Informacje o projekcie  |  Informacje o uczestnikach projektu  |  Aktualności  |  Sponsorzy  |  Kontakt  | 
         

search szukaj
 

Relacja Andrzeja Korgola


W ciągu najbliższych kilku dni od wyzwolenia zorganizowały się nowe władze administracyjne, powstała: Gminna Rada Narodowa - Gminy Okęcie pow. Warszawskiego, która rozpoczęła swoją działalność.
     Jedna z pierwszych akcji nowej administracji była wymiana pieniędzy na tzw. "lubelskie". Niemiecka pieczątka z "gapą" znajdująca się na kennkarcie pod zdjęciem, była wycinana, a w zamian każdy okaziciel otrzymywał 500 zł, była to bardzo znikoma suma.
     W celu zakupienia żywności za "nowe" pieniądze, poszliśmy z matką pieszo aż na Gocławek do naszej kuzynki, która trochę handlowała. Warto wspomnieć, iż przez Wisłę przechodziliśmy po lodzie, bo most pontonowy był dla wojska. W niedługim czasie podjął pracę mój dziadek, mimo to warunki materialne były nadal ciężkie. Władze wprowadziły kartki żywnościowe, w ramach, których otrzymaliśmy najpotrzebniejsze artykuły spożywcze oraz tekstylne. Pamiętam jak wszyscy chodzili w jednakowych "jodełkach". W okresie późniejszym w ramach kartek otrzymywaliśmy paczki z UNRRA, w których bywały takie specjały, jak: czekolada, prawdziwa kawa oraz herbata. W lutym 1945 roku rozpocząłem naukę w prywatnym gimnazjum ogólnokształcącym koedukacyjnym Marii Mieszczyńskiej, w klasie VI, którą już raz ukończyłem w czerwcu 1944 roku w szkole powszechnej nr 40 w Warszawie ul. Krucza 21. Przyczyną takiej anomalii było to, iż innej klasy w tym czasie nie było. W roku szkolnym 1945/1946 uczęszczałem już normalnie do I gimnazjalnej. Po likwidacji tej prywatnej szkoły, która z pewnością spełniła swoje zadanie w tych pierwszych latach, przeniosłem się do liceum im. Stanisława Staszica, potem do technikum.
     W kwietniu 1945 roku został przeprowadzony przez gminę Okęcie spis ludności - myślę, iż to był pierwszy w wyzwolonej Warszawie - i został wydany specjalny druczek służący jako pewnego rodzaju dowód osobisty. Nadeszły Święta Wielkanocne - pierwsze po tylu latach w wolnej Polsce. Mimo trudności każdy robił, co mógł, aby właśnie te święta wypadły jak najlepiej. W wielu rodzinach wszyscy byli już w komplecie po tułaczce wojennej i tu było najweselej, w innych było smutno - jeszcze trwała zbyt żywa pamięć o utraconych bliskich, ale ogólnie było to święta radosne. Niezapomniane wrażenie pozostawiła mi w pamięci rezurekcja w owe święta. W nabożeństwie i procesji uczestniczyły tłumy wiernych, byli również przedstawiciele organizacji politycznych, administracji, ze sztandarami oraz oddział żołnierzy WP. Tradycyjnie również strzelano, ale była to istna kanonada, bowiem wszelkiego rodzaju amunicji było jeszcze dużo. W tym brał udział także znajdujący się na uroczystości oddział wojska - tylko oni strzelali na komendę swego zwierzchnika. Po nabożeństwie wszyscy składali sobie nawzajem życzenia, odczuwało się wzajemną ogólną życzliwość. W niedługim czasie święciliśmy jeszcze huczniej i uroczyście zakończenie wieloletniej wojny i Dzień Zwycięstwa.
     Do naszego "tymczasowego" mieszkania, które było stałym aż do 1950 roku, prawie codziennie zaglądali powracający z tułaczki znajomi i rodzina. Wieczornym rozmowom nie było końca, tyle było do opowiedzenia, tyle problemów do rozstrzygnięcia, główną jednak sprawą było znaleźć jakieś lokum i pracę i pozostać na stałe w Warszawie.
     W lecie 1945 roku ogłoszono komunikat o rejestracji w komisariatach MO, spalonych w 1944 roku mieszkań. Zgłosiliśmy również i nasze - niestety skończyło się jedynie na posiadaniu "Karty spalenia", nigdy nie otrzymaliśmy żadnego odszkodowania z racji odszkodowań wojennych.

 Wstecz...


 
Materiały dodatkowe
         
   
   

Copyright © Muzeum Warszawy :: 2007

   
  Projekt jest realizowany przez Muzeum Warszawy we współpracy z Archiwum Państwowym m. st. Warszawy oraz niemiecką fundację Stiftung Niedersachsische Gedenkstatten