczyć, oceniać wielkość, nawet decydować, które dziecko ma mówić, dla kogo ten ma być kawałek chleba. I tylko w naszym baraku nie było kłótni przy dzieleniu chleba.
     Wolno nam było chodzić po ulicach miasta po godzinach pracy. Kiedyś szłam z mamą i Marychą, a idący naprzeciwko nas oficer niemiecki (dziś wiem, że takie mundury nosili lotnicy), kiwnął na mnie palcem, abym podeszła do niego i zawołał - Komm! (Chodź!). Struchlałam. Z wielkim lękiem, nie spodziewając się niczego dobrego podeszłam, a on wręczył mi miesięczną kartkę na masło i mleko, jaką dostawali niemieccy oficerowie. Ten jego czyn uratował w moich oczach wszystkich wrogów, bo zrozumiałam jak ich wielu cierpiało z powodu okrucieństwa wojny. Z kartki skorzystałam niewiele, bo odebrała mi ją blokowa, Czeszka, pod pozorem, że ona będzie wykupywać, bo mnie nie dadzą, a potem przyniosła placek, "bo wykupione mleko wypił jej kot". Niemniej z ogromną wdzięcznością wspominam ofiarność tego Niemca.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
 
search szukaj
 
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten