Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Stefana Wojciecha Niesłuchowskiego


foto

Dokąd jechaliśmy, nikt nie wiedział. Podobno byliśmy pilnowani przez strażników. Byłem nadal przerażony i załamany z powodu braku ojca, ponieważ byłem do niego bardzo przywiązany i do domu, w którym mieszkaliśmy. Jednocześnie nieświadomie przejąłem rolę tego starszego jedynego opiekuna rodziny, ponieważ byłem najstarszym mężczyzną, chociaż miałem tylko 11 lat. Czułem obowiązek, że się muszę o nich troszczyć i bardzo szybko wszedłem w dorosłość. Dojechaliśmy w rejon Starachowic, pociąg zatrzymał się tuż przy stacji. Staliśmy długo, nie wiadomo, co się działo, ludzie wychylali się. Po pewnym czasie stwierdzili, że nie było lokomotywy oraz strażników. Ktoś zaczął wychodzić i otwarto drzwi wagonów i wyszliśmy stamtąd. To musiało być na peronie w Starachowicach, bo nie pamiętam kłopotów z wysiadaniem. To było jeszcze w październiku. Tu się ludzie rozeszli, cały transport kobiet, dzieci i osób starszych, bo mężczyzn chyba w ogóle nie było. Moja matka znalazła pewien pokój lub chyba mieszkanie bez umeblowania z siennikami i zamieszkaliśmy w centrum Starachowic. Dla niani znalazła w szpitalu pracę w kuchni i ja stamtąd przynosiłem jedzenie do domu, a sam zacząłem zajmować się sprzedażą bułek. Z pewnej piekarni, wynosiłem je w koszyku i zacząłem zarabiać. Pieniądze prawdopodobnie były bardzo symboliczne. Dochodami gospodarowała niania. Pamiętam, że przechodził niemiecki żandarm, który kopnął mi koszyk, wysypując bułki.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten